No kiedy, kiedy, kiedy? No kiedy już zdradziłem?
Kiedy zostałem już zdradzony? Czy może powinienem czuć się
zraniony, kiedy moja kobieta poszła z „nie-ze-mną” na kawę? A
może, kiedy pocałowała obcego mężczyznę w policzek? Usta? No to
może w czółko? Pocałowała obcego chłopa w czółko? Czy nie
zdradzam, kiedy idę z kimś do łóżka bez uczucia, a na pewno
cudzołożę, kiedy miłość karze mi z obcej baby ubrania ściągać?
Czy mężczyzna może zdradzać, a panie muszą obejść się
smakiem, jak to było za czasów silnej dominacji patriarchalnej
władzy? No kiedy no?!
Im bardziej się angażujemy, tym częściej dotyka
nas poczucie, że nasza druga połówka nabroiła. Im bardziej nam na
kimś zależy, tym silniejszą zazdrość czujemy o naszego partnera.
Im bardziej zaognia się w nas zakochanie, tym bardziej związujemy
tej ptaszynie skrzydła. No bo ucieknie. Bo nas zostawi. Co ja wtedy
zrobię? Jak ja sobie poradzę? Nie przeżyję tego. Muszę więc coś
wykombinować. MAM! Będę wzbudzał poczucie winy za każdy akt
nieposłuszeństwa w stosunku do mojej wizji naszego związku. Będę
karał i nagradzał. Za złe ukarzę, a za dobre...no może nie
wynagrodzę, ale na pewno nie ukarzę. No bo skoro metoda kija i
marchewki wszędzie się sprawdza, to czemu nie i tu? Będę
wydzwaniał i się pytał: „Gdzie jesteś? Z kim jesteś? Po co
wyszłaś?” - na pewno zrozumie, że przecież bardzo kocham.
I
zaiste, są ludzie, którzy tak to odbiorą, ale i tak chroń mnie
losie od nich.
-Kim jesteś?
-Robalem.
-Jakim robalem?
-Robalem Trawiącym Twój Mózg. Więc słuchaj mnie,
a nie pytaj naiwnie, bo powiem Ci prawdę. Prawdę jedyną, którą
Świat nosi i strzeż się jeśli nie posłuchasz, bo męczarnie Cię
czekać będą.
-Zatem słucham?
-Druga osoba jest Twoja, należy do Ciebie. Ty ją
począłeś, zrodziłeś, więc i prawo masz do niej całkowite. Jako
że jest to Twoja własność, jesteś o nią zazdrosny –raz mniej,
a raz bardziej chorobliwie. Im mocniej, tym lepiej. No bo spójrz:
czyż jeśli pies nie zostawi zbyt wiele swobody owcom, to czy wilk
ich nie pożre? Pewnie że tak, więc czynisz to dla ich dobra, że
krótko je trzymasz. A jeśli byś tak owcę przywiązał za szyje
łańcuchem do kołka w ziemi wbitego, to czyż jako pies pilnować
byś nie musiał tak często? Ale doglądanie owiec jest ciężkim
zajęciem, więc gdyby tak nogi im połamać, to ile czasu byś
zyskał na niemartwienie się o ich dobro i bezpieczeństwo? Dobrze
więc czynisz, kiedy zasadzasz się na owczą wolność. A może by
tak nawet tę owcę no wiesz...ale z miłości oczywiście, dla jej
dobra...tak jej łeb ukręcić, no wtedy to taka do wilka pewno już
nie pójdzie. Skoro kochasz, to czyż Ci właśnie na tym nie zależy?
-Ale czyż z takiej owcy pożytku już nie będzie?
-Z Twoim możesz uczynić, co tylko zechcesz – tako
rzecze Robak Trawiący Twój Mózg.
O czymś po drodze zapominamy w tych naszych
deklaratywnych relacjach. O czymś ważnym. On jest zakompleksiony.
Nie wyobraża sobie, by mogłoby jej nie być przy nim cały czas –
oczywiście do momentu, kiedy on sam się nie znudzi jej
towarzystwem. Ale wtedy to jej problem, że została sama.
Ona jest zakompleksiona. Musi mieć poczucie, że on
będzie na każde skinienie jej palca. W nim ma oparcie. On jest jak
ściana, a ona jak bluszcz ją oplatający. Coraz ciaśniej i
ciaśniej. Czy przez zakompleksienie rozumiem jakieś wady fizyczne?
To dopiero byłoby spłycone postrzeganie ludzkości. Strach,
niepokój, nieumiejętność obcowania samemu ze sobą – to powinny
być kompleksy droga ludzkości!
Ona jest bardzo atrakcyjna. Mądra i uśmiechnięta.
On bardzo wystraszony pomimo jego kaparowatej postury. Szerokość w
barach, wprost proporcjonalne to wątłości psychicznej. Jeśli ją
teraz straci, to gdzie znajdzie znów taką dziewczynę, tym
bardziej, że poznali się przez znajomych i prawdopodobieństwo na
kolejną taką kobietę jest nikłe. Musi o nią walczyć, niszczyć konkurentów i robić jej wyrzuty, a ona chichocze z radości, bo komuś na niej w końcu zależy.
On jest dobrą partią. Dobrze wygląda, jest
pogodzony ze sobą i odnosi sukcesy w tym, czy się zajmuje. Ona im
bardziej się angażuje, tym silniej widzi jego wartość. Coraz
bardziej obawia się, że może go stracić, co ujawnia jej niepewność siebie. Strach nie jest tu niczym patologicznym. Patologia
zaczyna się wtedy, gdy wybieramy nie tę drogę, by pracować nad
sobą i wciąż, a wciąż dorównywać partnerowi, a wybieramy
metodę na podniszczanie partnera, zalewanie go wiecznymi wymówkami.
Możemy albo się wspinać albo ściągać kogoś w dół – skutek
ten sam: jesteśmy z tym kimś na tym samym poziomie.
Związki są dla ludzi dojrzałych, a więc są one
zarezerwowane wg mnie dla około 10 procent społeczeństwa. W tej
sprawie jestem pesymistą, bo ciągle widzę i muszę wysłuchiwać
obopólnych narzekań jak to jest źle, jak niedojrzale, jak
zazdrośnie, jak żałośnie, jak głupio, jak bezsensownie, jak
byle jako, jak pogrążająco, jak nudno, jak smutno, jak
beznadziejnie, jak zachłannie, jak bezdusznie, jak pochopnie, jak
odrażająco, jak bezcelowo. Po co się więc wiązać? Po co udawać?
Aby się „bzyknąć” od czasu do czasu musimy tworzyć coś
więcej? Po to byśmy mieli o sobie dobre zdanie, skoro przeżywamy
orgazmy wyłącznie w związku?
Zdrada w związku jest specyficzną figurą. Zdradzić rodzinę, to odwrócić się od niej. Zdradzić idee, to porzucić
jej ideały. Zdradzić przyjaciela, to wbić mu nóż w plecy. A
zdradzić partnera to co? Zrobić użytek z penisa lub pochwy nie w
obecności partnera? Wmawia nam się cały czas, a raczej wmawia nam
ona/on, że nie mamy prawa z nikim innym się widywać. Że kawa ze
znajomą, to be! Że zerknięcie na pośladki kobiety na plaży, to
be. Że niby nasze męskie jak i kobiece instynkty w momencie związania
się z kimś znikają? Tak się nie dzieje i nigdy się nie stanie.
Jak więc można temu zaradzić? Wmawiać komuś co mu wolno, a co
nie. Wynika to z naszej bezsilności i strachu. Nigdy nie przyznam,
że zazdrość jest dobra. Mówicie sobie ludu mój, że zazdrość
się pojawia, bo komuś zależy – a mówcie sobie. Tylko kobieta niepewna
siebie i nieznająca swojej wartości, rozumiejąca interakcje
damsko-męskie na poziomie zwierząt jest dumna, bo jej chłop jest
zazdrosny. Już widzę jak połowa mężczyzn, jak głupcy cieszy
się, bo ich partnerka ciągnie za włosy kobietę, za którą raczyli
się obrócić. Te instynkty łechcą nasze ego, ale na litość, są
prymitywne jak bezkręgowce.
Wschodnia filozofia uczy nas, że w dniu w którym
przestaniemy bać się śmierci, zaczniemy prawdziwie żyć. Że
dzień w którym pojmiemy, że możemy umrzeć tu i teraz i nic
wielkiego się nie stanie, będzie dniem narodzin. Skoro istnieję,
to nie ma śmierci. A jeśli nastąpi śmierć, to nie istnieję - ot
co.
Kiedy więc otworzysz drzwi swojego związku, i
powiesz: „ Możesz iść. Chcę żebyś została, ale wybór zawsze
będzie spoczywał w twoich nogach: czy zostać czy nie”. Kiedy
zrozumiesz, że ta osoba może odejść i przygotujesz się na to,
strach zniknie. Lubieżne przywiązanie jakby do rzeczy, a to
człowiek przecież, zniknie. Bez strachu, zazdrości wejdziesz w
nowe. A jeśli się to skończy, to przyjmiesz to z pokorą. A przynajmniej się staraj!
W konsekwencji zazdrości, ciągle posądzają nas o
zdradę. A co z wolnymi związkami? Otwarty związek to być może
oksymoron dla wielu z nas. Tylko, by zdefiniować to, czym jest owa
otwartość, pokuśmy się najsampierw na zdefiniowanie związkowości.
Po co tworzysz z kimś związek? Bo go lubisz? Mało. Bo go kochasz?
Mało. Bo uwielbiasz z tym kimś spędzać czas? Lepiej. Bo nie
umiesz żyć bez tego kogoś i ciągle o nim myślisz? Coraz lepiej.
Bo nie chcesz żeby z kimkolwiek innym sypiał. Co? A na to wychodzi, kiedy
podgląda się niektóre związki. Miłość jak stary cement zaczyna
wykruszać się spomiędzy cegieł budujących relacje. Jedyne co
zostaje to bezduszne, stalowe zbrojenie zwane zazdrością, chęcią
posiadania drugiej osoby.
Na zakończenie krótki dialog Ginki Malaskov:
- Odkąd pamiętam, zawsze mnie zdradzałaś.
- Nigdy Cię nie zdradziłam.
- Ty kpisz! Przecież złapałem cię na tym
przed chwilą!
- Nie można zdradzić kogoś, z kim się nigdy nie
było...
A czy nasze związki to bycie z kimś, czy jedynie
posiadanie tego kogoś? Odpowiedz, bo to wielka różnica.
Kategorie
- Wszystkie posty (57)
- Nasze Relacje (28)
- Miłosne dialogi (15)
- Jak być sobą we współczenym Świecie (14)
poniedziałek, 21 października 2013
poniedziałek, 14 października 2013
Tych koleżanek nie lubimy!
Babskie spotkanie, wspólny wypad do klubu, „kawusia”
wśród znajomych, czy zakupy – wszystkie te czynności kojarzą
się poniekąd kobietom z ich koleżankami. Koleżankami raz
prawdziwymi, raz fałszywymi. Koleżankami, które są... tak
znienawidzone przez facetów.
Jest pełno typów owych psiapsiółek. Ja postaram się opisać dwa, które są najbardziej irytujące dla mnie. Na koniec jednak sypnę rozgrzeszeniem.
Jak sobota no to taniec, piwko, drink i koleżanki. Czasem koledzy, ale nie o tym ma być w tym poście. Więc, kiedy kobiety zjawią się już w miejscu przeznaczenia, chcą się dobrze bawić. Wspaniała to idea, bo i człowiek się odstresuje, powygłupia i zapomni na chwilę, że ma do spłacenia kredyt. Panie w rytualny sposób wychodzą na parkiet, by tam oddać się uciesze wyginania ciała. Tworzą kółeczko, do którego nie ma wstępu nikt prócz nich. Torebki leżą przy ich nogach, w kółku pusto, ale co tam, że jest ścisk na parkiecie: „F**K all b*tches!”. Panie jednak, z piosenki na piosenkę zaczynają się rozpierzchać. Ta to popatrzy na tego, on na nią. Ona się uśmiechnie, on wystawi klatę bardziej do przodu. Wolniejsza piosenka! Trzeba podejść i zaprosić do tańca! Ale nie da się! Nie da się, bo jakaś samozwańcza wojowniczka o cnotę owej ładnej koleżanki na to nie pozwoli.
Charakterystyka owej koleżanki:
Kiedy mężczyzna ma więc ochotę podejść do pani, która zwróciła jego uwagę, pojawia się owy „pulpecik” i szarpie przyjaciółkę za rękę krzycząc : „Ona jest lesbijką!”, „Ona ma dziecko!”, „Ona ma AIDS, zostaw ją!” Ta piękna niewiasta, na którą patrzyliśmy przychylnym okiem, nie miała nawet okazji nic powiedzieć. Jej „dobra koleżanka” załatwiła wszystko za nią.
Czyż to nie heroiczne? NIE! Idzie taka na imprezę; zaczyna rzucać już w samochodzie hasła: „Bawimy się bez facetów dziewczyny! Dziś babski wieczór! Powiesić chłopów za coś tam!”. Jej znajome nawet nie sprzeciwiają się, bo po co? Ona zawsze tak krzyczy, bo...nie potrafi nigdy nikogo znaleźć? Bo żaden facet nie chce z nią nigdy rozmawiać? I może nie dlatego, że nie jest atrakcyjna, tylko dlatego, bo roztacza wokół siebie aurę kastrata, którą każdy, bardziej rozgarnięty facet, zwęszy na pół mili.
Co robi więc piękna dziewczyna, kiedy szarpie ją za rękę ta dobra, jakby się zdawało, istota? Nie robi nic, bo nie chce urazić Krysi. Z Krysią będzie wracać do domu. Z Krysią będzie się jeszcze widywała. Krysia może ją zniszczyć wśród koleżanek nazywając szmatą, więc po co, na co? Nie warto się sprzeciwiać. Nie warto powiedzieć: „Ej stara ODWAL się! Ja ci nie przeszkadzam w zabawie, to i ty mi nie przeszkadzaj. Nie moja wina, że facetom się podobam! Nic złego nie robię!”.
Ale która ma odwagę tak powiedzieć? Żadna moi drodzy. Gruba Krysia rządzi w grupie i inne panny muszą posypać głowy popiołem i poddać się owej tyranii.
A może piękna dziewczyna rzeczywiście nie ma ochoty z nami rozmawiać? Może tak być. Tylko czemu, gdy nie ma Krystyny, to owa dziewczyna bardzo chętnie z nami się śmieje, bawi się i mówi nam na ucho, że: „Ona jest nienormalna”?
Czasem kiedy uda nam się spacyfikować Krysię, i tak będziemy musieli znosić jej towarzystwo. Jeśli dziewczyna, z którą chcemy spędzić resztę wieczoru jest empatyczną istotą, to usłyszymy: „Czemu nie bawisz się też z moją koleżanką?”. Radzę iść w zaparte i grać wg tych reguł i zacząć bawić się z Krystyną najlepiej jak potrafimy. Jeśli zobaczy to koleżanka, to mamy jak w banku, że nie będziemy już trzymani w pobliżu napastliwej kobiety...dziękuje Ci zazdrości.
Miłe wypady miłymi wypadami, ale co z koleżankami, których faceci nienawidzą w pragmatycznych sytuacjach? Jest taki drugi typ koleżanki, a zwie się on: Wyrocznia. Wyrocznia wie wszystko. Ma rady dla każdego dotyczące tego jak ktoś powinien żyć. Wie jak powstał kosmos i od czego wyewoluowaliśmy. Wie z kim powinna być jej koleżanka, z kim nie powinna utrzymywać kontaktu. Z kim sypiać, a komu tylko robić nadzieję. Ile mieć dzieci, gdzie mieszkać i gdzie pracować. Normalnie jeszcze tylko opłaty pobierać za te nikomu niepotrzebne porady. Dziewczyny jednak są tymi stworzeniami, które słuchają tych pierdół, bo często same nie wiedzą, co zrobić w danej sytuacji. I pojawiają słowa po wysłuchaniu rad Wyroczni: „Może rzeczywiście masz rację? Może powinnam tak zrobić.” W odpowiedzi zapewne usłyszy: „Ba! Ja się nigdy nie mylę”.
Wyrocznie uwielbiają być w centrum wydarzeń jak Ewa Drzyzga. Chcą wiedzieć wszystko o wszystkich. Ich uszy są kształtu anten satelitarnych, które ściągają sygnał nawet z najdalszego zakątka, a ich języki syczą melodiami nieznośnymi dla męskich uszu.
Charakterystyka Wyroczni:
Wszystko to jednak nie przeszkadza jej w byciu ekspertem w każdej sferze życia jej koleżanek i przyjaciółek. Jak żyje, tak coraz bardziej tracę wiarę w chęć pomocy tymi radami. Coraz częściej zapala się czerwone światło pod tytułem: Pies ogrodnika. Wyrocznia może nawet nie mieć świadomości, że sabotuje osobiste szczęście koleżanki, co nie przeszkadza jej w ferowaniu kolejnych wyroków.
Później przychodzi kobieta z kawy z Wyrocznią i facet nie ma pojęcia o co chodzi. Przecież nic nie zbroił. Zaczyna się zastanawiać, o co chodzi, przecież jeszcze przed wyjściem wszystko było w porządku. Może tak być, drogi mężczyzno, że nasłuchała się gadek w stylu: „Czemu on ci się nie oświadczy?”, „To nie jest facet dla ciebie kochana, on na ciebie nie zasługuje”, „ Nie chce mieć z tobą dzieci, bo cie nie kocha”. Ważnym elementem układanki, o którym trzeba wspomnieć, to koleżanki rozwódki. Ktoś kiedyś powiedział, że jeśli zamężna kobieta ma większość koleżanek po rozwodzie, to prędzej czy później...sami wiecie. Ja sam się w pełni pod tym podpisuję.
Nie ma jednak nic straconego. W zamyśle kobieta na pewno wierzy swojej Wyroczni w prawość i dobroduszność jej rad, ale czasem rzeczywistość jest inna. Dobrymi radami piekło jest wybrukowane. Jeśli kobieta jest samodzielną jednostką, to powinna czasem owej koleżance powiedzieć: „Dobrze, rozumiem ale ja tak nie zrobię jak mówisz. To przecież mój, a nie twój mężczyzna.” Zobaczycie jak wielkie oburzenie pojawi się na jej twarzy. Oburzenie wywołane obrazą dumy. Jeśli bowiem ktoś chce pomagać to bezinteresownie – słowo pomoc nie zakłada bowiem żadnych profitów. Więc jeśli ona chce Twojego dobra, to dlaczego nie potrafi uszanować Twojej niezależności w podejmowaniu decyzji. Szczęśliwa kobieta, to taka, która żyje w myśl słów znanej piosenki: Stand by your man...a nie by Kristine.
Nie warto jednak od razu stawiać krzyżyka na kimkolwiek. Otrzyjmy łzy zniechęcenia i powstańmy by przywitać dobrych ludzi w naszym życiu. Mało takich, wiem, ale tym bardziej powinniśmy ich doceniać. Ten typ koleżanki nazwę bardzo krótko i zwięźle. Ten typ to: „Rób co chcesz, masz do tego prawo. Jeśli ty jesteś szczęśliwa, to ja też. Nie oceniam ciebie, bo to nie ja żyje w twojej skórze. Jeśli chcesz rady, to udzielę jej jeśli będziesz prosiła, ale ja życia za ciebie nie przeżyję, ani konsekwencji za ciebie nie będę ponosić”. Ten typ nie zazdrości – jeśli wyszłyście się pobawić, to dziewczyna taka specjalnie będzie usuwała się w kąt, by nie przeszkadzać, kiedy pojawi się ktoś ciekawy. Nie będzie decydowała za Ciebie – wyrokując co jest dla Ciebie dobre, a co nie. Nie będzie wchrzaniała się w Twój związek, bo ma swój i to on ją absorbuje. Chętnie z Tobą porozmawia na każdy temat, ale nie podejmie za Ciebie żadnej decyzji. Jaka jest więc charakterystyka takiej koleżanki? O! Bardzo prosta:
Witaj Czytelniku! Jeśli podobają Ci się znajdujące się tu teksty, to zapraszam do komentowania, udostępniania na fb, lajkowania. Więcej czytelników, więcej tekstów, więcej przyjemności. Pozdrawiam Damian P.
Jest pełno typów owych psiapsiółek. Ja postaram się opisać dwa, które są najbardziej irytujące dla mnie. Na koniec jednak sypnę rozgrzeszeniem.
Jak sobota no to taniec, piwko, drink i koleżanki. Czasem koledzy, ale nie o tym ma być w tym poście. Więc, kiedy kobiety zjawią się już w miejscu przeznaczenia, chcą się dobrze bawić. Wspaniała to idea, bo i człowiek się odstresuje, powygłupia i zapomni na chwilę, że ma do spłacenia kredyt. Panie w rytualny sposób wychodzą na parkiet, by tam oddać się uciesze wyginania ciała. Tworzą kółeczko, do którego nie ma wstępu nikt prócz nich. Torebki leżą przy ich nogach, w kółku pusto, ale co tam, że jest ścisk na parkiecie: „F**K all b*tches!”. Panie jednak, z piosenki na piosenkę zaczynają się rozpierzchać. Ta to popatrzy na tego, on na nią. Ona się uśmiechnie, on wystawi klatę bardziej do przodu. Wolniejsza piosenka! Trzeba podejść i zaprosić do tańca! Ale nie da się! Nie da się, bo jakaś samozwańcza wojowniczka o cnotę owej ładnej koleżanki na to nie pozwoli.
Charakterystyka owej koleżanki:
- przeważnie najmniej atrakcyjna spośród całej
grupy
- mająca najmniej zalotników tego wieczoru
- najmniej uśmiechnięta
- nie lubiąca z jakiegoś, znanego tylko jej,
powodu mężczyzn
Kiedy mężczyzna ma więc ochotę podejść do pani, która zwróciła jego uwagę, pojawia się owy „pulpecik” i szarpie przyjaciółkę za rękę krzycząc : „Ona jest lesbijką!”, „Ona ma dziecko!”, „Ona ma AIDS, zostaw ją!” Ta piękna niewiasta, na którą patrzyliśmy przychylnym okiem, nie miała nawet okazji nic powiedzieć. Jej „dobra koleżanka” załatwiła wszystko za nią.
Czyż to nie heroiczne? NIE! Idzie taka na imprezę; zaczyna rzucać już w samochodzie hasła: „Bawimy się bez facetów dziewczyny! Dziś babski wieczór! Powiesić chłopów za coś tam!”. Jej znajome nawet nie sprzeciwiają się, bo po co? Ona zawsze tak krzyczy, bo...nie potrafi nigdy nikogo znaleźć? Bo żaden facet nie chce z nią nigdy rozmawiać? I może nie dlatego, że nie jest atrakcyjna, tylko dlatego, bo roztacza wokół siebie aurę kastrata, którą każdy, bardziej rozgarnięty facet, zwęszy na pół mili.
Co robi więc piękna dziewczyna, kiedy szarpie ją za rękę ta dobra, jakby się zdawało, istota? Nie robi nic, bo nie chce urazić Krysi. Z Krysią będzie wracać do domu. Z Krysią będzie się jeszcze widywała. Krysia może ją zniszczyć wśród koleżanek nazywając szmatą, więc po co, na co? Nie warto się sprzeciwiać. Nie warto powiedzieć: „Ej stara ODWAL się! Ja ci nie przeszkadzam w zabawie, to i ty mi nie przeszkadzaj. Nie moja wina, że facetom się podobam! Nic złego nie robię!”.
Ale która ma odwagę tak powiedzieć? Żadna moi drodzy. Gruba Krysia rządzi w grupie i inne panny muszą posypać głowy popiołem i poddać się owej tyranii.
A może piękna dziewczyna rzeczywiście nie ma ochoty z nami rozmawiać? Może tak być. Tylko czemu, gdy nie ma Krystyny, to owa dziewczyna bardzo chętnie z nami się śmieje, bawi się i mówi nam na ucho, że: „Ona jest nienormalna”?
Czasem kiedy uda nam się spacyfikować Krysię, i tak będziemy musieli znosić jej towarzystwo. Jeśli dziewczyna, z którą chcemy spędzić resztę wieczoru jest empatyczną istotą, to usłyszymy: „Czemu nie bawisz się też z moją koleżanką?”. Radzę iść w zaparte i grać wg tych reguł i zacząć bawić się z Krystyną najlepiej jak potrafimy. Jeśli zobaczy to koleżanka, to mamy jak w banku, że nie będziemy już trzymani w pobliżu napastliwej kobiety...dziękuje Ci zazdrości.
Miłe wypady miłymi wypadami, ale co z koleżankami, których faceci nienawidzą w pragmatycznych sytuacjach? Jest taki drugi typ koleżanki, a zwie się on: Wyrocznia. Wyrocznia wie wszystko. Ma rady dla każdego dotyczące tego jak ktoś powinien żyć. Wie jak powstał kosmos i od czego wyewoluowaliśmy. Wie z kim powinna być jej koleżanka, z kim nie powinna utrzymywać kontaktu. Z kim sypiać, a komu tylko robić nadzieję. Ile mieć dzieci, gdzie mieszkać i gdzie pracować. Normalnie jeszcze tylko opłaty pobierać za te nikomu niepotrzebne porady. Dziewczyny jednak są tymi stworzeniami, które słuchają tych pierdół, bo często same nie wiedzą, co zrobić w danej sytuacji. I pojawiają słowa po wysłuchaniu rad Wyroczni: „Może rzeczywiście masz rację? Może powinnam tak zrobić.” W odpowiedzi zapewne usłyszy: „Ba! Ja się nigdy nie mylę”.
Wyrocznie uwielbiają być w centrum wydarzeń jak Ewa Drzyzga. Chcą wiedzieć wszystko o wszystkich. Ich uszy są kształtu anten satelitarnych, które ściągają sygnał nawet z najdalszego zakątka, a ich języki syczą melodiami nieznośnymi dla męskich uszu.
Charakterystyka Wyroczni:
- nie jest w związku
- nie ma dzieci
- faceci się nią nie interesują
- ma niepoukładane życie osobiste i/lub zawodowe
Wszystko to jednak nie przeszkadza jej w byciu ekspertem w każdej sferze życia jej koleżanek i przyjaciółek. Jak żyje, tak coraz bardziej tracę wiarę w chęć pomocy tymi radami. Coraz częściej zapala się czerwone światło pod tytułem: Pies ogrodnika. Wyrocznia może nawet nie mieć świadomości, że sabotuje osobiste szczęście koleżanki, co nie przeszkadza jej w ferowaniu kolejnych wyroków.
Później przychodzi kobieta z kawy z Wyrocznią i facet nie ma pojęcia o co chodzi. Przecież nic nie zbroił. Zaczyna się zastanawiać, o co chodzi, przecież jeszcze przed wyjściem wszystko było w porządku. Może tak być, drogi mężczyzno, że nasłuchała się gadek w stylu: „Czemu on ci się nie oświadczy?”, „To nie jest facet dla ciebie kochana, on na ciebie nie zasługuje”, „ Nie chce mieć z tobą dzieci, bo cie nie kocha”. Ważnym elementem układanki, o którym trzeba wspomnieć, to koleżanki rozwódki. Ktoś kiedyś powiedział, że jeśli zamężna kobieta ma większość koleżanek po rozwodzie, to prędzej czy później...sami wiecie. Ja sam się w pełni pod tym podpisuję.
Nie ma jednak nic straconego. W zamyśle kobieta na pewno wierzy swojej Wyroczni w prawość i dobroduszność jej rad, ale czasem rzeczywistość jest inna. Dobrymi radami piekło jest wybrukowane. Jeśli kobieta jest samodzielną jednostką, to powinna czasem owej koleżance powiedzieć: „Dobrze, rozumiem ale ja tak nie zrobię jak mówisz. To przecież mój, a nie twój mężczyzna.” Zobaczycie jak wielkie oburzenie pojawi się na jej twarzy. Oburzenie wywołane obrazą dumy. Jeśli bowiem ktoś chce pomagać to bezinteresownie – słowo pomoc nie zakłada bowiem żadnych profitów. Więc jeśli ona chce Twojego dobra, to dlaczego nie potrafi uszanować Twojej niezależności w podejmowaniu decyzji. Szczęśliwa kobieta, to taka, która żyje w myśl słów znanej piosenki: Stand by your man...a nie by Kristine.
Nie warto jednak od razu stawiać krzyżyka na kimkolwiek. Otrzyjmy łzy zniechęcenia i powstańmy by przywitać dobrych ludzi w naszym życiu. Mało takich, wiem, ale tym bardziej powinniśmy ich doceniać. Ten typ koleżanki nazwę bardzo krótko i zwięźle. Ten typ to: „Rób co chcesz, masz do tego prawo. Jeśli ty jesteś szczęśliwa, to ja też. Nie oceniam ciebie, bo to nie ja żyje w twojej skórze. Jeśli chcesz rady, to udzielę jej jeśli będziesz prosiła, ale ja życia za ciebie nie przeżyję, ani konsekwencji za ciebie nie będę ponosić”. Ten typ nie zazdrości – jeśli wyszłyście się pobawić, to dziewczyna taka specjalnie będzie usuwała się w kąt, by nie przeszkadzać, kiedy pojawi się ktoś ciekawy. Nie będzie decydowała za Ciebie – wyrokując co jest dla Ciebie dobre, a co nie. Nie będzie wchrzaniała się w Twój związek, bo ma swój i to on ją absorbuje. Chętnie z Tobą porozmawia na każdy temat, ale nie podejmie za Ciebie żadnej decyzji. Jaka jest więc charakterystyka takiej koleżanki? O! Bardzo prosta:
- Twój facet ją lubi i szanuje, kropka
Witaj Czytelniku! Jeśli podobają Ci się znajdujące się tu teksty, to zapraszam do komentowania, udostępniania na fb, lajkowania. Więcej czytelników, więcej tekstów, więcej przyjemności. Pozdrawiam Damian P.
środa, 9 października 2013
Dlaczego nie wiesz, czego chcesz?
Z imbryka polał się strumień świeżo zaparzonej
herbaty. Para wzniosła się nad filiżankę, otaczając ją niczym
chmura.
- Co Cię więc sprowadza w moje ustronne progi, młodzieńcze?
- Nie wiem czego chcę drogi Pante – usłyszał w odpowiedzi nalewacz herbaty. - Wiem tylko, że wiem mało. Mało o Świecie, mało o Niej i jeszcze mniej o mnie samym. Chciałbym coś zrobić, bo przecież musi być jakieś wyjście – wzrok młodzieńca skierował się w stronę Pantego w geście poszukującym potwierdzenia.
- Kontynuuj...
- Przychodzę do Ciebie tylko wtedy, kiedy czegoś od Ciebie potrzebuję, ale uwierz mi, że nie mam nikogo innego. Czuję się samotny, a otoczony tyloma ludźmi. Jak więc można narzekać, skoro tyle dusz krzyżuje swoje ścieżki z moimi? Ale im więcej ludzi poznaję, tym bardziej lichy kontakt mam ze sobą. Ich światopoglądy moje zwalczają. Ich idee duszą moje dogmaty. Nie wiem, co jest prawdą, a co kłamstwem. Co jest mną, a co tylko zamierzoną przez kogoś projekcją. A jeśli nie wiem kim jestem, to i czego chcę, z kim chcę i gdzie chcę nie wiem...
- Byłeś dziś u weterynarza?
- Jak to u weterynarza? Przecież jestem człowiekiem! – odpowiedział młody mężczyzna z zarysem oburzenia na twarzy.
- Widzisz jesteś człowiekiem, tak? Sam się zdefiniowałeś, a to już coś. Czemu nie masz bowiem problemu z odróżnieniem się od kamienia, trawy, krowy, czy motyla? Wiesz, że jesteś człowiekiem, ale Twoja pustka spowodowana jest brakiem zrozumienia natury człowieczej. Tak daleko odeszliście od niej, iż sami nie wiecie, czy kły wasze służą do kąsania, czy zrywania liści z drzew. Zgubili się ludzie.
- Dobrze, ale jak to się ma do mojego przypadku? Czy w ogóle się ma?
- Człowiek to istota gruba. Nie, bo człowiek to istota chuda! Człowiek z natury głupi jest! Wcale nie, człowiek to mądra bestia. I dalej. Człowiek ma oczy czarne. Tfu! Zielone ma oczy! Co jest więc prawdą, a co zatem kłamstwem? Definiujesz się, nie znając definicji. Mówisz: „Nie wiem czego chcę!”. A ja pytam, kto powiedział Ci, że masz wiedzieć czego chcieć? Kto podał Ci ten przymiot, któremu tak silnie zaufałeś, że przyjąłeś go za swój ogląd swej natury? - Pante przenikliwie spojrzał na młodzieńca. - Widzisz, w dzisiejszym Świecie musisz być wpasowany. A jeśli się nie wpasujesz, to Cię wprasują. Jeśli i tego nie uda im się z Tobą uczynić, wtedy zostaniesz wygnany. Rzadko możesz liczyć na przydomek proroka, szybciej Cię zabiją. Mamy bowiem dziwny ogląd Świata: „Wszystkim się udaje!” - jednak to kłamstwo. Czyż historia nie chce zaprzątać sobie głowy wyłącznie triumfami, a nie porażkami? I tak wyrastamy w duchu, że każdemu się udaje.
- Pante, ale jak to ma się do mnie?
- Jeszcze herbatki? - zaśmiał się gospodarz. - Nie wiesz jaki powinieneś być, ani czego chcieć, tak? I myślisz, że to źle, tak? To posłuchaj mnie teraz: hahaha – wyszczerzyły się zęby Pantego – ahahaha, nie wytrzymam, haha, zaraz się sturlam pod stół, hahaha on nie wie kim jest hahahaaaa
- Cóż w tym śmiesznego? - Padło pytanie żadające odpowiedzi.
- Hahah, oj, no już już, dobrze, hehe. Zrozum więc po pierwsze, że Twoje życie to łódź. Nie statek. Statek mieści wielu; łódź tylko Ciebie. Statkiem dowodzi więc kapitan, bo cóż by się stało, gdyby każdy pasażer statku w inną chciał stronę płynąć? Chaos. Nieposkromiony chaos. A w łódce siedzisz na swojej dupce – uśmiechnął się stary wyga z wyraźną dumą dla swojego nowopowstałego rymu. - Więc po co zapraszasz kapitana w jednoosobową podróż?
- Ale ja...
- Słuchaj, a nie mów. Powiem więcej. Po co zapraszasz sternika, majtków, bosmanów i innych? Nie wiesz gdzie chcesz płynąć? Łódka przepełniona płynie wolno. W takiej łodzi pojawiają się gorycz, a w konsekwencji konflikt. Takie łodzie grzęzną na mieliznach, a nie płyną w stronę niezbadanego lądu.
- Więc lepiej płynąć statkiem?
- Większość ludzi tak uważa. I tak czyni. Kupuje bilet od rodziców. Wydają im go w szkole. Typ wycieczki wybierają u pracodawcy, a kierunek wskazuje im społeczeństwo. Wygodny brak odpowiedzialności. Nakarmi Cię kucharz. Kapitan będzie czuwał nad bezpieczeństwem. Lekarze się Tobą zaopiekują. A Ty? A Ty wygodnie się rozgość w kajucie – małej, znajdującej się pod pokładem machiny kajucie.
- Ty byś nie chciał płynąć statkiem, prawda? Czuję, że wolałbyś płynąć łódką. Wybrałeś łódkę...
- To nie wybór, to konsekwencja. Ale nie mówmy o mnie. Więc czym Ty chcesz płynąć?
- Łódką oczywiście! - uniósł się krzyk.
- To wspaniale! To wspaniale, bo możesz się wspierać doświadczeniem innych ludźmi, bo oni w swoich planach też nie mają zamiaru przemierzać wód statkiem. Ale skoro tak jest, to czemu wszystkie miejsca na rejsy są wykupione do końca Świata? Głupcy, chciałoby się rzec. A ja mówię, głuptasy. Głupiec, to ignorant, z którym nie warto dyskutować. Głuptas, to ktoś, kto jeszcze nie posiadł wiedzy, by ją wykorzystać, bądź zignorować – trzeba więc mu pomóc...rozumiesz głuptasie?
- Haha, zaczynam...
- Tworzenie, a nie szukanie siebie chłopcze. Każdy Twój dzień zmienia Cię. Słyszałeś o tym, ale tego nie wiesz. Każdego dnia masz wybór: wstać, czy spać. Jeść czy głodzić się. Iść tam, czy iść w inną stronę. Czemu zatem nie podejmujesz tych decyzji? Może przestałbyś w końcu nie wiedzieć tego wszystkiego, czego nie wiesz. Widzisz, nie wiesz tylu rzeczy o sobie, bo się szukasz. Szukasz bo zakładasz, że coś istnieje...na przykład TY - ten idealny, ten prawdziwy. Próbujesz odnaleźć sens. Sensu nie ma, ale za młody jesteś by to pojąć. Czy to oznacza, że sens nie istnieje? Też nie – zrozumienie tego zajmie Ci jeszcze więcej czasu. Każdy dzień przybliża Cię do nieznanego. Smutne to, że to coś jest nieznane, prawda? Ale za to jakie wyzwalające!
Próbujesz zachowywać się jak dziecko całe życie – szukasz aprobaty wypełniając zadania. I jak w szkole, raz dostajesz szóstkę i się cieszysz, a innym razem dwójkę i jest Ci smutno. W życiu na łódce nie ma jednak ocen. Nie ma kapitana, który by prowadził dziennik. Nie ma zatem niczego do czego miałbyś dążyć. Jesteś tym, czym jesteś. Nie jesteś tym, czym nie chcesz być. Wzorce zabrał statek. Wzorce budzą w środku nocy w kajutach malutkich. Nie wiesz czego chcesz? NIE WIEDZ! Pozwalam Ci na to! Sam jesteś tak wychowany, że nie pozwolisz samemu sobie, więc ja Ci pozwalam! Czujesz zagubienie w życiu, bo w lukrowanej rzeczywistości kreowanej przez niebieskie ekrany ona nie istnieje. Każdy bohater filmu jest jakiś. Ty czujesz, że nie wiesz jaki jesteś. Nie chodzi Ci o to, że nie wiesz, tylko czujesz, że nie wiesz – a zatem towarzyszy Ci samoświadomość. Więc BĄDŹ NIKIM! Tak w ogóle: Nic to coś, czy brak czegoś? Ostatnio tak rozmyślam...
- Nooo, to zależy, no jakby to...
- Nie odpowiadaj jednak, bo i tak nie w tym rzecz chłopcze. Pomyśl w domu, a teraz posłuchaj. Człowiekiem jesteś i nigdy nie poznasz siebie. Jak ja siebie nie poznałem, tak i Tobie się nie uda. Bowiem życie to nie konkurs, nie gra o to, by coś wiedzieć, by coś ugrać – to bowiem zwie się człowieczeństwem. Życie natomiast ma to do siebie, że się je żyje. Nie zaprzątaj sobie głowy problemami, jeśli to nie Twoje problemy. Dlaczego niewiedzenie jest złe? Ja wielu rzeczy nie wiem o mnie i guzik mnie obchodzi, czy to dobrze, czy źle. Ale na tych dużych, bezdusznych statkach tak jest. Tam nie wiedzieć to karygodny czyn! Tak więc Bon Voyage! - krzyknął Pante machając ręką w nieznanym kierunku...
Witaj Czytelniku! Jeśli podobają Ci się znajdujące się tu teksty, to zapraszam do komentowania, udostępniania na fb, lajkowania. Więcej czytelników, więcej tekstów, więcej przyjemności. Pozdrawiam Damian P.
- Co Cię więc sprowadza w moje ustronne progi, młodzieńcze?
- Nie wiem czego chcę drogi Pante – usłyszał w odpowiedzi nalewacz herbaty. - Wiem tylko, że wiem mało. Mało o Świecie, mało o Niej i jeszcze mniej o mnie samym. Chciałbym coś zrobić, bo przecież musi być jakieś wyjście – wzrok młodzieńca skierował się w stronę Pantego w geście poszukującym potwierdzenia.
- Kontynuuj...
- Przychodzę do Ciebie tylko wtedy, kiedy czegoś od Ciebie potrzebuję, ale uwierz mi, że nie mam nikogo innego. Czuję się samotny, a otoczony tyloma ludźmi. Jak więc można narzekać, skoro tyle dusz krzyżuje swoje ścieżki z moimi? Ale im więcej ludzi poznaję, tym bardziej lichy kontakt mam ze sobą. Ich światopoglądy moje zwalczają. Ich idee duszą moje dogmaty. Nie wiem, co jest prawdą, a co kłamstwem. Co jest mną, a co tylko zamierzoną przez kogoś projekcją. A jeśli nie wiem kim jestem, to i czego chcę, z kim chcę i gdzie chcę nie wiem...
- Byłeś dziś u weterynarza?
- Jak to u weterynarza? Przecież jestem człowiekiem! – odpowiedział młody mężczyzna z zarysem oburzenia na twarzy.
- Widzisz jesteś człowiekiem, tak? Sam się zdefiniowałeś, a to już coś. Czemu nie masz bowiem problemu z odróżnieniem się od kamienia, trawy, krowy, czy motyla? Wiesz, że jesteś człowiekiem, ale Twoja pustka spowodowana jest brakiem zrozumienia natury człowieczej. Tak daleko odeszliście od niej, iż sami nie wiecie, czy kły wasze służą do kąsania, czy zrywania liści z drzew. Zgubili się ludzie.
- Dobrze, ale jak to się ma do mojego przypadku? Czy w ogóle się ma?
- Człowiek to istota gruba. Nie, bo człowiek to istota chuda! Człowiek z natury głupi jest! Wcale nie, człowiek to mądra bestia. I dalej. Człowiek ma oczy czarne. Tfu! Zielone ma oczy! Co jest więc prawdą, a co zatem kłamstwem? Definiujesz się, nie znając definicji. Mówisz: „Nie wiem czego chcę!”. A ja pytam, kto powiedział Ci, że masz wiedzieć czego chcieć? Kto podał Ci ten przymiot, któremu tak silnie zaufałeś, że przyjąłeś go za swój ogląd swej natury? - Pante przenikliwie spojrzał na młodzieńca. - Widzisz, w dzisiejszym Świecie musisz być wpasowany. A jeśli się nie wpasujesz, to Cię wprasują. Jeśli i tego nie uda im się z Tobą uczynić, wtedy zostaniesz wygnany. Rzadko możesz liczyć na przydomek proroka, szybciej Cię zabiją. Mamy bowiem dziwny ogląd Świata: „Wszystkim się udaje!” - jednak to kłamstwo. Czyż historia nie chce zaprzątać sobie głowy wyłącznie triumfami, a nie porażkami? I tak wyrastamy w duchu, że każdemu się udaje.
- Pante, ale jak to ma się do mnie?
- Jeszcze herbatki? - zaśmiał się gospodarz. - Nie wiesz jaki powinieneś być, ani czego chcieć, tak? I myślisz, że to źle, tak? To posłuchaj mnie teraz: hahaha – wyszczerzyły się zęby Pantego – ahahaha, nie wytrzymam, haha, zaraz się sturlam pod stół, hahaha on nie wie kim jest hahahaaaa
- Cóż w tym śmiesznego? - Padło pytanie żadające odpowiedzi.
- Hahah, oj, no już już, dobrze, hehe. Zrozum więc po pierwsze, że Twoje życie to łódź. Nie statek. Statek mieści wielu; łódź tylko Ciebie. Statkiem dowodzi więc kapitan, bo cóż by się stało, gdyby każdy pasażer statku w inną chciał stronę płynąć? Chaos. Nieposkromiony chaos. A w łódce siedzisz na swojej dupce – uśmiechnął się stary wyga z wyraźną dumą dla swojego nowopowstałego rymu. - Więc po co zapraszasz kapitana w jednoosobową podróż?
- Ale ja...
- Słuchaj, a nie mów. Powiem więcej. Po co zapraszasz sternika, majtków, bosmanów i innych? Nie wiesz gdzie chcesz płynąć? Łódka przepełniona płynie wolno. W takiej łodzi pojawiają się gorycz, a w konsekwencji konflikt. Takie łodzie grzęzną na mieliznach, a nie płyną w stronę niezbadanego lądu.
- Więc lepiej płynąć statkiem?
- Większość ludzi tak uważa. I tak czyni. Kupuje bilet od rodziców. Wydają im go w szkole. Typ wycieczki wybierają u pracodawcy, a kierunek wskazuje im społeczeństwo. Wygodny brak odpowiedzialności. Nakarmi Cię kucharz. Kapitan będzie czuwał nad bezpieczeństwem. Lekarze się Tobą zaopiekują. A Ty? A Ty wygodnie się rozgość w kajucie – małej, znajdującej się pod pokładem machiny kajucie.
- Ty byś nie chciał płynąć statkiem, prawda? Czuję, że wolałbyś płynąć łódką. Wybrałeś łódkę...
- To nie wybór, to konsekwencja. Ale nie mówmy o mnie. Więc czym Ty chcesz płynąć?
- Łódką oczywiście! - uniósł się krzyk.
- To wspaniale! To wspaniale, bo możesz się wspierać doświadczeniem innych ludźmi, bo oni w swoich planach też nie mają zamiaru przemierzać wód statkiem. Ale skoro tak jest, to czemu wszystkie miejsca na rejsy są wykupione do końca Świata? Głupcy, chciałoby się rzec. A ja mówię, głuptasy. Głupiec, to ignorant, z którym nie warto dyskutować. Głuptas, to ktoś, kto jeszcze nie posiadł wiedzy, by ją wykorzystać, bądź zignorować – trzeba więc mu pomóc...rozumiesz głuptasie?
- Haha, zaczynam...
- Tworzenie, a nie szukanie siebie chłopcze. Każdy Twój dzień zmienia Cię. Słyszałeś o tym, ale tego nie wiesz. Każdego dnia masz wybór: wstać, czy spać. Jeść czy głodzić się. Iść tam, czy iść w inną stronę. Czemu zatem nie podejmujesz tych decyzji? Może przestałbyś w końcu nie wiedzieć tego wszystkiego, czego nie wiesz. Widzisz, nie wiesz tylu rzeczy o sobie, bo się szukasz. Szukasz bo zakładasz, że coś istnieje...na przykład TY - ten idealny, ten prawdziwy. Próbujesz odnaleźć sens. Sensu nie ma, ale za młody jesteś by to pojąć. Czy to oznacza, że sens nie istnieje? Też nie – zrozumienie tego zajmie Ci jeszcze więcej czasu. Każdy dzień przybliża Cię do nieznanego. Smutne to, że to coś jest nieznane, prawda? Ale za to jakie wyzwalające!
Próbujesz zachowywać się jak dziecko całe życie – szukasz aprobaty wypełniając zadania. I jak w szkole, raz dostajesz szóstkę i się cieszysz, a innym razem dwójkę i jest Ci smutno. W życiu na łódce nie ma jednak ocen. Nie ma kapitana, który by prowadził dziennik. Nie ma zatem niczego do czego miałbyś dążyć. Jesteś tym, czym jesteś. Nie jesteś tym, czym nie chcesz być. Wzorce zabrał statek. Wzorce budzą w środku nocy w kajutach malutkich. Nie wiesz czego chcesz? NIE WIEDZ! Pozwalam Ci na to! Sam jesteś tak wychowany, że nie pozwolisz samemu sobie, więc ja Ci pozwalam! Czujesz zagubienie w życiu, bo w lukrowanej rzeczywistości kreowanej przez niebieskie ekrany ona nie istnieje. Każdy bohater filmu jest jakiś. Ty czujesz, że nie wiesz jaki jesteś. Nie chodzi Ci o to, że nie wiesz, tylko czujesz, że nie wiesz – a zatem towarzyszy Ci samoświadomość. Więc BĄDŹ NIKIM! Tak w ogóle: Nic to coś, czy brak czegoś? Ostatnio tak rozmyślam...
- Nooo, to zależy, no jakby to...
- Nie odpowiadaj jednak, bo i tak nie w tym rzecz chłopcze. Pomyśl w domu, a teraz posłuchaj. Człowiekiem jesteś i nigdy nie poznasz siebie. Jak ja siebie nie poznałem, tak i Tobie się nie uda. Bowiem życie to nie konkurs, nie gra o to, by coś wiedzieć, by coś ugrać – to bowiem zwie się człowieczeństwem. Życie natomiast ma to do siebie, że się je żyje. Nie zaprzątaj sobie głowy problemami, jeśli to nie Twoje problemy. Dlaczego niewiedzenie jest złe? Ja wielu rzeczy nie wiem o mnie i guzik mnie obchodzi, czy to dobrze, czy źle. Ale na tych dużych, bezdusznych statkach tak jest. Tam nie wiedzieć to karygodny czyn! Tak więc Bon Voyage! - krzyknął Pante machając ręką w nieznanym kierunku...
Witaj Czytelniku! Jeśli podobają Ci się znajdujące się tu teksty, to zapraszam do komentowania, udostępniania na fb, lajkowania. Więcej czytelników, więcej tekstów, więcej przyjemności. Pozdrawiam Damian P.
wtorek, 24 września 2013
Kobiety z inicjatywą.
To, że czasy się zmieniają, nie stanowi żadnej
tajemnicy dla co bardziej rozgarniętej osoby. Cywilizacja wciąż się
rozwija, zostawiając za sobą stare i zardzewiałe schematy życia
codziennego. Co jest jednym z takich schematów, który odszedł do
lamusa razem z takimi przedstawicielami przeszłości jak kaseta VHS,
vibovit czy gry na pegazusa?
Kobiety coraz bardziej są świadome siebie. Wiedzą już, że nie warto zdawać się na łaskę mężczyzn jeśli chodzi o kwestie finansowe – same studiują i pracują. Niezależność finansowa, to dla Pań coraz większy priorytet, który jak się zapowiada, nie ulegnie jakiejkolwiek degradacji. Kobiety coraz częściej są silniejsze psychicznie niż kiedyś. Rzadziej ulegają presji mamusi czy tatusia, że jakoby warto już mieć męża albo dzieci:
- "Mamuś, skoro tak bardzo chcesz mieć malutkie dziecko w domu... TO SE ZAADOPTUJ!" ...dziękuję i po problemie.
Nie mówię tu o tym, iż kariera jest ważniejsza. Nie, nie. Chodzi mi o to, że kobiety, które nie chcą mieć dzieci, mężów, nie są już wytykane palcami i nazywane "starymi pannami", a co za tym idzie, umożliwia im to wybór sposobu życia jakie one chcą prowadzić - one i tylko one. Większa ilość Pań coraz częściej nie chce też szybkich deklaracji, nie chce się wiązać czy angażować w coś poważnego – co kiedyś byłoby nie do pomyślenia.
Jak widać, opowieść o tym jak wygląda dziś współczesna kobieta zasługiwałaby na oddzielny artykuł. Ja jednak chce opisać wyłącznie jedną ze zmian – przejmowanie inicjatywy przez płeć piękną. Czego to konsekwencja? Jak na to zapatrują się mężczyźni? Dokąd nas to zaprowadzi?
Na jednym brzegu mamy kobiety wojujące zwane feministkami. Na drugim brzegu mamy natomiast kobiety, które są typowymi szarymi myszkami gotującymi obiady dla swoich partnerów i szanujących ich zdanie ponad swoje. Co jednak z całym środkiem tego oceanu różności?
Kobieca inicjatywa nie wzięła się z próżni. Jest ona odpowiedzią na określone zjawiska, które towarzyszą dzisiejszemu społeczeństwu. Jednym z nich jest nieśmiałość Panów przed ekspresją swojej męskiej natury. Mężczyźni tkwią ze swoim strachem w głowie, kurczowo trzymając się swoich drogich szalików (ostatnio chłodno na zewnątrz), które jakoby mają zwabiać kobiety, ale żaden nie wpadnie na to, by odzywać się do ów kobiet. Panie już nawet nie łudzą się, iż coś się zmieni w kwestii bezjajeczności mężczyzn. Co jest więc szczepionką na tę przypadłość? Albo posłać mężczyzn na kurs bycia facetem z krwi i kości albo samej pomachać mu ręką na dzień dobry i powiedzieć:
-"No chodź tu malutki do Pani. A co Ty tu masz? Szaliczek? Ale ładniutki, o jejciu. A skąd jesteś? Czym się zajmujesz?" - i na końcu – "To weźmiesz ode mnie jakiś namiar, czy spękasz jak reszta Twojego rodu KOLEŚ!?
Drugim powodem tego, że Panie chcą same zdobyć mężczyznę jest to, iż nie chcą się dalej zadowalać tym, co podsuwa im los. Wiedzą kim są i czego chcą. Nie mają zamiaru umawiać się z Cześkiem (pozdrawiam wszystkich Czesławów) z pracy, tylko dlatego, bo jest najbliżej no i nikt inny na razie nie jest w pobliżu. Współczesna, wyzwolona kobieta widząc ciekawego mężczyznę– niekoniecznie na ulicy, może to być nawet nieznany pan w towarzystwie – nie omieszka dać mu kilku silniejszych sygnałów. Kobieta może mu nawet ułatwić całą interakcje rozpoczynając rozmowę czy pokazując mu dosadniej, że jest nim żywo zainteresowana.
Gdzie więc widzimy rozrost mięśnia odwagi w stosunku do inicjowania relacji z facetami?
Parkiety. Białe tango było czymś wspaniale pomyślanym. Kobieta w końcu mogła zatańczyć z tym mężczyzną z którym chciała – o ile zdążyła przed innymi babami. Po podeptanych palcach, pora na zmianę. Teraz kobieta zatańczy z tym, z kim chce i nawet jak ją nadepnie to...
-"eh, co tam, niech depcze ile chce. Byle deptał tylko mnie!"
Niestety białe tango odchodzi do lamusa i korzyści z niego płynące również. Kobiety same na siebie ukręciły bat twierdząc, że to facet powinien okazywać zainteresowanie. No i macie drogie Panie to, na czym tak bardzo wam zależało. Czy jest lepiej? Nie sadzę.
Swego rodzaju wyzwolenie i silniejszą inicjatywę można również zauważyć na randkach. Tak na marginesie, to nie używa się słowa randka. Chodzi się na spotkania, wypady, lunch - oczywiście z kimś "fajniejszym niż inni", ale nigdy nie na randkę. Więc co z nimi? Ano kobiety chcą dla przykładu płacić. Nie jest to tak, że tak bardzo zależy im na tym, byśmy my, mężczyźni, zaoszczędzili trochę grosza. Chodzi o to, iż jeśli ktoś za nas płaci, to czujemy (bardziej świadomie lub mniej) że jesteśmy temu komuś coś winni; że istnieje swego rodzaju dług wdzięczności. Co więc mężczyzna może chcieć w ramach wynagrodzenia za swoje randkowo-pieniężne poświęcenie? Kobieta myśli, że seks. Na szczęście coraz więcej kobiet stać na to, by płacić za siebie lub wymieniać się ze spotkania na spotkanie rachunkiem. Tylko dlaczego drogie Panie, kiedy jest się już parą, tego podziału nie ma, a głównie płaci tylko jedna płeć? – i to wiadomo jaka...
Inicjatywę można również zauważyć w kontaktowaniu się "nie twarzą w twarz". Kobiety coraz częściej nie grają w głupie gierki i jeśli mają ochotę zadzwonić do mężczyzny to dzwonią – nawet po pierwszej randce. Chcą napisać sma'a? Piszą go! I tu wyrazy szacunku za brak wyrachowania i szczerość w zamiarach. Pamiętajcie, że mężczyźnie jest równie miło, kiedy dostanie od was wiadomość, jak wam, kiedy to on napisze do was.
- "Nie muszę mu się podobać. Ludzie mają różne gusta. Nie mam więc mu tego za złe...głupi palant".
Dobrze, wszystko ładnie i pięknie ale. Co myślą faceci o tej, wyrosłej nie dawno na zgliszczach muskularnej ery mężczyzn, kobiecej inicjatywie? Ano wiem, że niejeden czytelnik chciałby usłyszeć prostą i prawdziwą diagnozę dotyczącą tego, co myśli na ów temat przeciętny posiadacz przyrodzenia. Tego jednak nie mogę uczynić, bo jest różnie.
Z jednej strony są mężczyźni, którzy uznają, że to rola faceta by podrywać, uwodzić i prowadzić kobietę – i ci przeważnie nie mają nawet dziewczyny. Ale do tej kategorii wrócę w dalszej części posta.
Z drugiej strony są mężczyźni, którym to bardzo na rękę, by to Panie ich prztykały i nagabywały. Oczywiście utwierdzacie ich swoim zachowaniem w ich niedołęstwie, ale cóż, oni i tak pewnie się już nie zmienią. Ciepłe kluchy mają to do siebie, że tylko można je bardziej rozgotować.
Ale! Uf, jest jakieś ale. Są też mężczyźni, którzy nie mają z tym problemów, by to kobieta rozpoczęła na przykład rozmowę. Sami jednak, również mają odwagę, by do tej kobiety podejść, przedstawić się i zaprosić ją na kawę, drinka czy malowanie pokoju. Wtedy mamy do czynienia z mężczyzną fusion – łączącym cechy samcze z przychylnym spojrzeniem na wyzwolenie kobiet - czymś czego nie można uniknąć.
A teraz wracamy do mężczyzn, którzy tak bardzo nie chcą, by to kobiety bawiły się w "łowienie". Wspomniałem, że często twierdzą tak twardziele o wątłych łydkach, ale jest też grupa panów, którym jest to po prostu na rękę. Taki mężczyzna sam dokonuje wyboru, i cieszy go tylko zdobycz. Coś co sam upolował, a nie "zaserwowano mu na tacy". Nie musi odmawiać, rozczarowywać, a sam godzi się na to, by to mu odmawiano i sam był rozczarowywany, ale przynajmniej czuje, że to on dzierży lejce życia i sam dokonuje wyboru. Jasną rzeczą jest, iż takie myślenie nie jest złe, tylko skąd mają wiedzieć skołowane kobiety z jakim typem mężczyzny mają właśnie do czynienia?
Kobieta z dużym poczuciem wartości i wiedząca czego chce od życia, to znak naszych czasów. Czekanie w nieskończoność na cud było dobre w XIX wieku, ale dziś nie zdaje egzaminu. Kobiety pragną miłości, związków, fascynujących relacji i nie mają zamiaru wyjeżdżać na przykład do Holandii, by ich tam szukać. Kobiety na zachodzie już dawno zrozumiały, że nie ma co liczyć na wystraszonych mężczyzn obawiających się, że włosy im się dziś źle ułożyły. Chcą same wybierać, a nie być tylko wybierane. Czasem warto udawać niedostępną. Czasem bycie tygrysicą popłaca o wiele bardziej. A czasem sposobem jest wyczekiwanie. Rzucenie spojrzenia, uśmiechu w stronę "wybranego wybranka". A kiedy już szczęka zdrętwieje od ciągłych uśmiechów w Jego stronę, a on sam nie zrozumie, że coś jest na rzeczy, to warto się udać w jego kierunku. Podnieść maczugę, pieprznąć w głowę, chwycić za włosy i zaciągnąć do jaskini...co by w warcaby pograć oczywiście.
Kobiety coraz bardziej są świadome siebie. Wiedzą już, że nie warto zdawać się na łaskę mężczyzn jeśli chodzi o kwestie finansowe – same studiują i pracują. Niezależność finansowa, to dla Pań coraz większy priorytet, który jak się zapowiada, nie ulegnie jakiejkolwiek degradacji. Kobiety coraz częściej są silniejsze psychicznie niż kiedyś. Rzadziej ulegają presji mamusi czy tatusia, że jakoby warto już mieć męża albo dzieci:
- "Mamuś, skoro tak bardzo chcesz mieć malutkie dziecko w domu... TO SE ZAADOPTUJ!" ...dziękuję i po problemie.
Nie mówię tu o tym, iż kariera jest ważniejsza. Nie, nie. Chodzi mi o to, że kobiety, które nie chcą mieć dzieci, mężów, nie są już wytykane palcami i nazywane "starymi pannami", a co za tym idzie, umożliwia im to wybór sposobu życia jakie one chcą prowadzić - one i tylko one. Większa ilość Pań coraz częściej nie chce też szybkich deklaracji, nie chce się wiązać czy angażować w coś poważnego – co kiedyś byłoby nie do pomyślenia.
Jak widać, opowieść o tym jak wygląda dziś współczesna kobieta zasługiwałaby na oddzielny artykuł. Ja jednak chce opisać wyłącznie jedną ze zmian – przejmowanie inicjatywy przez płeć piękną. Czego to konsekwencja? Jak na to zapatrują się mężczyźni? Dokąd nas to zaprowadzi?
Na jednym brzegu mamy kobiety wojujące zwane feministkami. Na drugim brzegu mamy natomiast kobiety, które są typowymi szarymi myszkami gotującymi obiady dla swoich partnerów i szanujących ich zdanie ponad swoje. Co jednak z całym środkiem tego oceanu różności?
Kobieca inicjatywa nie wzięła się z próżni. Jest ona odpowiedzią na określone zjawiska, które towarzyszą dzisiejszemu społeczeństwu. Jednym z nich jest nieśmiałość Panów przed ekspresją swojej męskiej natury. Mężczyźni tkwią ze swoim strachem w głowie, kurczowo trzymając się swoich drogich szalików (ostatnio chłodno na zewnątrz), które jakoby mają zwabiać kobiety, ale żaden nie wpadnie na to, by odzywać się do ów kobiet. Panie już nawet nie łudzą się, iż coś się zmieni w kwestii bezjajeczności mężczyzn. Co jest więc szczepionką na tę przypadłość? Albo posłać mężczyzn na kurs bycia facetem z krwi i kości albo samej pomachać mu ręką na dzień dobry i powiedzieć:
-"No chodź tu malutki do Pani. A co Ty tu masz? Szaliczek? Ale ładniutki, o jejciu. A skąd jesteś? Czym się zajmujesz?" - i na końcu – "To weźmiesz ode mnie jakiś namiar, czy spękasz jak reszta Twojego rodu KOLEŚ!?
Drugim powodem tego, że Panie chcą same zdobyć mężczyznę jest to, iż nie chcą się dalej zadowalać tym, co podsuwa im los. Wiedzą kim są i czego chcą. Nie mają zamiaru umawiać się z Cześkiem (pozdrawiam wszystkich Czesławów) z pracy, tylko dlatego, bo jest najbliżej no i nikt inny na razie nie jest w pobliżu. Współczesna, wyzwolona kobieta widząc ciekawego mężczyznę– niekoniecznie na ulicy, może to być nawet nieznany pan w towarzystwie – nie omieszka dać mu kilku silniejszych sygnałów. Kobieta może mu nawet ułatwić całą interakcje rozpoczynając rozmowę czy pokazując mu dosadniej, że jest nim żywo zainteresowana.
Gdzie więc widzimy rozrost mięśnia odwagi w stosunku do inicjowania relacji z facetami?
Parkiety. Białe tango było czymś wspaniale pomyślanym. Kobieta w końcu mogła zatańczyć z tym mężczyzną z którym chciała – o ile zdążyła przed innymi babami. Po podeptanych palcach, pora na zmianę. Teraz kobieta zatańczy z tym, z kim chce i nawet jak ją nadepnie to...
-"eh, co tam, niech depcze ile chce. Byle deptał tylko mnie!"
Niestety białe tango odchodzi do lamusa i korzyści z niego płynące również. Kobiety same na siebie ukręciły bat twierdząc, że to facet powinien okazywać zainteresowanie. No i macie drogie Panie to, na czym tak bardzo wam zależało. Czy jest lepiej? Nie sadzę.
Swego rodzaju wyzwolenie i silniejszą inicjatywę można również zauważyć na randkach. Tak na marginesie, to nie używa się słowa randka. Chodzi się na spotkania, wypady, lunch - oczywiście z kimś "fajniejszym niż inni", ale nigdy nie na randkę. Więc co z nimi? Ano kobiety chcą dla przykładu płacić. Nie jest to tak, że tak bardzo zależy im na tym, byśmy my, mężczyźni, zaoszczędzili trochę grosza. Chodzi o to, iż jeśli ktoś za nas płaci, to czujemy (bardziej świadomie lub mniej) że jesteśmy temu komuś coś winni; że istnieje swego rodzaju dług wdzięczności. Co więc mężczyzna może chcieć w ramach wynagrodzenia za swoje randkowo-pieniężne poświęcenie? Kobieta myśli, że seks. Na szczęście coraz więcej kobiet stać na to, by płacić za siebie lub wymieniać się ze spotkania na spotkanie rachunkiem. Tylko dlaczego drogie Panie, kiedy jest się już parą, tego podziału nie ma, a głównie płaci tylko jedna płeć? – i to wiadomo jaka...
Inicjatywę można również zauważyć w kontaktowaniu się "nie twarzą w twarz". Kobiety coraz częściej nie grają w głupie gierki i jeśli mają ochotę zadzwonić do mężczyzny to dzwonią – nawet po pierwszej randce. Chcą napisać sma'a? Piszą go! I tu wyrazy szacunku za brak wyrachowania i szczerość w zamiarach. Pamiętajcie, że mężczyźnie jest równie miło, kiedy dostanie od was wiadomość, jak wam, kiedy to on napisze do was.
Witaj Czytelniku! Jeśli podobają Ci się znajdujące się tu teksty, to zapraszam do komentowania, udostępniania na fb, lajkowania. Więcej czytelników, więcej tekstów, więcej przyjemności. Pozdrawiam Damian P.
Dalej. Pewność siebie dziewczyn można również
zauważyć na takich portalach jak fb, badoo. Wiadomość od kobiety
już nie dziwi. Ktoś się spodobał, to czemu by nie napisać? I
słusznie. Jeśli wasze koleżanki uważają inaczej, to spójrzcie
na to z kim one się spotykają. Jeśli jest bieda i malaria to nie
warto się słuchać. Są dwie możliwości, albo ten ktoś odpisze
albo nie. Jutro też będzie dzień i nic się nie stanie, jeśli jakiś
facet nie odwzajemni zainteresowania, przecież ma do tego prawo.- "Nie muszę mu się podobać. Ludzie mają różne gusta. Nie mam więc mu tego za złe...głupi palant".
Dobrze, wszystko ładnie i pięknie ale. Co myślą faceci o tej, wyrosłej nie dawno na zgliszczach muskularnej ery mężczyzn, kobiecej inicjatywie? Ano wiem, że niejeden czytelnik chciałby usłyszeć prostą i prawdziwą diagnozę dotyczącą tego, co myśli na ów temat przeciętny posiadacz przyrodzenia. Tego jednak nie mogę uczynić, bo jest różnie.
Z jednej strony są mężczyźni, którzy uznają, że to rola faceta by podrywać, uwodzić i prowadzić kobietę – i ci przeważnie nie mają nawet dziewczyny. Ale do tej kategorii wrócę w dalszej części posta.
Z drugiej strony są mężczyźni, którym to bardzo na rękę, by to Panie ich prztykały i nagabywały. Oczywiście utwierdzacie ich swoim zachowaniem w ich niedołęstwie, ale cóż, oni i tak pewnie się już nie zmienią. Ciepłe kluchy mają to do siebie, że tylko można je bardziej rozgotować.
Ale! Uf, jest jakieś ale. Są też mężczyźni, którzy nie mają z tym problemów, by to kobieta rozpoczęła na przykład rozmowę. Sami jednak, również mają odwagę, by do tej kobiety podejść, przedstawić się i zaprosić ją na kawę, drinka czy malowanie pokoju. Wtedy mamy do czynienia z mężczyzną fusion – łączącym cechy samcze z przychylnym spojrzeniem na wyzwolenie kobiet - czymś czego nie można uniknąć.
A teraz wracamy do mężczyzn, którzy tak bardzo nie chcą, by to kobiety bawiły się w "łowienie". Wspomniałem, że często twierdzą tak twardziele o wątłych łydkach, ale jest też grupa panów, którym jest to po prostu na rękę. Taki mężczyzna sam dokonuje wyboru, i cieszy go tylko zdobycz. Coś co sam upolował, a nie "zaserwowano mu na tacy". Nie musi odmawiać, rozczarowywać, a sam godzi się na to, by to mu odmawiano i sam był rozczarowywany, ale przynajmniej czuje, że to on dzierży lejce życia i sam dokonuje wyboru. Jasną rzeczą jest, iż takie myślenie nie jest złe, tylko skąd mają wiedzieć skołowane kobiety z jakim typem mężczyzny mają właśnie do czynienia?
Kobieta z dużym poczuciem wartości i wiedząca czego chce od życia, to znak naszych czasów. Czekanie w nieskończoność na cud było dobre w XIX wieku, ale dziś nie zdaje egzaminu. Kobiety pragną miłości, związków, fascynujących relacji i nie mają zamiaru wyjeżdżać na przykład do Holandii, by ich tam szukać. Kobiety na zachodzie już dawno zrozumiały, że nie ma co liczyć na wystraszonych mężczyzn obawiających się, że włosy im się dziś źle ułożyły. Chcą same wybierać, a nie być tylko wybierane. Czasem warto udawać niedostępną. Czasem bycie tygrysicą popłaca o wiele bardziej. A czasem sposobem jest wyczekiwanie. Rzucenie spojrzenia, uśmiechu w stronę "wybranego wybranka". A kiedy już szczęka zdrętwieje od ciągłych uśmiechów w Jego stronę, a on sam nie zrozumie, że coś jest na rzeczy, to warto się udać w jego kierunku. Podnieść maczugę, pieprznąć w głowę, chwycić za włosy i zaciągnąć do jaskini...co by w warcaby pograć oczywiście.
Subskrybuj:
Posty (Atom)