Kategorie

niedziela, 23 marca 2014

Ptak o trzech skrzydłach.

               Pewnego dnia to wszystko co widzisz zniknie...i jak Ci z tym? Pewnego dnia Twój organizm się podda...wiesz o tym? Pewnego dnia przechodząc przez pasy, kierowca Cię nie zauważy...przykre, prawda?
To, co powinno nas motywować, przeraża nas najbardziej na Świecie. Bo ja i Ty tylko marnujemy tu czas. Marnujemy czas kogoś, kto mógł zbawić to, co widzimy i nad czym załamujemy ręce.

               Tęsknie za komfortowym odrętwieniem mojej jaźni. Wprowadzam się w nie papierosami i alkoholem i innymi ludźmi nagminnie wykorzystywanymi dla mojej rozrywki. Wino miesza się z prawdą, nikotyna z natchnieniem, a seks z miłością. Nie pasujesz tu tak samo jak ja, a jednak i tak masz swoją wyjątkowość za ważniejszą niż moja...i vice versa. Gadulstwo przysłoniło sens słów, jak małżeństwo przysłoniło miłość. Co zostało?

                Unoszę się bezwładnie w głowach innych ludzi, kierowany przez nie-moje normy. Nie-moje autorytety, nie-moje wzory i ideały. I teraz jestem wolny, kolejny raz...jakby to cokolwiek miało zmienić. Wstrzykuje kolejną dawkę akceptacji w żyły gnijące od rdzy stalowych igieł. Odlot nad odlotami - kochają mnie. Błogo. Wilgotno. Rozpływam się. Mogę znów poczuć się dobrze. Mogę znów zapomnieć o sobie...

Foto by Fabio Keiner
              Wypłakuję swe oczy do cna suchości. Nie pamiętam skąd wyruszyłem. Nie pamiętam gdzie mam dopłynąć. Pamiętam tylko co mi powtarzano, a powtarzano: "Nie bój się! Ale uciekaj, kiedy grozi ci niebezpieczeństwo. Musisz się wyszumieć! Ale znaj umiar. Bądź sobą! Ale pamiętaj, że za coś musisz utrzymać rodzinę." Ale prawda jest taka, że więcej nie znaczy lepiej, a jednocześnie mniej nie znaczy szlachetniej. Bo patrząc w górę na gałęzie, wiem, że dwa to idealna ilość. Nie jedno, nie trzy, ale dwa. Odleciał. Mdleję.

              W najgłębszej ciemności Cię ujrzałem, a Ty podarowałaś mi najpiękniejsze spojrzenie jakim mnie obdarowano. Odtąd spokoju ducha już nigdy nie zaznałem. Gonię Cię, ale Ty nie dajesz się złapać. Swoją wzniosłością odcisnęłaś piętno na mojej duszy, kruchej duszy. Mogłaś zapytać! Czemu zrobiłaś to bez mojej wiedzy?! Nie miałaś prawa! Nie chciałem tego! Gdybym mógł wybrać raz jeszcze!...wybrałbym Ciebie...

wtorek, 7 stycznia 2014

Jesteś nieprzystosowany? Bądź z tego dumny!

              Mówi się, że to nie dobrze być introwertykiem. Że kiedy jesteś zamknięty na Świat, to bardzo źle, nietaktownie. No bo Świat się Tobą interesuje. Interesuje się Tobą w pytaniach rodziców "co tam", "jak w pracy". Interesuje się Tobą ciekawską ciocią, której bardziej zależy na Twoim, jeszcze nawet nie w planach, potomku, niż Tobie. Świat Cię potrzebuje, bo kto kupi te wszystkie produkty, kto wypróbuje wszystkie perfumy i koszule, skosztuje tych wszystkich sosów pomidorowych, przymierzy te wszystkie garnitury – byłeś w sklepie, widziałeś ile tam tego? Świat się bez Ciebie nie obejdzie, zapadnie się, zginie.

             Melancholia jest zła, bo...tak. Bo to źle, kiedy dotyka Cię refleksja na temat tego, co Cię otacza. Na temat tego, że rozmowy, które codziennie przeprowadzamy nic, a nic nie wnoszą do naszego życia, mimo że mamy tak wielką nadzieję, że dzieje się inaczej. Masz funkcjonować jak robot. Nie zastanawiać się nad obranymi celami, bo a nuż dojdziesz do tego, że to nie Ty je wybrałeś. Że nie chcesz być prawnikiem, lekarzem? Skończ, przecież musisz coś w życiu robić! Marzyciel się znalazł od siedmiu boleści.

              Zaduma jest zła, bo możesz zrozumieć, że strach, który paraliżuje każdy twój czyn, determinując asekuracyjny ruch, jest wyimaginowany. Jest naleciałością z dzieciństwa, kiedy to byłeś zależny od tak wielu ludzi, czynników i idiotów. Może przecież do ciebie dojść, że boisz się usłyszeć negatywną opinie od ludzi, którzy nie są warci złamanego grosza. Którzy sami nic nie osiągnęli. Którzy są już martwi, mimo że ich życie się jeszcze nie skończyło. Jednak skończyło się w momencie pójścia na kompromis z samym sobą. Teraz chcą byś również popełnił samobójstwo, jak oni przed kilkoma laty. To ludzie, którzy pytają co będzie po śmierci, zapomniawszy jak jest za życia. Eksperci od umierania. Pogrzebani w trumnach wypełnionymi przedmiotami i ludźmi, tym co znudziło im się tak szybko, jak szybko się pojawiło. Ale rozsądek wziął górę i...spoczywajcie w pokoju, tylko nie kręćcie się w moim pobliżu.

               Refleksja jest nieużyteczna, bo przestaniesz się sprawdzać w roli, jaka jest ci już przeznaczona. Już przed twoimi narodzinami rodzice zadecydowali kim będziesz. Zdecydowali jak będziesz się ubierać, zachowywać, jakich słów używać, jaki światopogląd będzie obok Ciebie spacerował w trakcie twojej przygody na Ziemi. Porzuć refleksję i nie przyprawiał mamy i taty o zawał serca ty bezduszny, myślący wyłącznie o sobie gnojku. Jak możesz tak postępować?! To oni dali Ci życie! Mają prawo zrobić z Tobą co chcą! Rozumiesz baranie?! Że to oni są egoistami, kiedy chcą żebyś robił to, co im sprawia przyjemność? Mówiłem do cholery, żebyś przestał mędrkować!

               Widzisz, bo mogą Cię wsadzić w kaftan. Bo oni mają normy. Mają normy jaki jest normalny obywatel i jeśli ktoś nie pasuję do wzorku to CIACH! I Cię nie ma. No bo po co kolejny socjopata? To pomoże gospodarce? Rachunków to nie płaci, na utrzymaniu innych ciągle jest, nie goni za marzeniami wielkiego brata, to po co to, na co to?

               Czy nie możesz się trzymać definicji słownikowych? Wszystko jest takie proste, nieskomplikowane. To czarne, to białe. Nie ma szarości. Że zło to kwestia zamiaru? Że kwestia intencji? Że niby jak ktoś zabije dla zabawy to złoczyńca, a jak w samoobronie, to dobrze uczynił? A może rzeczywiście to wszystko nie takie oczywiste i proste, może...MÓWIŁEM! Przestań rozmyślać! Wszystko jest jasne i proste! Po co się pchasz w ręce psychiatrów?! Na co Ci to?!

              Ilu jest sąsiadów, którym mówisz dzień dobry, bo tak trzeba? No policz na paluchach! Wielu, jak nie większość. No ale trzeba! Trzeba utrzymać sztuczne konwenanse. A ile smsów z życzeniami szczerze słałeś? A ile, bo "tak trzeba"? A może już w ogóle nie wysyłasz życzeń? Może, a może nie. Nie przejmuj się, bo gdzieś tam jest dla Ciebie miejsce. Pewnie nigdy go nie odkryjesz, ale zapewniam cię, że istnieje. Panuje tam atmosfera o jakiej zawsze marzyłeś. Jest idealnie. Ale idealnie dla Ciebie, nikogo innego. Bo jesteś wyjątkowy. Ale cóż z tego, skoro i tak Ci się nie chce go szukać? Wiem, wiem, przecież ciągle marzysz o tym miejscu gdzie w końcu zrealizujesz wszystkie swe palny. Ale tylko marzysz. Wiem, wiem, że teraz przecież nie możesz. Ale wiem też, że później również nie będziesz mógł. Wiem, wiem, że jesteś przecież wyjątkiem, któremu się uda. Ale wiem też, że wszyscy jesteśmy wyjątkowi i nic to nie zmienia. Tak, wiem że wszystko się kiedyś zmieni, że wszystko zacznie się układać tak, jak tego zawsze chciałeś. Tak jak sobie to wyśniłeś, że się uda ot tak. Wiem, wiem, przecież oglądałem bajki tak jak Ty.

                W samym środku mego serca siedzieliśmy. Spoczywaliśmy w pajęczynach utkanych z naszych nadziei. Zapatrzeni w siebie czuliśmy jak wiatr głaszcze nasze młode twarze. Młode, bo kiedy znajdujesz to, czego usiłowałeś dosięgnąć całe życie, czas kamienieje i nie ma zamiaru iść już do przodu. Niczego nam nie brakowało. Bez głodu, osądów, bólu tak mijały dni, które każdy człowiek ma skrupulatnie wyliczone na samym początku życia. Szczęściarze mają ich więcej. I nigdy nie wiesz, czy to ostatni raz, więc nie warto się zastanawiać, tylko brać garściami to, co może za chwilę zniknąć. Stopą mnie trącała ze swojego hamaka. Najpiękniejszą stopą jaką widziały moje oczy. I uśmiechała się do mnie. Uśmiechała się do mnie najpiękniejszym uśmiechem jaki w życiu widziałem.
- A jeśli to zniknie? A jeśli ona odejdzie? Jeśli to wszystko mi odbiorą; jeśli ona odbierze?
I tak sen dobiegł końca. Sen się nie rozpoczął. 

Zapraszam do pisania komentarzy, dzielenia się swoimi myślami, przemyśleniami, doświadczeniami. Rozmawiajcie pod postami z ludźmi, którzy myślą podobnie do Was. Skąd wiem, że myślą podobnie? Bo jak Wy, też tu trafili i wciąż wracają.

wtorek, 3 grudnia 2013

Jestem tym, kim oni chcą, żebym dla nich był.

               Tyle ról społecznych na naszych barkach; tyle możliwości zachowań w różnorodnych sytuacjach; tyle wielości kontaktów międzyludzkich. Jestem synem, człowiekiem, zarazą, pracownikiem, grajkiem, ojcem, klientem. Jesteś córką, żoną, szefową, matką, studentką, wariatką, miłostką. Ale w tym morzu naszym możliwych być, gdzie jest czas na bycie samym sobą? Gdzie jestem tym, kim jestem i gdzie jestem, kiedy mnie nie ma, kiedy odgrywam teatrzyk przed ludźmi mniej czy bardziej znaczącymi? Czy jestem wypadkową wszystkich tych masek, czy może gdzieś, na dnie zakurzonej świadomości leży moje prawdziwe ja, uśpione od tak wielu lat, że nawet nie śni już o przebudzeniu?

               Przychodzisz z pracy, uczelni, szkoły i jesteś zmęczony. Zmęczony udawaniem tego, kim nie jesteś. Uśmiechniętego bałwana. Świątecznej maskotki w brokatowym kubraczku. "Jutro będę sobą, nie będę nikogo zabawiał. Nie będę na siłę rozpoczynał rozmowy, która utknęła gdzieś w intelektualnej biegunce rozmówców". Niestety, nie uda ci się. Zapomnij o tym, jak o swoich marzeniach. Kiedyś byłeś, ale teraz w siatce socjalnej i kapitalistycznej machinie powiązanej infantylną empatią wisisz w próżni z innymi wypranymi z {ja} ludźmi. Będziesz błądził i pukał do drzwi jaźni, ale nikt nie otworzy. Kwiaty, których nie podlewasz, usychają. Ludzie, których nie odwiedzasz, odchodzą pod twoją nieobecność.
"Tak bardzo chciałbym być sobą! Kiedyś przecież będę!". Nie, nie będziesz. Dlaczego? Bo nie wiesz kim jesteś, więc jak możesz być sobą? Bądź jak baba czy chłop z telewizora. Oni mają pomysł na siebie – w końcu PR-owcą trzeba za coś płacić. A ty? Mały, nieznaczący glon w morzu obfitości. Że niby się liczysz dla kogoś? I że na prawdę w to wierzysz? Więc chcę od ciebie receptę. Ty nie jesteś nawet problemem dla innych. W momencie, kiedy przestajesz z kimś rozmawiać, ty przestajesz dla kogoś istnieć. Twój czas antenowy kończy się wraz z twoją ostatnią wypowiedzią: "Do widzenia". Okrutni ci ludzie, bezduszni. Tacy my wszyscy, połykacze powietrza.

               Autorytetem dla dziecka mam być. Z przyjaciółmi głupoty robić, by poznać smak krawędzi człowieczeństwa. Tłumić swoje popędy i oszukiwać innych, że zgubiłem je po drodze na ślubny kobierzec. Jesteśmy niepijącymi alkoholikami swojego jestestwa. Ciągle jesteś sobą, ale nie możesz zacząć, bo jeśli zaczniesz, wszystko co tak mozolnie tkałeś swoimi spracowanymi, głodnymi dłońmi, przepadnie. Nie mów mamie coś narobił. Nie mów ludziom, że ich nie znosisz. Nie mów profesorowi, że lepiej by się sprawdził w wypasaniu kóz. Nie mów, nawet tak nie myśl. Tłum to w sobie. Przecież nie wybuchnie, prawda?
Jeśli raz zacząłeś nie być sobą, ciężko odłożyć ten narkotyk. Udajemy bowiem wszędzie. Nazwij to kurtuazją, status quo. Gdyby tego nie było, to cała cywilizacja by się rozpadła, związki międzyludzkie rozsypałyby się tworząc pustynię samotności. Może, a może nie.

               To kogo mam udawać? I dla kogo mam udawać? Bo że niby męski mam być? I napinać swą muskularność dla sprostania oczekiwaniom niewiast? Albo mam udawać niezainteresowanie, kiedy bardzo zainteresowany jestem – "ale nie mogę, bo ona pomyśli, że mi zależy, a wtedy wyjdę na dziwaka, wiec jak mi zależy, to mówię, że mam to gdzieś, mimo, że piosenki dla niej piszę po nocach, ale ona nie wie, bo nienormalny bym się dla niej okazał, świr jakiś, tak nie można, no, że o uczuciach się wprost nie mówi, debil aspołeczny". Naucz się zasad hazardu młokosie: nie zdradzaj intencji - wtedy możesz coś ugrać.
I tak ciągle, nie mówimy tego co myślimy. Że niby w zdenerwowaniu już nam nie zależy i wykrzyczymy prawdę? Nie. Też chcemy coś ugrać. Zawsze jest coś, cholera, do ugrania. Zawsze. Kochasz mamę? To kiedy jej powiedziałeś, że ją kochasz? To jest prawda! Kiedy kochasz, to są prawdziwe słowa. Tyle bezsensownych rozmów z ludźmi, a w nich nic, co by spowodowało u mnie intelektualne spazmy, nawet delikatnego pobudzenia ciasno upakowanych neuronów z synapsami zwanych mózgiem. Nic tylko bibuła i kartony mielone przez paszcze moje i twoje.

              "Nie ma osoby, która by była zawsze sobą" – pewnie, może, chyba. Nie o to jednak, cała ta batalia się toczy. Nie bądź, a stawaj się. Proces, nie stan. Powiedz: Nie! To nie żadna nowobogacka asertywność. Zamknij się i nie paplaj, kiedy nie chcesz robić użytku ze słów mniej czy bardziej mądrych – bo wypompowany będziesz psychicznie. Energetyczne wampiry mówisz. To kołkiem własnej nieobecności ich poczęstuj. Nie stoisz obok pieca, kiedy nie chcesz się spocić.

               W domu w samotności też nie jesteś sobą. Przyniosłeś z zewnątrz wielkimi siatami zakupy, do swego wewnętrznego świata. Myśl zbija myśl, zero koncentracji. Nawet o sobie nie możesz pomyśleć, o destylacie swojej osoby. Zabijasz się siecią utkaną ze stron, kanałami z odpadami, które płyną w pudłach. Palisz e-papierosy, bo...? Pamiętasz dlaczego zacząłeś palić? Dla nikotyny? Dla plastiku na sznurku, w fikuśnej formie? Papieros, to coś więcej niż nikotyna, ale oni wiedzą lepiej; lepiej żeby oni za mnie pomyśleli za co mam płacić, a ja sam dokonam wyboru...takiego jakiego oni chcą.

               Tu nie znajdziesz odpowiedzi, tu jej nigdy nie będzie. Tu znajdziesz powód do prokrastynacji, może inspiracji. Tu nie przestaniesz być dla pani w sklepie uśmiechnięty, ale dla dziecka gorzki w tym samym momencie. Nie przestaniesz się z szacunkiem do szefa odnosić , a o rodzicach, tych dobrych, zapomniawszy - szczycić się mianem dobrego obywatela – średnią krajową wycierawszy łzy, które kiedyś popłyną. Wzorowy dogmatyk, nieszczęsne dziecko złej ścieżki. W końcu, przecież zawsze coś ugrasz. Zawsze wpadnie trochę grosza za sprzedawanie się i akceptację zyskamy. Co ty więcej od życia człowieku byś chciał?! Spać już idź, żebyś przed kolejnym przedstawieniem wyspany był. Znalazł się filozof...
Witaj Czytelniku! Jeśli podobają Ci się znajdujące się tu teksty, to zapraszam do komentowania, udostępniania na fb,  lajkowania. Więcej czytelników, więcej tekstów, więcej przyjemności. Pozdrawiam Damian P.

środa, 9 października 2013

Dlaczego nie wiesz, czego chcesz?

               Z imbryka polał się strumień świeżo zaparzonej herbaty. Para wzniosła się nad filiżankę, otaczając ją niczym chmura.

- Co Cię więc sprowadza w moje ustronne progi, młodzieńcze?

- Nie wiem czego chcę drogi Pante – usłyszał w odpowiedzi nalewacz herbaty. - Wiem tylko, że wiem mało. Mało o Świecie, mało o Niej i jeszcze mniej o mnie samym. Chciałbym coś zrobić, bo przecież musi być jakieś wyjście – wzrok młodzieńca skierował się w stronę Pantego w geście poszukującym potwierdzenia.

- Kontynuuj...

- Przychodzę do Ciebie tylko wtedy, kiedy czegoś od Ciebie potrzebuję, ale uwierz mi, że nie mam nikogo innego. Czuję się samotny, a otoczony tyloma ludźmi. Jak więc można narzekać, skoro tyle dusz krzyżuje swoje ścieżki z moimi? Ale im więcej ludzi poznaję, tym bardziej lichy kontakt mam ze sobą. Ich światopoglądy moje zwalczają. Ich idee duszą moje dogmaty. Nie wiem, co jest prawdą, a co kłamstwem. Co jest mną, a co tylko zamierzoną przez kogoś projekcją. A jeśli nie wiem kim jestem, to i czego chcę, z kim chcę i gdzie chcę nie wiem...

- Byłeś dziś u weterynarza?

- Jak to u weterynarza? Przecież jestem człowiekiem! – odpowiedział młody mężczyzna z zarysem oburzenia na twarzy.

- Widzisz jesteś człowiekiem, tak? Sam się zdefiniowałeś, a to już coś. Czemu nie masz bowiem problemu z odróżnieniem się od kamienia, trawy, krowy, czy motyla? Wiesz, że jesteś człowiekiem, ale Twoja pustka spowodowana jest brakiem zrozumienia natury człowieczej. Tak daleko odeszliście od niej, iż sami nie wiecie, czy kły wasze służą do kąsania, czy zrywania liści z drzew. Zgubili się ludzie.

- Dobrze, ale jak to się ma do mojego przypadku? Czy w ogóle się ma?

- Człowiek to istota gruba. Nie, bo człowiek to istota chuda! Człowiek z natury głupi jest! Wcale nie, człowiek to mądra bestia. I dalej. Człowiek ma oczy czarne. Tfu! Zielone ma oczy! Co jest więc prawdą, a co zatem kłamstwem? Definiujesz się, nie znając definicji. Mówisz: „Nie wiem czego chcę!”. A ja pytam, kto powiedział Ci, że masz wiedzieć czego chcieć? Kto podał Ci ten przymiot, któremu tak silnie zaufałeś, że przyjąłeś go za swój ogląd swej natury? - Pante przenikliwie spojrzał na młodzieńca. - Widzisz, w dzisiejszym Świecie musisz być wpasowany. A jeśli się nie wpasujesz, to Cię wprasują. Jeśli i tego nie uda im się z Tobą uczynić, wtedy zostaniesz wygnany. Rzadko możesz liczyć na przydomek proroka, szybciej Cię zabiją. Mamy bowiem dziwny ogląd Świata: „Wszystkim się udaje!” - jednak to kłamstwo. Czyż historia nie chce zaprzątać sobie głowy wyłącznie triumfami, a nie porażkami? I tak wyrastamy w duchu, że każdemu się udaje.

- Pante, ale jak to ma się do mnie?

- Jeszcze herbatki? - zaśmiał się gospodarz. - Nie wiesz jaki powinieneś być, ani czego chcieć, tak? I myślisz, że to źle, tak? To posłuchaj mnie teraz: hahaha – wyszczerzyły się zęby Pantego – ahahaha, nie wytrzymam, haha, zaraz się sturlam pod stół, hahaha on nie wie kim jest hahahaaaa

- Cóż w tym śmiesznego? - Padło pytanie żadające odpowiedzi.

- Hahah, oj, no już już, dobrze, hehe. Zrozum więc po pierwsze, że Twoje życie to łódź. Nie statek. Statek mieści wielu; łódź tylko Ciebie. Statkiem dowodzi więc kapitan, bo cóż by się stało, gdyby każdy pasażer statku w inną chciał stronę płynąć? Chaos. Nieposkromiony chaos. A w łódce siedzisz na swojej dupce – uśmiechnął się stary wyga z wyraźną dumą dla swojego nowopowstałego rymu. - Więc po co zapraszasz kapitana w jednoosobową podróż?

- Ale ja...

- Słuchaj, a nie mów. Powiem więcej. Po co zapraszasz sternika, majtków, bosmanów i innych? Nie wiesz gdzie chcesz płynąć? Łódka przepełniona płynie wolno. W takiej łodzi pojawiają się gorycz, a w konsekwencji konflikt. Takie łodzie grzęzną na mieliznach, a nie płyną w stronę niezbadanego lądu.

- Więc lepiej płynąć statkiem?

- Większość ludzi tak uważa. I tak czyni. Kupuje bilet od rodziców. Wydają im go w szkole. Typ wycieczki wybierają u pracodawcy, a kierunek wskazuje im społeczeństwo. Wygodny brak odpowiedzialności. Nakarmi Cię kucharz. Kapitan będzie czuwał nad bezpieczeństwem. Lekarze się Tobą zaopiekują. A Ty? A Ty wygodnie się rozgość w kajucie – małej, znajdującej się pod pokładem machiny kajucie.

- Ty byś nie chciał płynąć statkiem, prawda? Czuję, że wolałbyś płynąć łódką. Wybrałeś łódkę...

- To nie wybór, to konsekwencja. Ale nie mówmy o mnie. Więc czym Ty chcesz płynąć?

- Łódką oczywiście! - uniósł się krzyk.

- To wspaniale! To wspaniale, bo możesz się wspierać doświadczeniem innych ludźmi, bo oni w swoich planach też nie mają zamiaru przemierzać wód statkiem. Ale skoro tak jest, to czemu wszystkie miejsca na rejsy są wykupione do końca Świata? Głupcy, chciałoby się rzec. A ja mówię, głuptasy. Głupiec, to ignorant, z którym nie warto dyskutować. Głuptas, to ktoś, kto jeszcze nie posiadł wiedzy, by ją wykorzystać, bądź zignorować – trzeba więc mu pomóc...rozumiesz głuptasie?

- Haha, zaczynam...

- Tworzenie, a nie szukanie siebie chłopcze. Każdy Twój dzień zmienia Cię. Słyszałeś o tym, ale tego nie wiesz. Każdego dnia masz wybór: wstać, czy spać. Jeść czy głodzić się. Iść tam, czy iść w inną stronę. Czemu zatem nie podejmujesz tych decyzji? Może przestałbyś w końcu nie wiedzieć tego wszystkiego, czego nie wiesz. Widzisz, nie wiesz tylu rzeczy o sobie, bo się szukasz. Szukasz bo zakładasz, że coś istnieje...na przykład TY - ten idealny, ten prawdziwy. Próbujesz odnaleźć sens. Sensu nie ma, ale za młody jesteś by to pojąć. Czy to oznacza, że sens nie istnieje? Też nie – zrozumienie tego zajmie Ci jeszcze więcej czasu. Każdy dzień przybliża Cię do nieznanego. Smutne to, że to coś jest nieznane, prawda? Ale za to jakie wyzwalające!
Próbujesz zachowywać się jak dziecko całe życie – szukasz aprobaty wypełniając zadania. I jak w szkole, raz dostajesz szóstkę i się cieszysz, a innym razem dwójkę i jest Ci smutno. W życiu na łódce nie ma jednak ocen. Nie ma kapitana, który by prowadził dziennik. Nie ma zatem niczego do czego miałbyś dążyć. Jesteś tym, czym jesteś. Nie jesteś tym, czym nie chcesz być. Wzorce zabrał statek. Wzorce budzą w środku nocy w kajutach malutkich. Nie wiesz czego chcesz? NIE WIEDZ! Pozwalam Ci na to! Sam jesteś tak wychowany, że nie pozwolisz samemu sobie, więc ja Ci pozwalam! Czujesz zagubienie w życiu, bo w lukrowanej rzeczywistości kreowanej przez niebieskie ekrany ona nie istnieje. Każdy bohater filmu jest jakiś. Ty czujesz, że nie wiesz jaki jesteś. Nie chodzi Ci o to, że nie wiesz, tylko czujesz, że nie wiesz – a zatem towarzyszy Ci samoświadomość. Więc BĄDŹ NIKIM! Tak w ogóle: Nic to coś, czy brak czegoś? Ostatnio tak rozmyślam...

- Nooo, to zależy, no jakby to...

- Nie odpowiadaj jednak, bo i tak nie w tym rzecz chłopcze. Pomyśl w domu, a teraz posłuchaj. Człowiekiem jesteś i nigdy nie poznasz siebie. Jak ja siebie nie poznałem, tak i Tobie się nie uda. Bowiem życie to nie konkurs, nie gra o to, by coś wiedzieć, by coś ugrać – to bowiem zwie się człowieczeństwem. Życie natomiast ma to do siebie, że się je żyje. Nie zaprzątaj sobie głowy problemami, jeśli to nie Twoje problemy. Dlaczego niewiedzenie jest złe? Ja wielu rzeczy nie wiem o mnie i guzik mnie obchodzi, czy to dobrze, czy źle. Ale na tych dużych, bezdusznych statkach tak jest. Tam nie wiedzieć to karygodny czyn! Tak więc Bon Voyage! - krzyknął Pante machając ręką w nieznanym kierunku...

Witaj Czytelniku! Jeśli podobają Ci się znajdujące się tu teksty, to zapraszam do komentowania, udostępniania na fb,  lajkowania. Więcej czytelników, więcej tekstów, więcej przyjemności. Pozdrawiam Damian P. 

sobota, 24 sierpnia 2013

„A jakim zwierzęciem TY byś chciał być?”

               Jakiś czas temu miałem przyjemność oglądać wywiad z jednym z najbardziej uznanych profesorów Uniwersytetu Stanforda. Prowadzący wywiad zapytał, czy istnieje jakiś pytanie, które uwielbia zadawać swoim studentom. W zamyśle dziennikarz miał zapewne jakieś będące dynamitem, na które żaden z uczniaków nie potrafiłby odpowiedzieć. Profesor się zamyślił i po chwili powiedział: „Jest takie pytanie, lecz lubię je zadawać nie tylko studentom. Brzmi ono…”.
Od razu mówię, że nie mam zamiaru mówić jakie to było pytanie – to nieważne. Oglądając ten wywiad, sam pomyślałem jakie JA pytanie zadałbym wielu osobom, gdybym miał tylko ku temu sposobność. Po długim czasie zadumy pojawiło się. Brzmi ono następująco:

<Gdybyś miał wybór, jakim zwierzęciem chciałbyś być po śmierci, czym byś chciał być?>

Nic więcej bym nie dodał, oprócz tajemniczego: Pomyślcie, to może zmienić wasze życie.

               Teraz jeśli masz ochotę, zastanów się jakim zwierzęciem Ty byś chciał być. Pomyśl, czym byś był, gdzie byś był, co byś robił. Czy żyłbyś w grupie, czy raczej samotnie. Pomyśl o różnych kontynentach, różnych klimatach, różnych gatunkach zwierząt. Wybierz jeden, wyobraź sobie, co robisz będąc tym zwierzakiem i wtedy możesz czytać dalej. Masz do wyboru gatunki drapieżników, ryb, ptaków, naczelnych, owadów, gadów. Wybierz dokładnie i wyobraź sobie jak wyglądałby Twój dzień w jego skórze.

               O co chodzi w tym prostym pytaniu, błahym i naiwnym jakby się zdawało na pozór? Co ono może mi powiedzieć? A tym bardziej, czy może wprowadzić zmiany w moim myśleniu o mnie samym?
Otóż może. Pytanie to bowiem jest jednym z padających w psychologicznych kwestionariuszach. Kiedy więc już wybrałeś, możesz dowiedzieć się o co chodzi i jak to działa – w przeciwnym razie, jeśli nie wybrałeś i masz zamiar wybrać typ na końcu posta, mniej wyciągniesz z tej lekcji.
              Każdy z elementów odpowiedzi ma znaczenie. Opis co robisz jako to zwierzę, również jest bardzo ważny. Odpowiedź: chciałbym być ptakiem - to za mało. Są bowiem orły, kury, kolibry i pingwiny. Chciałbym być rybą – ale rekinem, płotką, szczupakiem, delfinem, konikiem morskim? Sam więc widzisz, że im bardziej skrupulatna odpowiedz, tym więcej się dowiesz. Pytanie brzmi czym chciałbyś być PO ŚMIERCI. Tak więc Twoje myślenie ukierunkowuje się na przyszłość, na coś czego nie ma, a będzie. Możesz więc w tym momencie zadecydować jak DOPIERO BĘDZIE wyglądało Twoje życie, które żyjesz TERAZ.

Zacznijmy więc,

               Weźmy odpowiedz „Chciałbym być ptakiem – orłem”. Orzeł jest istotą wolną. Lata. Sama idea szybowania, wznoszenia się ponad wszystkim i wszystkimi, przecinania chmur swoim torem lotu podczas dumnych, zamaszystych ruchów skrzydeł, jest piękna. Dalej. Orzeł nie lata w stadzie, jest raczej samotnikiem. Jest ptakiem silnym, drapieżnym, dumnym. Nie jest jak wróbel, czy gołąb. Gołąb żebra, orzeł nigdy się nie prosi, sam zdobywa pożywienie. Orzeł jest również swego rodzaju symbolem.
Jak już zapewne zdarzyłeś zauważyć, zwierze to symbolizuje Twoje ideały. To kim chciałbyś być, a pewnie nie jesteś. To czego pragniesz, a może nie zdajesz sobie z tego nawet sprawy.
Osoba, która chciałaby być więc orłem, chciałaby posiadać wyżej wymienioną charakterystykę. Chciałaby posiadać cechy orła, których pewnie nie posiada. Kto może udzielić odpowiedzi: orzeł? Na przykład gospodyni domowa. Śmieszne, prawda? A jednak prawdziwie. Kobieta, która siedzi ciągle w domu, zajmuję się dziećmi, nie zwiedza Świata, musi zapomnieć o swoich potrzebach i niestety słuchać się męża, może w głębi duszy chcieć być wolnym ptakiem, który ogląda cały świat z wysokości nieboskłonu. Decydować o sobie, umieć się sprzeciwić. Być dumną z tego kim jest. Być niezależną – tego wszystkiego nie ma, bo jest kurą (wiadomo jaką), a nie bielikiem.
              A co do kury. Kto może chcieć być kurą? Takiej odpowiedzi może udzielić osoba, która w głębi duszy chciałaby służyć innych (kura daje jajka, pomaga ludziom), prowadzi spokojny tryb życia; kura raczej nie jest tak aktywna jak rekin. Kura żyje w stadzie więc osoba, która wybrała to zwierze, w głębi siebie pewnie nie jest samotnikiem.  
              A teraz załóżmy, że zadajemy to pytanie osobie, która całe dnie przesiaduje przed monitorem komputera grając w gry. Osoba taka, mimo że sprawia wrażenie, że jest introwertykiem, człowiekiem zamkniętym w sobie, bojącym się kontaktów z innymi i rzeczywistością może odpowiedzieć, że chciałaby być lwem Odważnym, silnym, stanowczym, pięknym lwem. Jednak lew raczej nie pasuje do takiej osoby. To prawda. Lecz to pytanie nie brzmi: „Do jakiego zwierzęcia porównałbyś siebie”?, tylko „Jakim chciałoby się być”.
              Osoba, która jest pracoholikiem, zadaniowcem przedkładającym firmę nad rodzinę „powinna” odpowiedzieć, że chciałby być pszczołą - zapracowaną robotnicą. Odpowiedz taka miałaby sens, gdyby miała charakteryzować jej OBECNE życie. Ale człowiek taki może odpowiedzieć, że chciałby być hipopotamem. Jak więc wygląda życie hipopotama? Totalna sawannowa beztroska, oblewanie się wodą, pływanie w błocie i nie przejmowanie się niczym. Cudowna, leniwa egzystencja przerywana żarełkiem. Taka odpowiedz daje więc dużo wiadomości o człowieku, który jej udzielił. Może to oznaczać, że człowiek ten w rzeczywistości nie lubi swojej pracy. Ogromna ilość obowiązków mu ciąży…ale musi zarabiać, więc się na to godzi. Człowiek ten może nawet sobie nie uświadamiać tego, że nie lubi swej pracy, co nie oznacza, że w głębszych pokładach świadomości (nieświadomość) tak właśnie jest – a stało się tak dzięki wyparciu (dziękujemy Panie Freud).
               Weźmy inny przykład. Osoba, która nie jest asertywna, daje się wykorzystywać przez innych. Osoba taka pewnie będzie miała problemy z powiedzeniem stop, nie. Nie będzie w stanie się sprzeciwić. Będzie czuła, że z każdej strony jest kontrolowana, wykorzystywana przez innych, złych ludzi. Może wzbudzić zdziwienie, kiedy taki ktoś powie, że chciałby być lisem. „Lisem?”- zapytalibyśmy z niedowierzaniem. Tak lisem. Lis jest przebiegły (ja nie jestem), chodzi swoimi ścieżkami (mnie ciągle kontrolują). Nikogo nie pyta o pozwolenie (nie biorę za siebie odpowiedzialności). Jest swoim panem i władcą (ciągle ktoś mną rządzi). Wykorzystuje inne zwierzęta (to zawsze ja byłem wykorzystywany), jest często mściwy (ja taki chciałbym być, aby tamci zapłacili za moje szkody). Osoba ta bowiem nie mówi jaka jest, ale mówi o swoich frustracjach, a tym samym kim chciałaby być, by ich unikać.

               Często nie można się z kimś porozumieć. Wynika to często z bezpośredniości naszych pytań: Czego byś chciał? O co Ci chodzi? Kim chciałbyś być? Dlaczego Ci smutno? Często możemy usłyszeć odpowiedz: Ja naprawdę nie wiem. I ciężko temu zaprzeczyć. Ludzie rzeczywiście nie uświadamiają sobie wielu swoim motywacji, swoich zachowań. Takie przeniesienie może bardzo dobrze się sprawdzić w przypadku ludzi, którzy nie potrafią bezpośrednio rozmawiać o swoim wnętrzu, uczuciach, pragnieniach. Możemy naprawdę dużo powiedzieć o innym człowieku po jego odpowiedzi na to proste, a głębokie pytanie.

               Jednak należy też pamiętać o nas samych. Sami często nie wiemy o co nam chodzi? Bezpośrednia rozmowa ze sobą jest dla wielu ciężką przeprawą. Popatrzenie na siebie z lotu ptaka jest nieosiągalne. A wystarczy czasem zadać sobie pytanie: Jakim zwierzęciem chciałbym być po śmierci, w nowym wcieleniu gdyby istniało- czyli czego bym chciał, gdybym to ja mógł decydować (bo w końcu Ty wybierasz to zwierzę), gdzie bym chciał być? Jak się zachowywać, jaki mieć charakter, czyli charakterystykę mojego gatunku. Czy żyć w stadzie czyli być społeczną osobą. Czy chciałbym żyć w oceanie (kocham wodę). Czy żyć na Arktyce jako niedźwiedź polarny, czy zebra na upalnych bezdrożach ( w zamyśle: czy chciałbym się przeprowadzić do zimnej Skandynawii, czy do upalnych Włoch?)
To jedno pytanie może wiele o Tobie powiedzieć.
I teraz najważniejsze. Jeśli zrozumiesz, że tak, jak możesz wybrać to zwierzę – gdzie by mieszkało, jak żyło, jakby się zachowywało; tak samo możesz przecież zdecydować o swoim OBECNYM życiu. Wystarczy chcieć…wystarczy chcieć. Odpowiedź na to pytanie pozwoliła Ci bowiem wytyczyć kierunek w jakim chcesz i powinieneś zmierzać.

               Na koniec pozostawię Cię ze słowami Haruna Yahya. Słowa, które mają Ci przypominać kto decyduje. Harun z zadumą patrząc na drzewo rzekł: Zawsze się zastanawiam, dlaczego ptaki zostają w jednym miejscu, skoro mogą być gdziekolwiek na Świecie by chciały. Po chwili posmutniał i dodał: I dlaczego ze mną jest tak samo…?
Witaj Czytelniku! Jeśli podobają Ci się znajdujące się tu teksty, to zapraszam do komentowania, udostępniania na fb,  lajkowania. Więcej czytelników, więcej tekstów, więcej przyjemności. Pozdrawiam 

środa, 7 sierpnia 2013

Spłucz marzenia w toalecie.

              Co jest przekleństwem dzisiejszych ludzi? Alkohol? Nikotyna? Zdrady? Kłamstwa? Zdawałoby się, że co najwyżej wypisane wcześniej słowa umilają życie, powodują, że nie jest one sztampowe, przewidywalne. W gruncie rzeczy właśnie o to nam chodzi. To zaskoczenie napełnia nas nowym tchnieniem, by ciągnąć dalej swój przeceniany żywot. Co zatem staje się dla ludzi najgorszą z możliwych zmór? Jest jedna albo przynajmniej jedna. Jest nią niezdecydowanie się i zachowawczość w naszej cudownej, nie napawającej lękiem strefie komfortu. „Jest jak jest. Po kiego czorta to zmieniać”? Stawka jest duża. Stawka to nasze życie przeżyte tak jak tego chcemy. Dlaczego więc nie potrafimy wysiąść z pociągu zwanego apatią? Dlatego…

              Ciekawym doświadczeniem o jakim ostatnio miałem okazję czytać jest doświadczenie z żabami. Otóż, kiedy żywą żabę spróbujemy wrzucić do wrzątku, to ów biedne stworzenie wyskoczy z niej „jak poparzone”. To chyba oczywiste i nie trzeba się specjalnie nad tym rozwodzić. Sytuacja natomiast wygląda zgoła inaczej, gdy tę samą żabę włożymy do naczynia z wodą, którą będziemy stopniowo podgrzewać. Żaba przez to, że temperatura jest podwyższana nie potrafi dostrzec niebezpieczeństwa. Konsekwencją tego jest ugotowanie się żaby za jej „przyzwoleniem”. Czy to nie dziwne? W tym doświadczeniu ukryta jest odpowiedz, dlaczego tkwimy tam, gdzie wcale nie chcemy, z tymi których nie chcemy.

              Kobiety chcą miłości, pragną księcia z bajki. Pragną być zaskakiwane, chcą kosztować życia z Nim u boku. Pragną czegoś więcej niż: „No to kup dziś chleb i ziemniaki. A nie, ziemniaki ja kupie jak z roboty będę wracał”.  
Faceci chcą wygimnastykowanej seksoholiczki. Kobiety, która będzie zarówno błyszczeć na salonach, będzie kochała wszystkie dzieci i szczeniaczki, ale w szafie na ubrania pod garsonką do pracy skrywała gorset i samonośne pończochy.

Jedni i drudzy nigdy tego nie wezmą, nawet jeśli dostaliby swoje pragnienia na tacy. Facet się przerazi, że taka kobieta to za wysokie progi, że nie sprosta. Że dokształcać się będzie musiał na wielu płaszczyznach, że dostanie zawału. Stres, ciśnienie, inni faceci czyhający na jego kobietę to za dużo jak na niego.
Kobieta nigdy nie wybierze swoich ideałów bo, jak taki facet wychowa mi dzieci. „Teraz pięknie ale co później?” – powtarzają te, co tak często drą się, że trzeba żyć chwilą. Carpe diem? No chyba kpicie. „Miłość miłością ale to raczej na wakacyjny romans niż żyć tak codziennie. To by mnie wykończyło”. No to zostają nam tylko książki. Wyłuzdanie w waszym życiu zastępuje wam 50 Twarzy Grey’a. Poczucie bycia dobrą kucharką programy Pani Gessler, a uczucie bywania na salonach programy i gazetki o celebrytach. Ale to fikcja! Zacznij żyć jak chcesz! Czytanie w kółko tej samej literatury to fałszywe rozgrzeszenie dla naszego własnego lenistwa, strachu przed spróbowaniem, lęku przed pokazaniem tego czego chcemy, kim jesteśmy, kim chcielibyśmy się stać.

A z panami to samo: odcinek Californication nie zrobi z Ciebie znakomitego charyzmatycznego pisarza – zacznij pisać. House nie spowoduje, że będziesz znakomity w dedukcji niczym Sherlock Holmes – idź na medycynę i „patrz szerzej”. Programy Bear Gryllsa o dzikich wyprawach nie zrobią z Ciebie podróżnika – idź na wspinaczkę. No, a różowe filmy…no to już jest największa proteza dla cudownej czynności.

              Każdy z nas ma wybór! Nie chce mi się nawet słuchać, że „To się jakoś potoczyło”, „No jakoś tak wyszło”. Gdyby ktoś nam powiedział, że będziemy do końca życia pracować w rzeźni i cały dzień robić obrzydliwe parówki to albo byśmy się obrazili albo byśmy tego kogoś wyśmiali. Ale przecież tacy ludzie pracują, parówki same w sklepie się nie pojawiają. Ci ludzie poszli do pracy, bo musieli. Tłumaczyli sobie, że to na chwilę, że przejściowo, że gdy tylko odbiją się, z powrotem będą robić coś lepszego, wartościowszego. Otóż teraz mają 40 lat i im się nie chce. Woda była stopniowo podgrzewana i nim się obejrzeli zaczęła bulgotać…zostali ugotowani.

              Chcemy tak wiele, ale nie chcemy robić czegokolwiek w tym kierunku. Chcemy być znanymi muzykami ale nie wysyłamy nigdzie swoich utworów. Chcemy być znanymi aktorami ale nawet przez myśl nie przeszło nam, by zdawać do szkoły aktorskiej. Chcemy tak wiele,  ale my się boimy. Boimy się zarówno porażki jak i…sukcesu. Powiem więcej. Sukcesu boimy się bardziej. Sukces bowiem zmienia nas i wszystko wokół, porażka tylko nas samych. Z porażką wiem co zrobić. Zakopać głęboko w sobie, by nie miała możliwości oglądania światła dziennego. Ze szczęściem natomiast nie mamy pojęcia co począć. Tak długo czegoś chcieliśmy, teraz to mamy i dochodzi do nas pytanie: „Czy to jest jednak to? Czy rzeczywiście to na tym nam zależało?” Zaczynamy się bać. Nie wygranej, ale zmian. Zmian w życiu, które sukces w nie wprowadza czy nam się to podoba czy nie. Każdy chce prowadzić takie życie jak prowadził dotychczas i nawet nie ma zamiaru czegokolwiek zmieniać. Lepiej jest chodzić po oswojonej pustyni i umierać z pragnienia, niż zapuścić się w nieznaną dżunglę, nawet jeśli może być tam upragnione źródło…bo przecież może go tam nie być, prawda? Ale tego się niestety nie dowiesz.

             Jimi Hendrix powiedział, że kiedy miał 18 lat zrozumiał, że musi opuścić Seattle. Powiedział, że to miasto jest jak gąbka –wsiąka ludzi. Zanim się obejrzą mają już małżonka, dzieci i prace do emerytury. Więc jeśli chce się zobaczyć coś więcej niż Seattle trzeba stamtąd czym prędzej spieprzać. Musisz COŚ zrobić żeby COŚ się zmieniło!

„Też bym mogła mieć takiego faceta, jak ta wymalowana kobieta. Że jej się chce tak codziennie malować”.

„Kurcze poszedłbym z nią na randkę ale nie chce mi się ubierać, jechać, no i za ciepło jest na zewnątrz”.

„Też bym tak malował, ale kursy? Na co mi to? Jak ktoś ma talent to nie musi”.  

              Nam się nie chce. Nie chcemy wystawiać łebków po jedzenie, my tylko krzyczymy, że jesteśmy głodni. Kiedy ktoś proponuje wyjazd, wszyscy są chętni. Ale z każdym dniem bliższym do daty wystartowania, jest coraz mniej osób zainteresowanych. Dochodzi do nas, że będzie trzeba się spakować, jechać. Nie wiemy jak tam będzie itp…nie chce się nam. Wolimy znów siedzieć w domu, mimo że ciągle narzekamy, że w nim siedzimy. WYJDŹ CHOCIAŻ POBIEGAĆ!

              Wybitne jednostki to nie te, które dostały talent w spuściźnie. Szczęśliwi ludzi to nie ci, którym dopisał łut szczęścia. Osoby w cudownych związkach, to nie wygrani na miłosnej loterii. Ich obecne życia są konsekwencjami ich uporu i jasno wytyczonego celu. To ludzie, którzy nie bali się porażek i co ważniejsze, to ci, którzy wiedzieli jak poradzić sobie z wygraną. Jeśli chcesz dostawać to, co dostajesz, to nic nie zmieniaj. Porzucenie naszych codziennych rytuałów, znanej nam przestrzeni, naszej codzienności do której się przyzwyczailiśmy, bo właśnie STOPNIOWO ktoś podkręcał temperaturę w naczyniu powoli acz skutecznie zabija nas samych. My nie chcemy realizacji marzeń, my chcemy tylko marzyć.
Witaj Czytelniku! Jeśli podobają Ci się znajdujące się tu teksty, to zapraszam do komentowania, udostępniania na fb,  lajkowania. Więcej czytelników, więcej tekstów, więcej przyjemności. Pozdrawiam 


wtorek, 16 lipca 2013

Moda na bycie niemodnym.

                Każdy z nas, a przynajmniej lwia część, z jednej strony chce się dopasować do grupy swoich rówieśników, z drugiej jednak poszukuje swojego indywidualnego ja. Narażeni na ostracyzm społeczny nie nosimy rękawiczek na stopach, a butów na uszach, nawet gdybyśmy bardzo tego chcieli. Kolorowe włosy, długie włosy u mężczyzn, cyberloki zastępuje przeważnie typowa fryzurka na jaką obecnie jest moda. Ale nudno by było gdybyśmy chcieli za bardzo się wpasować w tę jednolitą masę. Potrzeba bycia oryginalnym jest więc zakodowana w naszym DNA. O jakiej oryginalności mówię?

               Gdybym miał zamiar wspomnieć wyłącznie o stylu ubioru, czy rodzaju noszonej fryzury to przeoczyłbym clue sprawy. Większość z nas chce się czymś wyróżniać, chce być jedynymi w swoim rodzaju…chce być niepowtarzalna. Ale niestety życie wygląda zgoła inaczej. Jeśli chcemy wiedzieć, co obecnie jest popularne wystarczy, że zajrzymy któregoś popołudnia do dużej galerii handlowej. Panowie z takimi samymi okularkami na nosie, przechadzają się między sklepami, ubrani w identycznie wyglądające spodenki. Kolory wierzchnie też takie same. Mówię tu oczywiście o modnych mężczyznach. Czy to coś złego? Jasne, że nie. Czy daje im to szczęście? Ich trzeba o to spytać.
Moda panuje na wszystko. Większość ludzi nie zwróciłaby nawet uwagi na konkretnego autora jeśli nie czytałaby go masa. Na muzykę Kings of Leon też musiała przyjść pora. Trzy lata temu gdyby mężczyzna wyszedł na ulice w czerwonych spodniach byłby obśmiany; półtora roku temu, nikt już nie widział w tym nic złego - było to na czasie, jako że świadczyło to o dobrym guście i smaku ich posiadacza; dziś natomiast są już niemodne. Kto za tym nadąża? Ciężko, prawda? To wszystko jest tylko jedną stroną medalu. Za Tobą – tym wpasowującym, dostosowującym się – stoi drugi Ty, ten który chce być jedyny w swoim rodzaju. Skąd to wiem?

               Czy zauważyliście, że nienawidzimy, kiedy się umniejsza naszą oryginalność? Powiedz kobiecie, że jest do kogoś podobna, a jej roznegliżowanej sylwetki długo nie zobaczysz. Kiedy słyszymy, że wyglądamy jak inni, „jak wszyscy inni” to szlak nas trafia.
Kiedyś, kiedy ze znajomymi słuchałem naszego znajomego muzyka, jedna z przyjaciółek powiedziała, że śpiewa podobnie do Chrisa Issaca. Od razu dodała, że śpiewa bardzo dobrze ale to już nie miało znaczenia. Jego nozdrza ziały płomieniami.
Gdyby niemowlak miał 3 prośby to zapewne jedna z nich brzmiałaby: „Nie chciałbym mieć siostry/brata bliźniaka”. Sami w młodości nie znosiliśmy jak nasze rodzeństwo dostawało takie same prezenty jak my, nie wspominając o tym, że musieliśmy nosić ubranka po starszym rodzeństwie. „Przecież ja nie jestem nim/nią drodzy rodzice! Ja jestem Małgosia”! No i wypisujemy to swoje imię wszędzie gdzie się da – na ścianach, na ławkach w szkole, na „ręcach”, no po prostu wszędzie.
Później jako rodzice chcemy zapewnić sobie i swoim pociechą prestiż bycia wyjątkowym. No to bierzemy księgę imion i szukamy tego jednego, jedynego imienia, którego jeszcze żadne dziecko we wsi nie nosi. Takie, srakie, niewiadomo jakie byle by nie Łukasz, Mateusz czy inna Ania. I później chodzą po szkole dzieci z imionami jak nazwy albumów jazzowych z lat 60tych. Ale co komu do domu jak chata nie jego. Ważne by imię nie brzmiało swojsko, tzn. polsko. Później w klasie siedzi Ditta i Eunika i już pierwszego dnia w szkole wiadomo, że są skazane na swoją przyjaźń do końca jej ukończenia.

              Każdy dziennikarz muzyczny powie, że większość nowych kapel szuka nowego gatunku, niepowtarzalnego brzmienia, którym chciałaby odcisnąć piętno na kartach muzyki. Chcą być jak Metallica w trash, jak Him w love i jak Limp Bizkit w nu…metalu.
Sami nie lubimy jak ktoś znajduje czyjeś zdjęcia w sieci i mówi, że wyglądamy identycznie jak ten ktoś. A denerwujemy się 10 razy bardziej, kiedy reszta znajomych twierdzi podobnie.

               „Mainstream jest dla plebsu”. Popkulturowa papka wylewa się z radia, książek, filmów i zaraża nas. Zaraża swą jałowością i bezbarwnością. Jej powtarzalność stanowi gwóźdź do trumny dla naszej kreatywności. I później mamy nudne związki, bo sami nudni jesteśmy. Nudną pracę bo…patrz wyżej… i nudne życie. Czy ratunkiem są organizowane zajęcia dla naszych pociech z kreatywności? Tak są już takowe. Nie wiem czy to pożyteczne, na pewno nie zaszkodzi, ale o wiele prościej jest…wypisać dziecko ze szkoły. To ona bowiem niszczy samodzielne myślenie, a uczy jedynie powtarzania ale…eh, dajmy jednak tutaj temu spokój.

              Ale czy z oryginalności można uczynić coś nieoryginalnego? Otóż tak, a nazwa tego zjawiska brzmi: subkultura. Dlatego homoseksualista w Wilkowyjach jest nietuzinkowy ale w San Francisco (wiadomo dlaczego to miasto) nie budzi żadnych kontrowersji. I tak, kiedy pojawił się drugi hipster na tej planecie – bardzo zresztą chcieli uniknąć jakiejkolwiek nazwy – już nie było to szczytem oryginalności. „Ubrania ze sklepów to popkultura! Do second hand’ów!” No tak, tylko jak wszyscy pognają do nich, a w sklepach zostaną wyłącznie kasjerzy, to po paru tygodniach szczytem nonszalancji będzie zrobienie zakupów w sieciówce – jakie to pokręcone.
Nawet producenci samochodów próbują wyjść naprzeciw upodobaniom swoich klientów jeśli chodzi o kolory. Kiedyś H. Ford mawiał, że jego firma wyprodukuje samochód w każdym kolorze jaki sobie klient zażyczy, pod warunkiem, że będzie on czarny. Dziś byłoby to nie do pomyślenia. I tak, mamy jaskrawe kolory, mamy grafiki na swoich samochodach, a tych których nie stać na lakiernika może sobie „pierdzielnąć” naklejkę na zderzak. Ale im więcej będzie takich samochodów, tym mniej będzie to wyróżniające nas z tłumu i cel nie zostanie osiągnięty.  

              Dobra muzyka to ta, która nie jest znana szerszemu gronu. No to znajdujemy dobry kawałek i ślemy go znajomym w nadziei, że jeszcze go nie znają. Mniejsza z tym, że większość ludzi i tak olewa linki od znajomych, odpowiadając na pytanie: Jak się podoba? „No spoko, spoko w miarę”.
Współczesne filmy też są dobre do pewnego momentu. Później trzeba sięgnąć po kinematografie starszą od nas samych żeby móc powiedzieć przy znajomych: „Ten film ma naprawdę dobre zdjęcia”. Nikt nie wie o co nam chodzi, a my uśmiechamy się złowieszczo.
Nawet uroda naszych partnerów czy idoli może stać się nudnawa. I nie mówię tu o „znudzeniu się”. Ja mówię o sztampowości naszych twarzy! Wenus z Milo jest tak idealna, że aż nijaka. Drobna blizna, pieprzyk to idealny znak rozpoznawczy. A jeśli ktoś takiego nie ma? Zostaje nam tatuaż żeby się wyróżnić albo piercing, no ewentualnie… znane trampki.

               Lata lecą, my się zmieniamy, a pewne fakty pozostają stałe. U ludzi jest to z jednej strony konieczność dostosowania się, a z drugiej chęć wyróżnienia się z tłumu. Dlaczego nie mają tego zwierzęta? Wyobraźmy sobie: przychodzi pani gołąb na gołębią imprezę i widzi inną gołębice ubraną identycznie jak ona. „Jak to możliwe? Przecież moje pióra są takie piękne, oryginalne! Stanisław zrób coś!” A biedny mąż gołąb musi po raz kolejny tłumaczyć, że latanie, jedzenie chleba i ziaren, zanieczyszczanie czystych parapetów ludziom to domena wszystkich gołębi jednakowo. I tak samo jest z upierzeniem. Ale pani gołąb, jak to panie, nie daje za wygraną i krzyczy: „Stanisław! A ta baba wczoraj! Ona była ubrana na różowo! Też tak chce!” w odpowiedzi zapewne usłyszy…”Kobieto, to flaming był”.
Witaj Gołebiu! Jeśli podobają Ci się znajdujące się tu teksty, to zapraszam do komentowania, udostępniania na fb,  lajkowania. Więcej czytelników, więcej tekstów, więcej frajdy. Pozdrawiam 

czwartek, 27 czerwca 2013

Prokrastynacja - to brzmi dumnie?

               Dzisiaj na tapetę trafia termin medyczny. Termin, który może nawet zastąpi kiedyś lenistwo. Termin, który jeszcze nie wszedł do zasobu słów wielu z nas, bo w Polsce nikt nie próbował zdefiniować zjawiska, o którym będzie traktować te kilkaset literek. 
Chodzi o prokrastynację. Nawet mój program do pisania podkreślił to słowo, co świadczy o tym, że jest ono świeżutkie jak rogalik croissant z rana – poleciałem za bardzo hipstersko? – no to zwykła buła z polskim dżemorem.
Co to jest ta prokrastynacja? W czym się objawia? Jak z nią walczyć? Aby odpowiedzieć na te pytania najpierw ostrzeżenie. Po zapoznaniu się drogi czytelniku z jej charakterystyką, zaczniesz używać tego słowa z taką częstotliwością, że i może na niektóre wulgaryzmy zabraknie miejsca w wypowiedziach…ale może to i dobrze...chociaż..

               Kiedyś, kiedy nie potrafiłeś zabrać się to roboty to byłeś zwyczajnym leniem. Nie byłeś ambitny, nie miałeś silniej woli itd. O bracie i siostro na szczęście żyjesz w XXI wieku, który Ciebie i mnie rozgrzesza! Dzisiaj nie jesteś leniem a prokrastynatorem. Czyli kim do jasnej ciasnej, jak zwykł mawiać Grzegorz Halama?
Prokrastynacja - lub zwlekanie (z łac. procrastinatio – odroczenie, zwłoka) – w psychologii patologiczna tendencja do nieustannego przekładania pewnych czynności na później, ujawniająca się w różnych dziedzinach życia. Prokrastynacja najczęściej pozostaje nierozpoznana, dopiero niedawno uznano, że jest ona zaburzeniem psychicznym. Osoby nią dotknięte – prokrastynatorzy – odczuwają trudności z zabraniem się do pracy i w związku z tym odkładają jej wykonanie, zwłaszcza wtedy, gdy nie spodziewają się natychmiastowych efektów.
A teraz podziękujmy już Wikipedii i zatopmy się w pragmatyzmie.

               Ileż to razy przed napisaniem czegoś ważnego – raportu, pracy domowej, referatu – najpierw musimy mieć ten jeden, jedyny wyjątkowy długopis. W innych siedzi bowiem zły duch, który spowoduje, że praca nie będzie taka jak powinna być. No to szukamy tego długopisu minutę, trzy minuty, następnie pięć minut, a czas nieubłaganie leci. Ale załóżmy, że znaleźliśmy już atramentowego uciekiniera. Już mamy zabrać się do pracy ALE!
„Kawa, muszę napić się kawy. No przecież bez kawy nie będę siedział”. No to lecimy do kuchni, zaparzamy czarnule i…mleko! Cukier!
„O kurcze! Cukru nie mam!”. No to lecimy do sklepu. Raport może poczekać, w końcu to cukier, a nie jakaś tam sól czy inny pieprz. A niech nam ktoś znienacka przylezie w gości? Nie no, cukier musi być, obowiązkowo. Przyłazimy do domu z cukrem. Kupiliśmy nawet 2 „kila” – na zapas, tak jakbyśmy ten raport mieli pisać tydzień.
„Uff, ale się zmęczyłem. Dobra wejdę na fb żeby tylko zobaczyć, czy ktoś nie napisał czegoś ważnego. Tylko zerknę, obiecuję!” Dwie godziny później trzeba wyłączyć komputer, bo doszło do nas, że raport sam się nie napisze.
„Kurcze późno jest. Zmęczony jestem. W takim stanie pisać to nienajlepiej, mogę coś pomieszać czy coś. Dobra jutro napiszę…ale już musowo!”.

               Czy ten widok jest nam znany? Jeśli tak, to czy jesteśmy w takim razie psycholami nadającymi się na ostry dyżur? Czy to znaczy, że musimy opłacić sobie wczasy na psychoanalitycznej kozetce u pana doktora z siwa brodą i okularami na nosie? Ja bym nie spieszył się z diagnozą.

               Dla współczesnych ludzi najczęstszą prokrastynacją jest komputer, a dokładniej Internet. Jeśli założyć, że polega ona na nierobieniu tego co powinno się robić w danym momencie; na odkładaniu ważnych rzeczy na później, a zastępowaniu ich mało ważnymi czynnościami to ogólnoświatowa sieć prowadzi prym w tym zakresie i wyprzedziła już dawno telewizję. Ileż to razy wchodzimy na tę samą stronę albo gwałcimy przycisk „odśwież”? Ile razy w ciągu dnia sprawdzamy niepotrzebnie pocztę? Ile razy oglądamy ten sam filmik nie dlatego, że jest on taki super ale dlatego, że „Eh, no, dobra, puszczę sobie jeszcze raz i tak nie ma nic do roboty”.  
Lubisz reklamy na youtube przed filmami? Zakładam, że ich nie nawiedzisz. Dlaczego? Bo spowalnia to Twoje działania, zwlekasz z tym co chcesz robić. Chcesz oglądać jakiś film, słuchać muzyki a tu pojawia się reklama, przed którą nie ma ucieczki. Nawet obowiązkowe 5 sekund ( TYLKO 5 SEKUND!) a dla nas to i tak za dużo. Taką reklamą właśnie jest wszystko to, co robimy w zastępstwie tego co ważne. Co rozumiem przez stwierdzenie ważne? Pracę? Szkołę? Posprzątanie chałupy? Otóż nic bardziej mylnego. W dzisiejszych czasach wartościowymi czynnościami są tylko te, które przynoszą zysk, generują dochód. Możesz nienawidzić swojej pracy ale kiedy zarabiasz ludzie nie patrzą na Ciebie jak na lenia, czy obiboka. W końcu pracujesz…a raczej w końcu zarabiasz mamonę. Równie dobrze możesz robić coś osiem godzin dziennie – możesz malować najpiękniejsze obrazy, możesz tworzyć muzykę, możesz pisać lepsze wiersze od romantycznych poetów ale będziesz uznany za zero, za osobę, która nic nie robi, która się obija, bo? BO NIE ZARABIASZ PIENIĘDZY! Daj buzi kapitalizmowi albo niech on pocałuje Cię w d**ę – nie ma innego wyjścia.

              Prokrastynacją są więc tylko te czynności, które poprzedzają wszystko to, co Z NASZEGO punktu widzenia jest mało ważne, a musi być zrobione. Prokrastynacja to odkładanie rzeczy na później. Jeśli więc masz wysłać maila do szefa i ciągle to odkładasz, bo Ci się nie chce, a w zastępstwie odpalasz kolejnego papierosa to jesteś prokrastynatorem ( od dziś moje ulubione słowo). Po prostu nie lubisz swojej roboty i szefa więc chcesz to odłożyć na później – co w tym nienormalnego? Prokrastynacja jest papierkiem lakmusowym. Jeśli się ona pojawia to dobrze, bo daje nam znać, że to co mamy zrobić nie jest dla nas ważne, wartościowe i nigdy prawdopodobnie nie będzie.

               W mojej opinii jest jednak druga strona medalu. Prokrastynacja (czyli odkładanie zrobienia rzeczy na później) dotycząca rzeczy dla nas ważnych. Dla tego fenomenu wymyśliłbym chętnie inny medyczny zwrot ale on już jest…strach. Strach przed porażką, strach przed wyśmianiem, strach przed czymkolwiek co odwodzi Cię od zrobienia tego, co w głębi duszy chcesz zrobić, czy osiągnąć. Jeśli marzysz o tym żeby tańczyć, to prokrastynacją, a raczej zwelkaniem będzie siedzenie na studiach z filologii. Jeśli marzysz  o tym żeby mieć swoja firmę, zwlekaniem będzie praca, której nienawidzisz, a nawet ta, którą w miarę dobrze znosisz. I choćbyś przeczytał tysiąc razy „Sekret” to nic nie osiągniesz. Świat jest poruszany bowiem przez czyny, a nie mrzonki.

              Niedawno najnowsze badania pokazały dlaczego z tą cechą mamy tak często do czynienia i skąd ona się bierze. Nie będę jednak katować nikogo zwrotami medycznymi, Wystarczy powiedzieć że wynika ona z dysonansu między ośrodkami przyjemności w mózgu, a płatem czołowym odpowiedzialnym między innymi za motywację. Z jednej więc strony chcemy czuć przyjemność - więc nie chcemy wykonywać swoich nudnych obowiązków, z drugiej jednak musimy wypełniać swoje obowiązki. Jakie więc mózg znajduje rozwiązanie? Wykonać ważne cele ale żeby tak od razu? E, po co. Co się odwlecze to nie uciecze. Wtedy im mniej pozostaje nam czasu, tym występuje silniejsza presja aby wykonać ową czynność, pojawia się silna motywacja negatywna (uniknięcia negatywnych konsekwencji) i ta da! Zrobione. Lepiej więc późno niż wcale.
           
               Tak więc najpierw wyróżnij prawdziwą prokrastynację – czyli zjawisko robienia innych rzeczy w zastępstwie tego co niby wg społeczeństwa, tatusia, szefa, państwa powinieneś zrobić, mimo że w głębi serca i tak nie sprawia Ci to radości. Weźmy na przykład wstawanie do pracy, której nie lubisz. Prokrastynacją będzie tu nawet wciśnięcie „drzemki” i leżenie jeszcze 5 minut. Ludzie bowiem przyjmują cele innych za swoje własne. W rzeczywistości wcale jednak nie chcą robić tego co im narzucono, więc na poziomie podświadomości pojawia się owa przypadłość – ale to dobrze, ona Ci bowiem mówi wtedy: EJ! TO NIE JEST TO CO CHCESZ ROBIĆ SKORO ODKŁADASZ TO NA PÓŹNIEJ I ZAJMUJESZ SIĘ PIERDOŁAMI!
A teraz owa nieprokrastynacja – czyli strach  przed wyciągnięciem ręki po to czego się naprawdę chce, błędnie nazywanego prokrastynacją. W przypadku, kiedy chcemy iść do szkoły aktorskiej ale ciągle to odkładamy, bo…no właśnie (sami najlepiej znamy swoje wymówki), kiedy chcemy zafarbować włosy na zielono ale ciągle się wahamy, to wtedy nie mamy do czynienia z pro…(oj no sami wiecie) tylko ze strachem, z wątpliwościami, z niezdecydowaniem itp., itd.
I tak samo w miłości. Wielu z nas o niej marzy. Na romantycznych filmach płacze, a przy miłosnych piosenkach się uśmiecha. Ale kiedy zjawi się już ona w naszym życiu to…prokrastynacja, czy strach? Fajnie by było mieć parę ale na randki to mi się chodzić nie chce. W ogóle chętnie to z domu bym nosa nie wystawiał/ła, a i zranienie może się przytrafić. Więc miłość tak ale droga do niej niekoniecznie? Ehhh, pozamykani jesteśmy na siebie bardzo.
              
               A teraz kącik wujka dobra rada. Jak sobie radzić z prokrastynacją? Co trzeba zrobić żeby się zmobilizować, zmotywować, by zacząć działać?
Kiedy jest się grubym to można czytać tony książek o tym jak zrzucić wagę a i tak jest tylko jedna metoda…wiesz jaka. Jeśli chcesz zapuścić włosy to też możesz czytać, interesować się ale też jest tylko jedna droga do tego aby one były długie bez względu no to jakiej odżywki będziesz używać. Jeśli chcesz być magistrem to też jest tylko jeden sposób i też wiesz jaki. Jeśli więc chcesz być tam gdzie Cię nie ma; chcesz robić to czego teraz nie robisz, chcesz być kimś, kim na razie jeszcze nie jesteś, to też dobrze wiesz co masz robić! Możesz czytać poradniki, możesz oglądać motywujące historyjki ale one nic za Ciebie nie zrobią. Chcesz uniknąć prokrastynacji, a raczej strachu którego konsekwencją jest odkładanie ważnych rzeczy na później? Nie wiesz jak to zrobić? To uważaj teraz, bo będzie coś mądrego...
                                                  W głębi siebie wiesz co masz robić…kropka.  

Witaj Czytelniku! Jeśli podobają Ci się znajdujące się tu teksty, to zapraszam do komentowania, udostępniania na fb,  lajkowania. Więcej czytelników, więcej tekstów, więcej frajdy. Pozdrawiam 
  

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Uśmiechnij się smutny klaunie.

               Budzik! Otwierasz oczy, ręką leniwie smagasz jeden z najgorszych ludzkich wynalazków (przynajmniej rano) - wciskasz drzemkę. 5 minut później nie ma odwrotu, trzeba wstać. Kolejny dzień, by zdobyć Świat. Kolejna szansa dana od losu, by cieszyć się tym co masz, bliskimi, którzy są przy Tobie. Kolejny świt, by móc dalej realizować swe marzenia…taaa, no przecież.

               Dzień wcześniej kładziesz się spać aby dać odetchnąć swojemu ciału i duchowi, ale rano i w ciągu dnia wcale nie jest lepiej. „Czy ja w ogóle spałem”, „Czy śnią mi się koszmary, że jestem zawsze taki niewyspany?”.
Pierwsza kawa – smak cudowny, pierwszy papieros – mógłby być lepszy. Pod koniec naszego pożywnego śniadania tylko przez sekundę przelatuje Ci myśl o konieczności rzucenia. Nie. Nie możemy. Bowiem jeśli przestaniemy palić i w trakcie spotkania towarzyskiego będziemy chcieli odpocząć od ludzi, nie będzie argumentu aby choć na chwile się ulotnić, a nawet jeśli to zrobimy, to nie paląc papierosa i wpatrując się w okno będziemy wyglądać jak „pieprzony filozof”.
               Czas do pracy. Z nią jest jak ze szkołą za młodzieńczych lat. Chcesz do niej chodzić tylko wtedy, kiedy jeszcze do niej nie uczęszczasz. Później jest już tylko gorzej. Wredną nauczycielkę zastępuje szef; prace domowe, których nienawidziliśmy, zastępują obowiązki brane do domu; a kujona z naszej klasy najambitniejszy z pracowników, który niszczy nam psychikę równie skutecznie, co ów szkolny palant.
„Pieprzę, nie idę. Nie dziś, Nie kolejny raz!” – ale nie ma mamy, która napisze zwolnienie, nie ma kogo oszukać, że jakoby boli nas brzuch albo źle się czujemy, więc musisz iść. Więc idź!
„Kiedyś to minie, kiedyś zrobię coś co odmieni moje życie!” – Twoi rodzice tak samo myśleli, spytaj się ich, czy im się udało…
               Jedziesz autobusem, bo współczesnego yuppie nie stać na samochód, a nawet jeśli to szkoda mu na niego pieniędzy. Widzisz ludzi, ich twarze, spracowane, przepite. Każda z nich niesie w sobie historię, która gówno Cię obchodzi, bo czy Ty obchodzisz ich? Twoi pobratymcy, których może uratować jeden uśmiech w ciągu dnia, nie dostaną go, a na pewno nie od Ciebie.
Papieros. Och słodka ucieczka. Patrzysz na ludzi, którzy nie palą i się zastanawiasz, kiedy do cholery oni robią sobie przerwę, małe robociki. Patrzysz na nich i myślisz, że oni to mają fajnie, oni nie myślą, że tracą życie, oni nie mają myśli, które karzą im pytać: „Za 2, 3 tysiące? Moje życie mam oddać za 2 może 3 tysiące? Przecież ja chciałem być pilotem! Chciałem zwiedzać świat. Nie tak to miało wyglądać!”. Oni to zombie, które już dawno zapomniały o „sobie”. Są tym, kim mają być; kim im kazano. Ty jesteś lepszy, prawda? Ty taki nie jesteś.
Kończysz papierosa. Rzucając niedopałek dochodzi do Ciebie, że dobrze, że żyjesz na cmentarzysku marzeń – wielkim mieście, tam jesteś pośród tych trupów pędzących do pracy i z pracy incognito. Z nikim nie musisz się użerać, nikogo słuchać ani pocieszać. Jesteś mrówką, ale dostrzegasz plusy nią bycia. Odpowiada Ci to, że nie musisz się sztucznie uśmiechać i pytać każdego jak mu minął dzień…to Cię uszczęśliwia do momentu, kiedy w swoim fotelu, siedząc z książką myślisz: „Jaki ten Świat jest popieprzony”.  
Ale nie czas na filozofowanie, praca czeka. Wchodzisz i widzisz twarze, których nie chcesz już oglądać, a dopiero jest początek dnia. Pocieszę Cię, oni reagują na Ciebie w taki sam sposób. „Ale oni się uśmiechają i są sympatyczni” – a Ty nie?
Usiądź więc przy komputerze i zacznij pracować. Po godzinie dochodzisz do wniosku, że fizyczny pracownik ma o wiele lepiej w życiu. Ale fizyczny powie Ci to samo, że wy, kognitarne obiboki nic nie robicie. Nie wygrasz żadnym argumentem więc rób, to co do Ciebie należy…w końcu firma płaci, więc wymaga!
               Południe, czas na papierosa. Stoją już w kółeczku współznajomopracownicy trzymając każdy w palcach papierosa, niektórzy to e-badziewie, ale skoro jest zdrowsze to nie irytuje Cię to tak bardzo; więcej, nie chce Ci się nawet o tym gadać. Papieros staje się wymówką żeby mówić o rzeczach, które Cię nie interesują, z ludźmi, których nie obchodzisz, w miejscu, którego nienawidzisz. Oni mówią, Ty kiwasz głową, ale równie dobrze mogli by Ci opowiadać zamiast o swoich wspaniałych wakacjach (mam nadzieję, że padało cały czas), czy o swojej wspaniałej, nowej dziewczynie (mam nadzieje, że ma opryszczkę i Cię nią zarazi) o nakładaniu gładzi szpachlowej na nieotynkowane powierzchnie domków jednorodzinnych – tak na marginesie, nie wywołuj kota za płot.
               Czas powrotu do domu. Czujesz to zmęczenie? Skąd ono? Skąd się wzięło? „Przecież jestem młodym człowiekiem, jeszcze powinienem mieć pełno sił” – eh, nie pytaj, bo jeszcze usłyszysz odpowiedz, której nie chcesz usłyszeć…zapewniam Cię.
Więc spieszysz się do domu, tak naprawdę sam nie wiedząc dlaczego. Jakby oglądanie telewizji, czy siedzenie w sieci było czymś lepszym niż 8 godzin posługi. Nie jest w niczym lepsze, ale nie masz przynajmniej odpowiedzialności. Kiedy masz więc wolny czas, kiedy możesz w końcu robić wszystko o czym marzyłeś w pracy podczas przekładania papierów… Ty nie robisz nic. W pracy się bowiem nudzisz i w domu się nudzisz, więc co do cholery chciałbyś robić!? Za dużo chcesz od życia! Usiądź, włącz Internet, przysuń paczkę z chipsami i zapomnij. Jutro pomyślisz nad tym wszystkim, mimo że codziennie to sobie obiecujesz.

               Jeszcze papieros (i żeby nie było, że tylko cztery w ciągu dnia, po prostu nie warto pisać o każdym odpalaniu szluga).
Czyż ten dym nie jest piękny, kiedy unosi się w ciemnym pokoju, w którym tylko ukradkiem światła ulicy odbijają się na ścianach? Dym tańczący w rytm przeciągu, ale nie chce się już wstawać, by domknąć to nieszczęsne okno.
„Znów się nie odezwała. Odkąd pamiętam zawsze, w każdym związku, to mi bardziej zależało…a gdyby tak ktoś, kiedyś…eh…”.
Patrzysz na te niebieskie okna od świateł monitorów i pytasz się, gdzie są ci wszyscy ludzie. A oni są dokładnie tam gdzie Ty, w swoich głowach i na razie nie zapowiada się na to, by je opuścili…
Witaj Czytelniku! Jeśli podobają Ci się znajdujące się tu teksty, to zapraszam do komentowania, udostępniania na fb,  lajkowania. Więcej czytelników, więcej tekstów, więcej frajdy. Pozdrawiam 

piątek, 15 marca 2013

Popularne słowa


               Każdy okres historyczny naszej kochanej Matki Ziemi rządził się określonymi prawami. Istniały określone nurty myślowe, filozoficzne, ideologiczne, religijne – wszystko miało swoje miejsce. Każda epoka miała swoje stroje i każda uważała, że ma je najpiękniejsze. Każda miała swój wzorzec miłości, rodziny. Każda charakteryzowała się specyficznymi zawodami – bo czy nadal potrzebny jest nam bednarz? – a i od razu przepraszam wszystkich bednarzy, którzy poczuli się urażeni. I czy informatyk przydałby się w czasach Kopernika?
Wszystko było dopasowane – a przynajmniej takie się wydawało.
Ale o jednym charakterystycznym elemencie każdej epoki nie wspomniałem.
Słowa. Dla naszych praprzodków: koło, ogień, mamut. Dla dawnego Rzymu: rozkosz, imperium, sztuka, hedonizm. Dla średniowiecza: Bóg, rycerskość, odwaga, ojczyzna, cnota, honor. Pomijając dekadentyzm, nihilizm, relatywizm prowadzące nieubłaganie do współczesnych czasów, zadaje pytanie: Jakimi słowami określimy rzeczywistość, która nam obecnie towarzyszy? Jakie słowa klucze, będą drogowskazami dla naszych potomnych, którzy będą chcieli poczytać o XXI wieku?

Komputer

               Z jednej strony go nienawidzisz, ale z drugiej nie wyobrażasz sobie bez niego życia – prawie jak z rodzeństwem. Dziś wszyscy szczycą się, że nie oglądają telewizji – i dobrze. Ale Ci sami ludzie spędzają wiele godzin przed ekranami swoich laptopów.
Komputer dał nam niesamowite możliwości – cała wiedza pod ręką, muzyka, filmy, książki, przemyślenia ludzi z całego świata, ilość mądrości (ale też głupoty) na niepojętą do tej pory skale – a my? Oglądamy obrazki kotów i przesiadujemy na Fb, prowadząc jałowe rozmowy i oglądając jałowe zdjęcia albo podglądając swoich byłych.
Niech jednak pierwszy rzuci kamień ten kto… eh, życie.
Zacząłem od słowa komputer, bo i z nim w pewien sposób wszystko jest związane. Zdominował on całe nasze istnienie. W nim są nasi przyjaciele, on broni nam dostępu do spełnienia marzeń, uczy, bawi, wychowuje, denerwuje – nasi sprocesorowani kompani życiowi.
Kiedyś jak byliśmy niegrzeczni, mama mówiła, że zabroni nam wyjść na podwórko. Dziś karą jest wyjście na dwór.
Zamykamy się na ludzi i nie wierzę, że jakieś komunikatory, czy portale mogą zastąpić gesty, mimikę, ton głosu, emocje i przede wszystkim bliskość drugiej osoby. A to nieubłaganie prowadzi do…  

Samotność

               Skoro nie mam zamiaru używać słowa Miłość, to trzeba je czymś zastąpić. Dziś bowiem to piękne uczucie występuję w filmach, muzyce, książkach i wyobraźni jej użytkowników.
W gruncie rzeczy jesteśmy niesamowicie samotni. O miłości się mówi – ot cała charakterystyka tego słowa w dzisiejszych czasach.
Dziś bierzemy udział w pewnych przemianach. Nie ma już instytucji swata, nie pozwalamy by nasza rodzina ingerowała w wybór naszego partnera. Jesteśmy zdani sami na siebie. A że czasy te nie trwają aż tak długo, to tułamy się z powodu braku wynalezienia rozwiązań naszych problemów. Miłości z portali randkowych są coraz częstszym zjawiskiem. W niezkomputeryzowanej rzeczywistości, kiedy kogoś poznajemy mamy duży dystans. Obawiamy się, że będziemy musieli iść na kompromis – dziś to słowo jest wręcz synonimem porażki – że ten ktoś namiesza nam w wykrochmalonym życiu.
Chcemy partnera, ale chcemy być też samotni. Posiadanie partnera równa się poczuciu miłości. Samotność równa się samowystarczalności i braku konieczności podejmowania zobowiązań. Zmieszaj to w próbówce, a powstanie swego rodzaju singielstwo.   
Dalej. Każdy z nas ma wielu znajomych, ale nie wielu ma przyjaciela. Dziś nasze relacje są spłycone do granic możliwości. Ktoś powie: Bzdura! Ja mam przyjaciół! Dobrze, więc powiedz im prawdę, to czego często nie mówiłeś, bo bałeś się, że ich urazisz. Jeśli ta znajomość przeżyje nawet najbardziej gorzkie słowa – jesteś szczęściarzem – to przyjaźń.
W olbrzymiej większości, rozmowy z innymi polegają na wyżaleniu się. Kiedy już skończymy mówić i głos zabiera druga osoba, my nie słuchamy, a zastanawiamy się, co powiemy za chwile. Nie potrafimy bowiem nawiązywać ze sobą głębokich relacji. Kiedyś człowiek w całym  swoim życiu znal kilkadziesiąt osób, góra setkę. Dziś znamy tysiące ludzi…i nie znamy nikogo. Wszystkich wypada lubić, nastała miałkość, a co za tym idzie, pojawia się przymus do…

Empatia

               Być empatycznym to znaczy być dobrym człowiekiem. Nie bądź samolubnym -  mówił nam tata, kiedy chcieliśmy ostatniego cukierka z paczki zachować dla siebie.
Nie jesteś pępkiem świata - krzyczała pani w szkole. A poczucie winy rosło.
I tak wyrastamy na ludzi, którzy boją się być szczęśliwi, którzy nie podejmują dobrych dla siebie decyzji z powodu, a to rodziny, a to znajomych, a to partnera etc.
Mamy przejmować się losami świata, losem wszystkich wokół, tylko nie swoim. Mamy ronić łzę, kiedy przystoi, śmiać się, by komuś głupio nie było po opowiedzeniu nieśmiesznego żartu.
Mówi się, że nasza cywilizacja propaguje zachowania projednostkowe, ale rzeczywistość wygląda zgoła inaczej: indywidualizm przeciwstawia się kolektywowi.
Jeśli wszyscy wokół są smutni, nawet nie próbuj się uśmiechać – nie wypada!
Musisz rozumieć innych, musisz wiedzieć co oni myślą, jak się czują, a tym samym musisz się dostosować. Przecież nie chcesz być jak Salvador Dali – maszerujący z mrówkojadem na smyczy po ulicach Madrytu, nie przejmujący się nikim ani niczym.
Ale skutek tego jest jeden. Ani my, ani oni nie są szczęśliwi.
Bycie dobrym człowiekiem toż to cnota – a jak! Ale dobrym trzeba też być dla siebie.
Bycie dobrym wcale nie musi oznaczać bycia empatycznym. Możesz dać datek dla biednych, bo chcesz, a nie musisz – ale nie za wielki, bo za bardzo kochamy…

Pieniądze 

               Twórz pieniądze; nie pozwalaj by pieniądze tworzyły Ciebie.
Dziś tak wielu ludzi podąża za pieniądzem. Podąża za nim nie widząc w nim środka do osiągnięcia celu, ale cel sam w sobie.
Myślimy, że wszystko można kupić, tylko z potrzeby kurtuazji mówiąc, że tak wcale nie jest.
Nosimy rzeczy, które określają to kim jesteśmy. Jeździmy na wczasy, które mamy gdzieś, ale trzeba przecież pokazać, że można sobie pozwolić. Zmieniamy auta, które by mogły nam posłużyć jeszcze dobrych parę lat.
Ale nie to jest najgorsze. Najgorszym jest to, że rezygnujemy ze swoich pasji, marzeń w zamian za biurową prostytucję – ośmiogodzinny dzień posługi, wypłata w miarę zadowalająca, i co najśmieszniejsze, my rzeczywiście wierzymy, że to sens naszego istnienia.
Ktoś, kiedyś powiedział, że nie przejmuje się wiekiem emerytalnym, że może on nawet wynosić 100 lat, bo robi to co kocha i tak będzie robił to do śmierci. Jeśli załamuje Cię to, że będziesz musiał pracować do blisko siedemdziesiątki, to najwidoczniej nie robisz tego, co powinieneś i co chciałbyś robić.
Powiedzieć by pieniądze nie przyćmiewały Ci relacji z najbliższymi, byś nie sprzedawał siebie i swojego czasu za zbitki papieru, byś zawsze wybierał wyższą idee od tych nędznych srebrników, łatwo powiedzieć ale …( nie bądźmy przewidywalni ) jeszcze łatwiej wykonać – ot nie frazes.
A za co kupować jedzenie, ubrać się i opłacić rachunki? Przepraszam ale ja pisze o Utopii – i to wcale nie takiej trudnej do osiągnięcia – wystarczy spytać hipisa.
A więc czy potrzebujesz butów za 800 zł? Kup tańsze, a z reszty po trzewikach ugotujesz obiad na tydzień.
Ale, ale. Nie o takim aspekcie pieniądza chciałem. Poza tym jeśli je lubisz, wydawaj bracie, siostro lub gromadź jak węgiel, który gromadziła nasza ziemia. Tylko czy powstanie z nich diament?  Nie. Ale przynajmniej wnuki przehulają.
Pieniądze mają być skutkiem ubocznym, a nie celem naszej pracy, jak ktoś powiedział. Celem ma być praca sama w sobie – kto zrozumie, się uśmiechnie.
Twórz pieniądze; nie pozwól by pieniądze tworzyły Ciebie.

Witaj Czytelniku! Jeśli podobają Ci się znajdujące się tu teksty, to zapraszam do komentowania, udostępniania na fb, lajkowania. Więcej czytelników, więcej tekstów, więcej przyjemności. Pozdrawiam Damian P.

niedziela, 24 lutego 2013

Zdecydujesz się to przeczytać?


               Gdzie zaczyna się każda podróż? Ktoś mógłby powiedzieć, że kiedy wykupujemy wycieczkę w biurze podróży. Ktoś inny, że kiedy jesteśmy spakowani i gotowi do drogi. Ferdynand Magellan zapewne powiedziałby, że punktem rozpoczynającym podróż jest zebranie odpowiedniej załogi i pierwszy ruch śruby okrętowej.
Według mnie, każda podróż zaczyna się u nas w głowie. Zaczyna się od decyzji – Zrobię to!
Niedawno uświadomiłem sobie, jaka potęga tkwi w podjęciu zobowiązania, jakim jest decyzja. Od tej, oczywiście jest odwrót, co nie zmienia faktu, że to właśnie ona, jak nic innego, przybliża nas do celu.

               Człowiek zawsze wie, co ma ZROBIĆ. Wie, KIM chce się stać. Wie, GDZIE chce przebywać. Wie, Z KIM chce być. I wie, co chce ROBIĆ. Dlaczego więc tego nie robimy? Ktoś, kiedyś powiedział, że człowiek to istota, która chce się uczyć nowych rzeczy. Jedynym warunkiem tej nauki jest to, że musi już to umieć. Czyż to nie paradoks? Otóż nie. To zjawisko można wszędzie zaobserwować. Chcielibyśmy nauczyć się języka obcego, ale poddajemy się, bo sobie nie radzimy. Ale przecież to normalne skoro dopiero się go uczymy.
Chcemy być sprawni w publicznym przemawianiu, ale rezygnujemy z tego celu, bo jest zbyt ciężki do osiągnięcia; zbyt się stresujemy. Czyli, chcemy posiąść jakąś umiejętność, bez konieczności pracy nad nią. Najlepiej byłoby gdybyśmy już to potrafili - a to, jak sam wiesz, jest niemożliwe.
Ważne jest jednak to, żeby podjąć decyzję. Jej podjęcie świadczy o tym, że nie tylko chcemy coś zrobić, ale to zrobimy!
Często czegoś pragniemy, ale nigdy nie porywamy się na trud podjęcia w tym temacie jakiejkolwiek decyzji - by nadać marzeniom realny kształt. Podświadomie wiemy, że gdy ją podejmiemy, może nie być odwrotu i czekać nas będzie ciężka praca nad sobą. Więc robimy bilans zysków i strat, i nie decydujemy się na cokolwiek. Tym samym pozostajemy w swojej strefie komfortu, w której jest bardzo wygodnie; tak wygodnie, a zarazem tak nudno, że momentami chce się nam rzygać.
Ale powiedzmy, że podjęliśmy zobowiązanie, do zrobienia czegoś; do stania się kimś; do nauczenia się czegokolwiek. Gratulacje! Zrobiłeś krok pierwszy, którego nie robi nawet połowa ludzi, ale co wtedy? Czy teraz już tylko z górki? Nie. Przyda nam się wytrwałość, którą można zaobserwować u dzieci. Kiedy pierwszy raz wsiadamy na rower, to czy potrafimy przejechać choć metr bez utraty równowagi? Jasne, że nie! Czy to coś złego? Jasne, że nie! Wtedy nie istnieje coś takiego, jak porażka, jest tylko informacja zwrotna: co zrobiliśmy nie tak.  UCZYMY SIĘ. I próbujemy dalej. Jedyne co wtedy mamy, to nieodparta chęć, WOLA osiągnięcia celu! Nie mamy żadnych punktów odniesień co do jazdy na rowerze, nie jeździliśmy na żadnym innym pojeździe tego typu, a jednak staramy się. Próbujemy – upadamy, próbujemy –upadamy, próbujemy – i w końcu jedziemy. Przejeżdżamy 2 metry, które są zapowiedzią czegoś wielkiego.  
Ludzie tak bardzo boją się przegranej; tak bardzo boją się dezaprobaty i wyśmiania, że są w stanie zrezygnować ze swych marzeń tylko dlatego, by uniknąć wytknięcia palcem, czy poczucia, że coś nam się nie udało.

               Kolejną rzeczą, o której należy pamiętać jest to, że jeśli będziemy robić to, co zwykle, będziemy otrzymywać to, co zwykle. Chcemy, żeby nasze życie było wspaniałą przygodą i wyzwaniem, ale najlepiej jeśli nic nie musielibyśmy robić w tym kierunku. Tak się nie da, bowiem jeśli dać komuś innemu zestaw naszych zachowań, przekonań, decyzji, które podjęliśmy, to ta osoba znajdzie się z czasem tam, gdzie my znajdujemy się obecnie. Co to dla nas oznacza? A no, że musimy zmienić nasze zachowanie, jeśli chcemy zmienić nasze życie. Nie da się schudnąć, jeśli nie przejdziemy na inny sposób odżywiania. Nie da się dobrze grać na gitarze, jeśli w planie naszego dnia nie uwzględnimy lekcji muzyki – czyli nie będziemy na niej grać.

               A teraz ciekawostka. Czy wiesz, że decyzje podejmujesz co parę chwil? Przecież zdecydowałeś się, by przeczytać ten felieton; zdecydowałeś, by puścić muzykę na innej stronie, by przyjemniej Ci się czytało - klik i zdecydowałeś się, by w ogóle włączyć komputer. Możesz powiedzieć, że wcale nie podejmowałeś takich decyzji - a jednak. Te nieświadome wybory kształtują nasze życie tak samo, jak ich świadome odpowiedniki. Brak decyzji, to również decyzja: „E, jednak tego nie robię, nie chce mi się, to za trudne”.

               Co więc zrobić? Przejąć kontrolę nad swoimi wyborami! Jedząc czekoladkę wybieramy – chwilową przyjemność, czy szczupłą sylwetkę? Nie idąc na trening wybieramy – lenistwo, czy zdrowie wraz z zadbanym ciałem. Wszędzie są wybory, wszędzie jest walka jednego z drugim.
Uświadomienie sobie, tylko tego, że to my sami mamy całą moc, że tylko od nas należy siła kształtowania naszego życia jest…olśnieniem?
Lubimy bardzo często zrzucać winę na kogoś innego, kiedy wcale tak nie jest. Obwiniamy za nasze życie, za nasze złe wybory innych. Ale czy oni rzeczywiście trzymają sznureczki przywiązane do naszych kończyn? Czy mogą rzeczywiście za nie pociągać? NIE! Zerwij te wymyślone przez Ciebie łańcuchy czym prędzej! Wzięcie odpowiedzialności za swoje życie z jednej strony jest trudne, bo nie ma kogo obwiniać za złe, ale pamiętaj, że druga strona medalu błyszczy się po stokroć bardziej, bo teraz już wiesz, że to Ty decydujesz- nikt inny.
Masz w sobie siłę kształtowania swojej przyszłości! I to wszystko masz pod ręką. To wszystko jest już w Tobie! Ktoś może nam doradzić, możemy kogoś posłuchać, ale czasy niewolnictwa minęły i ostateczny wybór należy wyłącznie do nas – powtórzę: 
OSTATECZNY WYBÓR NALEŻY WYŁĄCZNIE DO NAS.
Nie możemy jednak brać odpowiedzialności za wszystko, co wydarza/wydarzyło się w naszym życiu. Na pewne sprawy nie mamy wpływu. Nie możemy zadecydować, jak w filmie „Mr. Nobody” w jakiej rodzinie się urodzimy. Nie możemy wybrać, gdzie przyjdzie nam mieszkać, jak będziemy wyglądać i co inni ludzie będą myśleć i robić. Zrzuć z siebie odpowiedzialność za rzeczy, na które nie masz wpływu – to takie wyzwalające!
Zadaj sobie pytanie: Czy mogłem tego uniknąć? Nie, nie, nie rozumiesz mnie. CZY NA PRAWDĘ MIAŁEM NA TO WPŁYW, A PRZY TYM, CZY MIAŁEM ZŁĄ INTENCJĘ?
Jeśli odpowiedź jest negatywna, to przestań się samobiczować.
Podejmij decyzję – Przestaję o tym myśleć, i tak nie mam na to wpływu.
Dzięcioł zwany wyrzutami sumienia będzie stukał dziobem o naszą głowę tak długo, aż się przebije i spowoduje jeszcze większe spustoszenie.

               Decyzja to narzędzie, którym dysponuje każdy z nas już teraz. Można ją odnieść do każdej sytuacji życiowej, dlatego nie rozpisywałem się o konkretnych przypadkach, iż za jej pomocą możesz uwolnić się od toksycznej znajomości, czy odwrotnie: nawiązać wspaniałą relację z kimś, na kim Ci zależy. Uświadom sobie, że Twoje życie spoczywa w TWOICH troskliwych dłoniach, jak pisklę, które właśnie wypadło z gniazda. Zaopiekuj się nim, bo nikt inny za Ciebie tego nie zrobi. A kiedyś wyrośnie z niego piękny ptak, który będzie szybował ponad chmurami – tylko dlatego, bo ktoś, kiedyś podjął dobrą decyzję…zdecyduj więc sam, czy chcesz, by Twoje życie zaczęło szybować tam, gdzie zawsze marzyłeś.     

Witaj Czytelniku! Jeśli podobają Ci się znajdujące się tu teksty, to zapraszam do komentowania, udostępniania na fb,  lajkowania. Więcej czytelników, więcej tekstów, więcej frajdy. Pozdrawiam

sobota, 9 lutego 2013

Choróbsko (nie tylko) XXI wieku - KOMPLEKSY!


              Podobno każdy człowiek je ma. Kiedy ktoś twierdzi inaczej, próbuje mu się wyperswadować, że, albo kłamie, albo pewnie sobie ich nie uświadomił, bo przecież nikt nie może być doskonały.
Jaki jest ich cel, patrząc z praktycznego punktu widzenia? Ano są całkowicie niepotrzebne, zupełnie jak wyrostek robaczkowy, czy migdałki, ale zamiast je wyciąć, jak wyżej wymienione organy, pielęgnujemy je, by stawały się coraz większe, a tym samym bardziej nas denerwowały. O czym mowa? Mowa o naszych wrogach na drodze do akceptowania się – o kompleksach. Jest ich tak wiele rodzajów, jak wielu ludzi nosi nasza piękna planeta.
Skąd się biorą? Po co nam one? Czy możliwe jest, by w ogóle ich nie mieć, bądź się ich w końcu pozbyć?

               Kompleks to pewna wrażliwa sfera dotycząca naszej osoby. Ta sfera może dotyczyć naszej fizyczności, naszego charakteru, umiejętności, czy jakiegokolwiek innego aspektu życia. Kompleks to nie umiejętność pogodzenia się z rzeczywistością. Im skrzętniej go ukrywamy, tym mocniej odbije się na naszej psychice, gdy ktoś go wyciągnie na światło dzienne. Stąd przewrażliwienie na jego punkcie, które charakteryzuje jego właściciela.

Jeśli jesteś mężczyzną, nie oceniaj więc kobiet żadnymi skalami, cyferkami. Każda kobieta jest wyjątkowa! Video na ten temat - click.

               Teraz ważne pytanie. Kiedy pojawia się kompleks? Zamknijmy oczy i pomyślmy przez chwile nad tym, analizując przeszłość ( jeśli nie masz kompleksów – w co szczerze wierze! – nie musisz tego robić). Czy kiedy byłeś w szkole podstawowej uważałeś, że masz mało męski zarost? Albo kiedy chodziłaś do przedszkola, miałaś wrażenie, że masz za małe piersi? Odpowiedź znasz. Brzmi ona NIE. Dlaczego podaje tu tak transparentne przykłady?
Bo to pierwszy aspekt kompleksu – są one różne, na różnych etapach naszej egzystencji. Chłopcu broda do niczego nie jest potrzeba, więc nie zaprząta mu ona głowy, tak samo jak nie występuje problem braku piersi u małej dziewczynki.
Możemy się więc go nabawić, kiedy jesteśmy w grupie docelowej jakiegoś wymagania. „Posiadaj kaloryfer na swoim brzuchu!”- krzyczą reklamy siłowni skierowane do dorosłych mężczyzn. „Musisz mieć lalkę, która płacze w ośmiu językach!” – twierdzą producenci zabawek, szepczący swój przekaz do małych dzieci. Kompleksy mają swój target – ale są i kompleksy uniwersalne. To, że nie są one permanentne – od urodzenia do śmierci - świadczy tylko o ich abstrakcji.

               Czy zauważyłeś, że często zdarza się, że znamy kogoś kto ma cechę, którą MY uważamy za powód do posiadania na tym punkcie kompleksu, ale osoba ta w ogóle nie ma z tym problemu, nie przejmuję się tym? Dlaczego?
Tu witamy się z kolejnym, drugim, aspektem kompleksu: Porównywaniem się do… 
Czy mógłby istnieć kompleks spowodowany nieśmiałością, jeśli nigdy byśmy nie wyszli z domu? Raczej nie, bo nie mielibyśmy punku odniesienia – co jest śmiałością, a co nią nie jest. Czy dziewczyna mogłaby mieć kompleks z powodu braku posiadania markowych ubrań, jeśli by nie widziała ich reklam, koleżanek noszących je na sobie? W to również powątpiewam. Kompleks pojawia się bowiem wtedy gdy myślimy: „Powinienem mieć to i to, bo inni to mają, bo ktoś powiedział, że powinienem to mieć lub nie”. Jeśli jednak „tego” nie mamy, albo nie wyglądamy w określony sposób, albo nie zachowujemy się tak ,a nie inaczej, to pojawia się dysonans. Wzorzec został w Tobie tak silnie zaszczepiony, że po pierwsze myślisz, że to Ty go stworzyłeś, a po drugie, kiedy do niego nie pasujesz pojawia się wewnętrzny konflikt. Pojawia się uczucie rozgoryczenia: „Dlaczego wyglądam tak, a nie jak kobieta z czasopisma?”, „Czemu nie mam takiego samochodu, jak mój przyjaciel?” – bowiem gdybyś nie widział o istnieniu takiego samochodu, czy nie czytała czasopism z wyretuszowanymi fotografiami ( miałem styczność z fotografami i retuszerami, których efekty są niesamowite, nawet jeśli wydaje nam się, że zdjęcie jest nie dotknięte programem komputerowym) nie miałabyś odniesienia, a tym samym nie porównywałabyś się do kogoś, kto „to coś” ma lub wygląda w określony sposób.

Ale ucieknijmy lekkim truchtem od reklam i konsumpcjonizmu. Bowiem porównujemy się też do mężczyzn/ kobiet na ulicy, do naszych znajomych ze szkół, z pracy. Tu mechanizm jest identyczny. Kompleks pojawi się tylko wtedy gdy zaczniemy się porównywać.
Jesteś jedynym swoim egzemplarzem, wyglądasz tak, jak wyglądasz, uczysz się nowych umiejętności troszkę wolniej niż inni etc., ale to TY! Taki już jesteś. Gdyby samochody mogły mówić to już słyszę jak nowe Ferrari przyjeżdża do salonu samochodowego i wypłakuje się w ramię sprzedawcy, bo to nowe Porsche jest szybsze, bo ma wyższy moment obrotowy. Sprzedawca mógłby powiedzieć, że i tak jesteś świetnym samochodem, ale biedne auto podniosło by jeszcze większy lament twierdząc, że to nie ma znaczenia, że liczy się tylko prędkość maksymalna.
Gdybyś urodziła się na  bezludnej wyspie z krzywym nosem, to ów nos nie byłby krzywy, nie byłoby problemu do momentu gdybyś nie spotkała innych ludzi, którzy mają „inne nosy” – proste. Dopiero wtedy mogłabyś stwierdzić, po porównaniu się z innymi, że Twój jest...krzywy? Ja osobiście uważam, że Justyna Steczkowska jest piękna, nie pomimo, tylko dzięki swojemu nosowi.
Pytam się więc: KTO POWIEDZIAŁ CO JEST DOBRE!? Bądź sam dla siebie wyznacznikiem. Bądź genialnym samochodem w swojej klasie. Oczywiście stawanie się lepszym jest ważne, nie można przecież spocząć na laurach. Odpowiedz jednak sobie najpierw na pytanie: czego TY chcesz, a czego nie masz zamiaru tolerować. Bowiem dowiedzenie się tego, czego w życiu nie chcemy, oszczędza nam tyle samo czasu, co zdobycie wiedzy na temat tego, czego pragniemy.

               Japonia. Kraj kwitnącej wiśni. Piękny, uspokajający krajobraz, a w oddali malutki budynek – sala gimnastyczna. Zza jej drzwi dobiegają odgłosy najprzystojniejszych i najbardziej pożądanych mężczyzn tego kraju – sumitów. Nie jakichś gibkich karateków czy judoków, ale otyłych mężczyzn pochłaniających dziennie wiele tysięcy kalorii.
Teraz Czarny Ląd i ozdoby ciała będące drewnianymi kołami wsadzanymi sobie przez tamtejsze kobiety w wargi. Czy to seksowne dla europejczyka, tak jak dla afrykańskiego mężczyzny? Nie. Ale tamtejsze kobiety to mało obchodzi.
Zmierzam do tego – o ile sam już na to nie wpadłeś – że kompleks jest subiektywny. Pełni rolę kulturową. Jest odpowiedzią na konwenans, który obowiązuje tylko tu, teraz. Nie ma bowiem obiektywnego wzorca piękna. To co dziś jest piękne, jutro może już takie nie być i na odwrót. Nie było słownikowej definicji, co to znaczy dobrze grać na gitarze – a nawet jeśli by była w latach przed rokiem 1969, to Jimi Hndrix z pewnością by się w niej nie zmieścił. Ale czy to powoduje, że był złym gitarzystą? Wykluczone. On miał swój styl, gitara go wyrażała, to on stworzył zasady, a nie podlegał obowiązującym. Bądź jak on, bądź prekursorem.
Dziewczyna która wygląda podobnie do Kate Moss, a wcześniej by jej nie widziała i nie znała by wiedzy na temat tego, że ów modelka jest ikoną piękna (ja się jednak nie daje przekonać) mogłaby się sobie nie podobać, bo „standardy” są inne. Kiedy jednak widzi kogoś kto nagina te standardy i sam siebie określa, to zaczyna się akceptować. Ale czy musimy czekać na takiego kogoś? Czy nie możemy sami być jak Jimi czy Kate?

               W ostatnich zdaniach użyłem nie bez powodu słowa akceptować, a nie, tolerować. Tolerancja zakłada, że coś się nam nie podoba, ale tolerujemy to z jakiegoś powodu – definicja bardzo zbliżona do definicji kompleksu, bowiem nie lubimy czegoś, ale co począć? – jakoś trzeba z tym bagażem żyć. A stąd już bardzo blisko do nie tolerancji. Świadomie więc napisałem o akceptacji, którą jak znajdziemy dla siebie, odkryjemy się na nowo. Akceptacja, nie tolerancja! A czy Ty widzisz różnicę?
Witaj Czytelniku! Jeśli podobają Ci się znajdujące się tu teksty, to zapraszam do komentowania, udostępniania na fb,  lajkowania. Więcej czytelników, więcej tekstów, więcej frajdy. Pozdrawiam