Kategorie

sobota, 7 czerwca 2014

Wygląd czy Charakter ?

              A teraz to, na co wszyscy czekali! Walka wieczoru! W prawym narożniku osobowość zwana charakterem! Jej mocne strony to empatia, wspólne zainteresowania, inteligencja, uprzejmość ale i pewność siebie, zadziorność i wiele wiele innych. W lewym narożniku powierzchowność zwana wyglądem! Tu mocnymi stronami są ładna twarz, zadbane ciało, i uwzględniając pojedyncze preferencje publiczności zgromadzonej na widowni, poszczególne części ciała w zależności od upodobań. Kto wygra to starcie tytanów? Czy jeden z przeciwników zostanie rozniesiony na strzępy, a drugi odda się błogiemu poczuciu zwycięstwa? Wybrzmiał GONG!

               Czego uczy Cię społeczeństwo? Ano uczy Cię, że mówić iż liczy się wyłącznie wygląd jest płytkie i zasługuje na wybuczenie. Kiedy natomist opśpiewujesz w hymny osobowość drugiej połowy, albo kandydata nań, to żeś człowieku wartościowy.
Eh te podwójne standardy. No to zabawmy się i pomyślmy tak: jaki kolor jest ważniejszy i bardziej wartościowy: czerwony czy niebieski? Co? A jaki TY lubisz? Czerwony? NIE! Ma być niebieski!
Albo tak, czy ważniejszym gatunkiem w kinematografi jest komedia, czy horror? Jak zmierzyć wartość poszczególnych i wydać werdykt o zwycięstwie jednego nad drugim? Tak, masz rację...nie da się. Co nie zmieni faktu, że większość ludzi i tak będzie się starało rozwiązać ten problem przez większość swojego życia.

               Zakładanie, że wygląd jest mniej ważny od charakteru jest bardzo rasistowskie. Oh, bardzo dziś popularne słowo, ale tak w istocie jest. Deprecjonowanie innych na podstawie koloru skóry, pochodzenia, czy orientacji uchodzi dziś za coś złego. Uważać, że kobieta sprawdzi się gorzej od mężczyzny w pracy to seksizm. Uważanie natomiast, że jakoby wygląd miał gorzej się sprawdzić w ocenie "chcę być z tobą" to głupszy pomysł, powinniśmy nazwać – charatkersizmem.
"No bo jest ładna dziewczyna i ona ładna jest, że ładna dla nas w ładności swej, ale charakter ma...ojjj słabiutko." I kiedy jej powiesz: "Nie, dziękuję, ale nie chcę tworzyć związku z kimś kto jest [wybierz cechy, które Ci nie odpowiadają], to jesteś bohaterem, bo stawiasz na osobowość. Więc jeśli powiesz w towarzystwie, że z kimś się rozstałeś/rozstałaś bo ten ktoś był gburowaty, mało inteligentny, bez poczucia humoru to ludzie Cię zrozumieją. Kiedy natomiast powiesz, że zerwało się bo... małe piersi, zbyt duże piersi, mały penis, zbyt duży penis, za chudy, za gruba itd., itp., to płytki jesteś jak Bałtyk przy brzegu, bo stawiasz na wygląd. ON JEST BRZYDKI/ONA JEST BRZYDKA - nie możemy mówić. ON JEST PUSTY/ONA JEST PUSTA - możesz spokojnie głosić. Czego to Cię uczy? Że wyglad nie jest ważny i nie powinieneś na niego zwracać zbyt bacznej uwagi jak w przypadu osobowości. Tak Cię programują! Skąd to wiem?

               Przypadek kobiet. Wszystkie o cechach charakteru mają przypadłość mawiać ale za przystojniakami na ulicy łepki odwracają. Wszystkie opiekuńczość cenią w rozmowach, ale na portalach społecznościowych, na tabletach i w komórkach zdjęcia nie opiekuńczości mają ale panów bez koszulek, z kilku dniowym zarostem i lekko kwadratową szczęką. Czy jest w tym coś dziwnego? NIE! I bardzo dobrze, że panie jednak na całej linii nie potrafią wygrać z naturą. Po to ładny człowiek został stworzony, co by oko mógł cieszyć.


  • "Jestem z nią bo kocha dzieci, jest urocza i wspaniale się śmieje."
  • "A ja jestem z nią bo ma fajne cycki, zgrabny tyłek i człowieku, jak ona wygląda w pończochach samonośnych!"


Dlaczego powiedzieć pierwsze to dojrzałość, a w drugim dupkowatość? Dlaczego jesteśmy charaktersistami?
Odpowiedź pierwsza może brzmieć tak: związek tworzy się na bardzo długo, więc pożądanie z czasem opadnie, zatem wygląd nie będzie miał znaczenia, a ważniejsze będzie to jak będziecie się dogadywać. Piękna wizja, tyle tylko, że jak nie będziecie się pożądać, to i dogadywać się nie będziecie!

Odpowiedź druga może być taka: wygląd przemija. No oczywiście, tak jak inteligencja, odpowiedzialność, czy czułość w związku. 

Odpowiedź trzecia: z ładnej miski się jeszcze nikt nie najadł. Taaaaa, to na następny obiad nie myj talerza skoro naczynie nie ma znaczenia. 

Odpowiedź czwarta: bo pożądaną osobowość można łatwo udawać, a z wyglądem jest zgoła trudniej. BINGO! "Kiedy będę mówił, że liczy się wyłącznie wnętrze, to będę mógł stać się kimś takim, zatem moje szanse będą większe". Oczywiście nikt nikim się nie stanie, co najwyżej poudaje. Poudaje miesiąc, dwa, góra do ślubu, a potem...w zależności od waszego doświadczenia Drodzy Czytelnicy. Wygląd oczywiście też można udawać – po jednym przykładziku: kobiety – pushup'y, mężczyźni – przeszczepy włosów. Ale niestety to udawanie osobowości, a tym bardziej wyglądu wyjdzie prędzej czy później. Tak już Świat skonstruowany, że o zachodzie słońca, tylko prawda nie zostaje utopiona. 

Odpowiedź piąta: kobiety się starzeją – pamiętajmy jednak, że mogą starzeć się przepięknie – więc lepiej dla nich, by społeczność nie ceniła wyłącznie opakowania. No chyba, że ta sama kobieta ma 20 lat, wtedy fuck this shit! I'm fabulous! 

Odpowiedź szósta: dupołowatość mężczyzn. Nie mogę mieć pięknej kobiety, czy pięknej i o cudownym wnętrzu, więc będę mówił, że ten wygląd to aż takiego znaczenia nie ma.

               Dlaczego bycie z nią z powodu jej cudownej osobowości jest szlachetne, a bycie z inną z powodu jej cudownego wyglądu jest niedojrzałe. Czy te normy tworzą zgorzkniali ludzie? W worach się więc na randki umawiajmy! Wynik naszej walki między tymi dwiema siłami zawsze będzie zależał od naszych preferencji. Raz może być 1:0, raz 0:1, a czasem remis 1:1 i dla ładnej buzi i ładnych zakamarków duszy. Teraz tylko pozostaje się udać do biblioteki i poczytać książkę jakiejś mądrej kobiety, a później pooglądać zdjęcia pięknych dziewczyn w internecie. Wilk syty i owca beczy.

poniedziałek, 31 marca 2014

Przytłoczony cudownością.

               W idealnym mieszkaniu mieszkał idealny mężczyzna. Miał idealnie pościelone łóżko, z idealnie wykrochmaloną pościelą. W idealnej pracy zarabiał idealną sumę pieniędzy, by wydawać je na idealny styl życia. Ktoś mógłby powiedzieć: nuda, ale on zwykł mawiać: perfekcja.
               Pewnego dnia zjawiła się ona. Idealna. Ciało doskonałe, bez żadnej skazy. Umysł oczytany, chłonny, otwarty, kreatywny - idealny. Maniery zapierały dech w piersiach, a jej cudowna mowa ciała i ton głosu doprowadzały do szału nieidealnych mężczyzn.
W idealnym łóżku mężczyzny dawała mu idealne orgazmy, by nad ranem robić najsmaczniejsze śniadania jakie mężczyzna w życiu jadał. Były lepsze od maminej, prawie doskonałej, kuchni.

               Czas płynął, a mężczyzna z wiekiem coraz dosadniej zauważał, że on sam nie jest idealny. Nie ma już idealnego ciała. Włosy zaczęła przeczesywać srebrzystość, skóra truchlała się zmarszczkami, a oczy coraz częściej przywdziewały okulary. Wciąż nie panuje nad gniewem, pychą i lenistwem. Świat, który stworzył wokół siebie nijak odzwierciedlał jego wnętrze - poszarpane, okaleczone i naiwne w swej wesołości. Kiedy kurz dnia osiadał na jego barkach, on siadał w idealnie drogim fotelu z lampką wina z idealnego rocznika - 1976, lato było wtedy bardzo wilgotne - i patrzył na swoje szczeliny. Myślał, że z wiekiem wszystko samo się zasklepi, ale się nie zasklepiało. Myślał, że idealna kobieta mu pomoże, ale nie pomogła, mimo, a może przez swą doskonałość. Myślał, że może jeszcze spotka tych, których zobaczyć już się nie da, ale nigdy już nie spotkał W. na swej drodze.

               Czasem, kiedy jego idealna kobieta spoglądała na niego, on wydawał się taki nieobecny.

- Gdzie jesteś idealny człowieku? - pytała.

- Gdzieś daleko, tak mi się zdaje. Gdzieś, gdzie jest inaczej.

- Nieidealnie?

- Tak jakby. Bo widzisz, moje dzieciństwo, idealna kobieto, nie było idealne. Moja pierwsza miłość o idealność nawet się nie otarła. Ale wtedy czułem życie płynące w moich członkach. A teraz? Teraz wszystko oprócz mojego ducha zdaje się być tym, o czym tak głęboko marzyłem i chyba, chyba się myliłem.

- Pamiętaj tylko, że to, iż nie będzie idealnie, wcale nie zmieni Ciebie. Nie daj zapędzić się w kozi róg, w którym zdaje się, że ubóstwo jest odpowiedzią - powiedziała idealna kobieta, cytując wschodniego mistrza.

- Wiem najdroższa, wiem to dosadniej niż mogę to wypowiedzieć, lecz Twoja idealność mnie przeraża, jakby bezdusznością naznaczona. Twe idealne rysy tyle zachwycają, co przytłaczają. Mój strach o Ciebie rośnie, bo ja idealny nie jestem, wbrew temu co Ci się zdaje. Wszystko w Tobie jest idealne. Ale czy piękno jest idealne? Wszytko w Tobie jest poukładane, ale czy jest na miejscu? Wszystko o Tobie już wiem, bo czym idealność mogłaby mnie zaskoczyć? Byłaś kiedyś nieidealna? Powiedz...

- Nigdy. Zawsze byłam, jestem i staram się z całych sił być idealna.

                                                                                                                             dla W.

niedziela, 23 marca 2014

Ptak o trzech skrzydłach.

               Pewnego dnia to wszystko co widzisz zniknie...i jak Ci z tym? Pewnego dnia Twój organizm się podda...wiesz o tym? Pewnego dnia przechodząc przez pasy, kierowca Cię nie zauważy...przykre, prawda?
To, co powinno nas motywować, przeraża nas najbardziej na Świecie. Bo ja i Ty tylko marnujemy tu czas. Marnujemy czas kogoś, kto mógł zbawić to, co widzimy i nad czym załamujemy ręce.

               Tęsknie za komfortowym odrętwieniem mojej jaźni. Wprowadzam się w nie papierosami i alkoholem i innymi ludźmi nagminnie wykorzystywanymi dla mojej rozrywki. Wino miesza się z prawdą, nikotyna z natchnieniem, a seks z miłością. Nie pasujesz tu tak samo jak ja, a jednak i tak masz swoją wyjątkowość za ważniejszą niż moja...i vice versa. Gadulstwo przysłoniło sens słów, jak małżeństwo przysłoniło miłość. Co zostało?

                Unoszę się bezwładnie w głowach innych ludzi, kierowany przez nie-moje normy. Nie-moje autorytety, nie-moje wzory i ideały. I teraz jestem wolny, kolejny raz...jakby to cokolwiek miało zmienić. Wstrzykuje kolejną dawkę akceptacji w żyły gnijące od rdzy stalowych igieł. Odlot nad odlotami - kochają mnie. Błogo. Wilgotno. Rozpływam się. Mogę znów poczuć się dobrze. Mogę znów zapomnieć o sobie...

Foto by Fabio Keiner
              Wypłakuję swe oczy do cna suchości. Nie pamiętam skąd wyruszyłem. Nie pamiętam gdzie mam dopłynąć. Pamiętam tylko co mi powtarzano, a powtarzano: "Nie bój się! Ale uciekaj, kiedy grozi ci niebezpieczeństwo. Musisz się wyszumieć! Ale znaj umiar. Bądź sobą! Ale pamiętaj, że za coś musisz utrzymać rodzinę." Ale prawda jest taka, że więcej nie znaczy lepiej, a jednocześnie mniej nie znaczy szlachetniej. Bo patrząc w górę na gałęzie, wiem, że dwa to idealna ilość. Nie jedno, nie trzy, ale dwa. Odleciał. Mdleję.

              W najgłębszej ciemności Cię ujrzałem, a Ty podarowałaś mi najpiękniejsze spojrzenie jakim mnie obdarowano. Odtąd spokoju ducha już nigdy nie zaznałem. Gonię Cię, ale Ty nie dajesz się złapać. Swoją wzniosłością odcisnęłaś piętno na mojej duszy, kruchej duszy. Mogłaś zapytać! Czemu zrobiłaś to bez mojej wiedzy?! Nie miałaś prawa! Nie chciałem tego! Gdybym mógł wybrać raz jeszcze!...wybrałbym Ciebie...

środa, 26 lutego 2014

Posiedźmy razem w ciszy.

              Siedząca przy oknie dziewczyno, widzę cię, a jakby cię tam w ogóle nie było. Twe ciało spoczywa w tej kruchej formie, gdzie żyły i tętnice dyktują ci rytm, ale twa dusza zupełnie gdzieś indziej. Błądzisz myślami po zakamarkach tego świata. Nie jest dla ciebie wystarczający, prawda? Widzę to po spuszczonej głowie przyklejonej do szyby. Myślisz, że nikt cię nie widzi, a ja patrzę, jak przy okiennych drzwiach odbywasz spowiedź przed sobą. Ty i ja, dwóch obcych na znanej nam planecie.


             Osiągnęłaś to, co chciałaś, ale widzisz marność tego. To Oni chcieli byś chciała tego, a ty nierozważnie im zawierzyłaś. Odpuść na chwilkę, oderwij się od posiadania, a nowe marzenia niech płyną i nabierają i gorzkich kształtów, niepowtarzalnych jak lutowy płatek lodu.

             Przychodzę pod okno na koncert twej zadumy. Cichy to koncert, ale ile emocji wyraża. Szepczące spojrzenie i ciężki oddech poruszający twe szczupłe ciało. Nie potrafię się oprzeć. W myślach jesteś tak mi bliska, że rzeczywistość poznania cię może się okazać tylko gorsza i bardziej rozczarowująca. Bo i w rzeczywistości szukałaś rzeczy, których znaleźć tam nie można. Bo w innym człowieku szukałaś miłości, której też tam nie znajdziesz.

               Codziennie składasz ofiarę ze swojego zmarnowanego dnia. Nie nudzisz się, a jakbyś była leniwa, bo nie robisz tego, co byś chciała. Jakże by pomogło chociaż wiedzieć, co by to miało być, prawda? Rozpuszczone dziecko filmowych szczęśliwych zakończeń. Siła niewiedzy kusi cię, ale nie chcesz się poddać i spokoju zaznać. Coś nie pozwala, coś ciągle podpowiada, że spocząć nie można na tym, co wiesz teraz. To za mało dla ciebie.

               Dziewczyno przy oknie siedząca, jak ci zazdroszczę twojej młodej zadumy. Twej konsekwencji w przyglądaniu się życiu. Blizna za blizną, a ty wciąż szwów się nie lękasz. Za młoda jesteś na spokój ducha, a i sama sobie go nie obiecasz. Rozczarowana rodem męskim dziewczyno. Książka to twój przyjaciel, tylko gdy wiesz, że kłamie ci na każdym kroku. Nie wierz jej. Ona lubi obiecywać i nie dotrzymywać słowa.

              Wodniczko starzejąca się co sekundę, mająca świadomość postępowości nieubłaganego. Poddałaś się już zegarowi i dobrze zrobiłaś. Tyk..tyk..tyk..tyk, i 4 sekundy mniej. Tyk..tyk..tyk..tyk, i o 4 sekundy bliżej. Wiesz to samotna dziewczyno, jak nikt inny. Rozmawiam z tobą, kiedy tak na ciebie patrzę. Mówię do ciebie, a ty słyszysz i odpowiadasz moimi ustami. Dziś w nocy nic się nie zmieni i jutro też rewolucji nie oczekuj. Jeśli rebelia jest w tobie, to jest teraz. Jeśli rebelia jest w tobie, to wybuchnie zaraz.
Samotna dziewczyno, jakże mi twój smutek bliski tego wieczoru...

piątek, 14 lutego 2014

Sexy Valentine's Day.

             Były kwiatki? BYŁY! Były czekoladki? BYŁY! Były misie z czerwoną kokardą? BYŁY! No a czy był oryginalny prezent? A no BYŁ!
Jak więc urozmaicić sobie jeszcze bardziej ten dzień, bądź wieczór w święto Walentego niegrzesznego? Jedno słowo: Kamasutra!

             Prof. Zbigniew Lew-Starowicz – naczelny trybunał siejący zgorszenie wśród kobiecych i męskich ogródków – mówi: "Przeciętny Polak uprawia seks w 3 pozycjach!" To dużo? Mało? Odpowiedź brzmi: to nudno!

             Pozycja misjonarska, od tyłu i na jeźdźca rządzą. Udziwnień nikt nie chce, no bo po co? On nie chce urazić serca swojej wybranki albo innej jej części ciała, a ona nie chce wyjść przed nim na wyuzdaną wampirzyce. No i mamy klops. Mężczyźni często ze swoimi były partnerkami, z którymi w zamiarach nie chcieli brać ślubu, robili "dużo". Mogli profanować ich zakamarki ciała w różnych układach cielesnych. A to taki wygibas, a to taki, byle przyjemnie, ciekawie, podniecająco. ALE! Biała suknia i garnitur i urząd stanu cywilnego – mniej lub bardziej święty. No i jak to? Matce moich dzieci? Mojej żonie? Wybrance mojego życia? No nie wypada! Klapsa dam, ale żeby do łóżka przywiązać, sex zabawkę wyciągnąć? NO NIE WYPADA!

            Ona na studiach. Wyrwała się spod klosza jej tatusia, którego z całego serca kocha, ale że serce ma czasem swoje zdanie, to trzeba było się już wyprowadzić. Duże miasto i ona. Siada więc czarci pomiot dziewczęciu na ramieniu i rzecze: "Spójrz dziewczyno jaki chłopak zdrowy, silny, a jak grzywa mu błyszczy! Idź, daj się porwać, zapomnij się! Młoda jesteś, zasłużyłaś na trochę szaleństwa. Zabaw się kochana!". I tyle ją narrator widział. Popłynęła dziewczyna w ręce wybranka. W tle Bee Gees i Beatlesi, papierochy i woda bardziej ognista niż z Częstochowy. A ona? Co u niej? Ona w objęciach chmur i oblewana blaskiem niekończącego się lata – bo już po sesji. Ale że wszystko co dobre się kończy i wystawia rachunki do zapłaty, trzeba się spakować i wrócić do domku na prerii. A tam, mąż drwal, dobry – bo rodzice lubią, przystojny – bo koleżanki zazdrosne, i bogaty – bo bony z roboty dostaje. A ona – woodstock w głowie musi gasić zdroworozsądkowością. I co? Że niby mam mu się przyznać? Ever!

            I jest ona i on. Grzecznie siedzą na łóżeczku i trzymają się za ręce z szacunkiem i oddaniem. Dzieci w pokojach śpią, kredyt hipoteczny się spłaca, a skarpety suszą się po wieczornym praniu. Aż tu ona z inicjatywą wychodząca, trąca nogą drwala. Drwal zauważywszy ruch żonki, nie pozostaje jej dłużny i nóżkę hyc! w rączkę i pieścić zaczyna. Ale walentynki są! I tylko te 3 pozycje? Patrzy na nią, ona na niego. Oni już wiedzą, że seks na tróję to dziś za mało. Dziś pozwolą sobie na wspomnienia gimnastyki z młodości w alkowach. Na "kwiat lotosu", na "ognisty krąg", na "urzekającego motyla" albo na, uwaga..."odwróconego king konga" – jeśli ktoś zna ostatnią...oj czytelniku niegrzeczny. Jutro znów dzień nudny i jak wiele innych. Ale cóż tam, można pocierpieć. Nasmarować naciągnięte miejsca maścią rozgrzewającą i do zobaczenia...jak najprędzej.

            Kończąc, chciałbym uspokoić wszystkich, którzy boją się o wyczerpanie się wachlarza pozycji. Jest ich podobno około 400. A nawet jeśli to byłoby za mało dla spragnionych ekstatycznych uniesień, to proszę pamiętać o tym, że ten sam posiłek może smakować inaczej w innym pomieszczeniu. I jeśli walentynek już nie ma, to przypominam: Dzisiaj, jutro i po jutrze wieczór i noc również się zjawią...

- "Ja byłam w kinie, na kolacji i jeszcze na piękny spacer mnie zabrał. A Ty gdzie byłaś koleżanko?"

- "Jak odzyskałam już przytomność, to wydaje mi się, że chyba w niebie..."

Zapraszam do pisania komentarzy, dzielenia się swoimi myślami, przemyśleniami, doświadczeniami. Rozmawiajcie pod postami z ludźmi, którzy myślą podobnie do Was. Skąd wiem, że myślą podobnie? Bo jak Wy, też tu trafili i wciąż wracają.

piątek, 31 stycznia 2014

Seks, szuflady i inne duperele.

               Istnieje pewien mit, moje drogie dzieci. Istnieje i jeśli się go szybko nie rozwieje to... no rzesz ja pierniczę! Mitem tym jest seksualność męska i żeńska. I że niby różnią się między sobą. Od razu uprzedzam, że biologia ludzka nie jest mi obca i z grubsza znam się na anatomii. Zacznijmy od takiej zabawy: wypowiedzmy te słowa na głos – penis! Proszę powtórzyć. Teraz mówimy: pochwa! No! Już! Powtarzamy. Orgazm łechtaczkowy! Tak! Seks! Miłość! Seks i miłość! Nasienie! Pośladki! Piersi! Tors!

               A teraz zadanie: wykreśl słowa, które nie pasują do pozostałych. Słowa to: miłość, uczucie, rżnięcie, pocałunek, małżeństwo, wytrysk kobiecy, pot, opiekuńczość, moszna, duchowa koneksja, sutki. Zniesmaczony? Dlaczego? Dlatego:

               W dzisiejszych czasach tak bardzo chcemy rozdzielić dwie życiodajne sfery. Postawić słowo opiekuńczość obok seks oralny? Toż to barbarzyństwo. A jednak słowa te może nie oznaczają tego samego, ale są ze sobą połączone na określonej płaszczyźnie. Dziś powodem nie pójścia do łóżka nie jest brak chęci. Chęci są. Dziś kobieta nie kocha się z mężczyzną, bo nie może. Jej wewnętrzny posterunkowy da o sobie znać, waląc ją po głowie straszną pałką aspołecznego zachowania. W niektórych przypadkach kobiecie,to obietnica związku zapewnia orgazm, a nie sama obecność mężczyzny. Sam mężczyzna i cieszenie się chwilą? No thanks. "Umowa musi być spisana zanim wyjedzie pan z salonu tym nowiutkim samochodzikiem, na wypadek jakiejś kraksy". Ale samochodziki mają to do siebie, że nawet te kupione z podpisaniem umowy, czasem się rozbija, a czasem wymienia się na lepsze. A czasem, jeździ się nimi do końca życia i wspomina się pierwszą przejażdżkę z łezką w oku i akt własności nic tu nie zmienia. Ale samochodziki lubią się łudzić.

               Również nie ma między nami tak wielkich różnic jeśli chodzi o postrzeganie seksu moi drodzy. Niektórzy mężczyźni nie oglądają pornografii. Niektóre kobiety ją uwielbiają. Czasem kobieta nie ma ochoty na seks. Czasem mężczyzna nie ma, ale często boi się odmówić ze względu na strach związany ze spostrzeżeniem go jako niemęskiego - kolejna szufladka. Niektórzy mężczyźni uprawiają seks wyłącznie, kiedy czują coś do kobiety. I proszę nie zrozumieć mnie źle. Nie chodzi mi tu o zakochanie, przywiązanie. To o czym piszę, to walka z mitem, że jakoby mężczyźnie wystarczy pokazać kawałek kobiecego mięsa, a on i tak z ochotą będzie się rozkoszował posiłkiem. Mężczyźni są różni. Jednym to odpowiada, innym nie. Tak jak niektóre kobiety lubią przygodny seks, a inne niekoniecznie. Spalcie umysłowe szufladki!

            Mit, że kobiety nie patrzą na wygląd, a mężczyźni tak? Nie. Są mężczyźni, którzy wyłącznie patrzą na duszę kobiety i są kobiety, które nie mają ochoty rozmawiać z mężczyzną poniżej 190 centymetrów wzrostu. Ma mieć modną fryzurę i dobry garnitur inaczej NO WAY! Ale i są mężczyźni, którzy patrzą wyłącznie na powierzchowność, jak i istnieją kobiety dla których wygląd nie odgrywa roli. Mamy swoją listę wymagań, przeważnie stworzoną w wieku pięciu lat, i kryteria muszą być spełnione przez naszych wkrótce wybranków – nasze kryteria, a nie płciowe.

             Kobiecy orgazm to metafizyka. Męski orgazm to łopatologia.Toż to bzdura. Oczywiście, jeśli mężczyzna przez długi czas wystawiony będzie na stymulację, to ma to sens. Ale z kobietą podobnie. I tak samo z tym co dzieje się w płacie czołowym. Mężczyzna ma wiele stref erogennych, lubi słowa i komplementy w łóżku. Lubi kiedy kobieta jest nim zafascynowana. Lubi dotyk i nie tylko w pobliżu członka. Wcale się tu nie różnimy. ALE! Mężczyzna nie powie kobiecie, żeby zaczęła jeździć palcami po jego plecach, albo całowała brzuch, bo to za bardzo zniewieściałe i prawdziwemu samcowi nie wypada. A kobiety? Lubią być tulone jak Ferbis! Tak, wiele tak. Ale nie wpadajmy w szufladkę "kobiety to lubią". Ugryźć też od czasu do czasu trzeba, a i pociągnąć za włosy nie zaszkodzi. "Ależ to kobieta, te delikatne stworzenia wyrosły na romantyzmie"...taaaaaaa. Ale czasem ogórkowa w piątek, sobotę i niedziele to nie najlepszy pomysł.

               Mężczyzna chce żony i matki w dzień, a w nocy wyuzdanej kochanki. Wspaniale, ale słyszę już narzekania kobiet, że to wymaganie jest trudne do spełnienia. A wasze, moje drogie Panie, o tym, że chcecie mieć prawdziwego samca alfa z siłą tura, który wieczorami poczyta miłosne wiersze, jest? A więc mamy swoje odpowiedniki tych samych marzeń, o ile jeszcze tego nikt nie spostrzegł. Jak widać mamy w sobie wiele sprzeczności. I nie mówię tu o płciach. Ja mówię o osobnikach! O konkretnych egzemplarzach. Nie o NAS, tylko o TOBIE!

              Nasze wyobrażenie na temat rzeczywistości ma to do siebie, że jest nasze. Ale uwierzcie mi, na zewnątrz, tam w Świecie, tam gdzie boicie się zapuścić, dzieją się rzeczy, które mnie i was zaskoczą. Ciężko spalić laurkę, którą kreśliliśmy przez wiele lat życia, ale czasem trzeba, bo stare systemy operacyjne nie współpracują już z najnowszymi urządzeniami i pojawia się często ERROR!

czwartek, 23 stycznia 2014

Śmiercionośny żywot cz(ł)eka.

- Odejdź stąd, jej czas nie nastał. To ja, nie Ty, decydować będę, kiedy ulecę z jej piersi, po wieczności trwanie. Precz mówię!

- Haha, Ty nigdy się nie zmienisz. Nawet przy szpitalnym łożu, nie zrozumiesz, że oni, Cię nie chcą i odrzucać ciągle zamiar mają. Gardzą Tobą. To ja mam więcej do Ciebie szacunku. To o mnie wciąż prawią, nade mną zaduma ich się unosi. Może i jeden wiersz skapnie na Ciebie, ale szacunek w Twą stronę za gorsz się nie panosi. Zapominają o Tobie, jak o nocy dnia wczorajszego, a przecież prócz Ciebie, nie mają ważniejszego.

- Precz mówię!

- Prawdy nie potrafisz zdzierżyć? Posłuchaj, poddaj się, Ty moje bliźniacze odbicie. Mawiają, że Oni się mnie boją! Ha! Toż to Ciebie bardziej się obawiają, tylko biedactwa w ciemni chadzające, sprawy sobie z tego nie zdają.

- Jam jest wyborem, Ty gościem niechcianym, w tym ma przewaga, w tym jest wygrane.

- Tyś wygrane powiadasz? Kończysz się bracie, w niepamięć odchodzisz, to ja trwać będę, czy wać tego chcecie.

- A cóż powiesz na kochanków w miłości brodzących, czyż wtedy hymnów mi nie śpiewają? Czyż wtedy to i mnie nie kochają? Wołają: "Chwilo trwaj!" - a ja trwać jej pozwalam, póki oddech w nich i puls jak dzwon bije, tak długo ja się staram, przy mnie ich podtrzymać.

- To bzdura jest okrutna, i oczy swe otwórz na prawdę jedyną. Oni Cię kochają, boś jest ich utopiją. Tyś kłamstwem jest i marą, słodyczą tak ulotną, bo im się wciąż zdaje, że nigdy w coś nie kopną! Mnie w kochanka objęciach przeklinają, czemuż się pytam? Łudzą się: "Chwilo trwaj!" – a ja przyjdę, może nie ad hoc, ale może za rok, dekadę, ale będę i przyniosę zagładę. Klną na mnie bom Ja prawdą Świata najprawdziwniejszą, gorzką co łzy wyciska, ale co odważniejszą, osobę, fascyjnującą, w noc zajmującą.

- Więc przemądralko, cóż mam czynić i jak się starać, ich losów k'mnie nie oddalać?

- Nic nie poradzisz, to ich jest natura, kiedy mają wybór, wtedy dają nura. Nie chcą Cię wybierać, bo tak im się zdaje, w przerażeniu leżąc, nic im się nie stanie.

- Ale z nią inaczej, w tym łożu leżącą. Ona Cię dotknęła, po policzku pogładziła. W oczy Twe spojrzała i się przeraziła. Wszystko kątem innym więc zmierzyła. Czuje teraz chętkę na mnie, jakiej nigdy przedtem. Mówię Ci więc precz, nie czas. Przyjdziesz po nas w inny raz.

- Dobrze, kłótni to mi nie przystoi, niechaj będzie podług Twojej woli. Tylko mówię Ci od razu, że zapomni, że wyleci jej z pamięci, jak Cię kocha po miesięcy, kilku trwania. Znowu wróci w narzekania.

- Rozumiem co powiadasz i racji nie odmówię – wszyscy prawie oni, tak mnie marnotrawią. Ale mam nadzieję, nadzieję po wiek wieków, że ona jedna, całej reszty nie zmarnowi.

- Do tego co żeś rzekło, słusznie powiedziałoś, że nadzieje masz trwającą, logice choć przeczącą. Ja do tego, com wyrzekła, że zmarnuje, nie doceni, wartość skarbu jej uleci, ja mam pewność, nie nadzieję. Na Twą prośbę Ci przystanę, mówię dziewce do widzenia, lecz ja przyjdę, ja się zjawię, ukazać jej przy końcu, że głupot nie prawię. I zapłacze, czy to dziś, czy za dekad parę, że zapomniała o Tobie, a wybrała zamrę, mimo że z bliska doświadczyć mnie było jej dane...


Zapraszam do pisania komentarzy, dzielenia się swoimi myślami, przemyśleniami, doświadczeniami. Rozmawiajcie pod postami z ludźmi, którzy myślą podobnie do Was. Skąd wiem, że myślą podobnie? Bo jak Wy, też tu trafili i wciąż wracają.

niedziela, 19 stycznia 2014

Zbyt dużo słów, to zbyt mało treści.

Stuk, stuk – rozległ się głuchy odgłos pukania w stare, nadszarpnięte czasem drzwi Pantego.

- Wejdź chłopcze, czekałem na ciebie.

- Nie przeszkadzam ci? Tak bez zapowiedzi przychodzę, zdając sobie sprawę z braku mej ogłady.

- Hmm...czy przeszkadzasz? Akurat jestem zajęty życiem, a że jesteś jego częścią, jak wszystko co się w ciągu dnia przydarza, to nie, bynajmniej.

Młodzieniec uśmiechnął się i zaczął:
- Drogi przyjacielu, mam nadzieję, że niezbyt długi temat podejmuję, ale spać nie dają memu duchowi myśli w głowię się lęgnące. Bo czy to zakochanie? Czy nie? I co do diaska powinienem wtedy czuć?

- Haha, toż to proste pytanie i łatwa odpowiedź na nie. Usiądź i posłuchaj. Zakochanie to mandarynek stos cały, któreś kupił i którą każdą z kolei oddałbyś dla niej za nic, w jej posiadanie. To kąpiel dzielona, kiedy głowę myjesz jej pianą, spłukujesz, acz uważasz, by piana nie dostała się do oczu wrażliwych, bo gdyby szczypać ją miało, ból czułbyś nieswój, lecz nie mniej prawdziwy. Zakochanie to dumanie jak uszyć dla myśli słowny kubraczek oplatający niewypowiedziane. Ale to i strach. Strach przed nienazwanym. A jednoczas zaczynem braku strachu nieprzebranym. I zakochanie to jej perfumy, jej szczotka do zębów, co nocowała w twoim domu. Jej flakony na lustrze, rozgardiasz w torebce, jej szpilki rzucone i słowa, które przez sen, kiedy obok ciebie leży, szepce. Zakochanie to spoglądanie na nią, kiedy ona nie patrzy. To kubek z kawą. Ale nie kubek byle to jaki. To kubek z kawą przy tobie pity, przez nią, ze smakiem bezspiesznym. To odcisk szminki na papierosowym jest filtrze. To jej pieprzyki i znamie. To twój brak apetytu i insomnia przytulna. To nie ty, ani ona. Nawet nie wami to nazwać by można. To mgła, promień światła, woń, czy wiatr ulotny. Niedotykalne to jest. Zakochanie to gniew na nieproszony poranek, który bezczelnie przypomina o koniecznościach dnia codziennego, tak nieistotnego wczorajszego wieczoru i wczorajszej nocy.

- Pięknie mówisz, ale czym ono jest w swej istotowości? Na głębi niezmierzonym poziomie?

- Com powiedział, tom powiedział. I basta!

Zapraszam do pisania komentarzy, dzielenia się swoimi myślami, przemyśleniami, doświadczeniami. Rozmawiajcie pod postami z ludźmi, którzy myślą podobnie do Was. Skąd wiem, że myślą podobnie? Bo jak Wy, też tu trafili i wciąż wracają.

wtorek, 7 stycznia 2014

Jesteś nieprzystosowany? Bądź z tego dumny!

              Mówi się, że to nie dobrze być introwertykiem. Że kiedy jesteś zamknięty na Świat, to bardzo źle, nietaktownie. No bo Świat się Tobą interesuje. Interesuje się Tobą w pytaniach rodziców "co tam", "jak w pracy". Interesuje się Tobą ciekawską ciocią, której bardziej zależy na Twoim, jeszcze nawet nie w planach, potomku, niż Tobie. Świat Cię potrzebuje, bo kto kupi te wszystkie produkty, kto wypróbuje wszystkie perfumy i koszule, skosztuje tych wszystkich sosów pomidorowych, przymierzy te wszystkie garnitury – byłeś w sklepie, widziałeś ile tam tego? Świat się bez Ciebie nie obejdzie, zapadnie się, zginie.

             Melancholia jest zła, bo...tak. Bo to źle, kiedy dotyka Cię refleksja na temat tego, co Cię otacza. Na temat tego, że rozmowy, które codziennie przeprowadzamy nic, a nic nie wnoszą do naszego życia, mimo że mamy tak wielką nadzieję, że dzieje się inaczej. Masz funkcjonować jak robot. Nie zastanawiać się nad obranymi celami, bo a nuż dojdziesz do tego, że to nie Ty je wybrałeś. Że nie chcesz być prawnikiem, lekarzem? Skończ, przecież musisz coś w życiu robić! Marzyciel się znalazł od siedmiu boleści.

              Zaduma jest zła, bo możesz zrozumieć, że strach, który paraliżuje każdy twój czyn, determinując asekuracyjny ruch, jest wyimaginowany. Jest naleciałością z dzieciństwa, kiedy to byłeś zależny od tak wielu ludzi, czynników i idiotów. Może przecież do ciebie dojść, że boisz się usłyszeć negatywną opinie od ludzi, którzy nie są warci złamanego grosza. Którzy sami nic nie osiągnęli. Którzy są już martwi, mimo że ich życie się jeszcze nie skończyło. Jednak skończyło się w momencie pójścia na kompromis z samym sobą. Teraz chcą byś również popełnił samobójstwo, jak oni przed kilkoma laty. To ludzie, którzy pytają co będzie po śmierci, zapomniawszy jak jest za życia. Eksperci od umierania. Pogrzebani w trumnach wypełnionymi przedmiotami i ludźmi, tym co znudziło im się tak szybko, jak szybko się pojawiło. Ale rozsądek wziął górę i...spoczywajcie w pokoju, tylko nie kręćcie się w moim pobliżu.

               Refleksja jest nieużyteczna, bo przestaniesz się sprawdzać w roli, jaka jest ci już przeznaczona. Już przed twoimi narodzinami rodzice zadecydowali kim będziesz. Zdecydowali jak będziesz się ubierać, zachowywać, jakich słów używać, jaki światopogląd będzie obok Ciebie spacerował w trakcie twojej przygody na Ziemi. Porzuć refleksję i nie przyprawiał mamy i taty o zawał serca ty bezduszny, myślący wyłącznie o sobie gnojku. Jak możesz tak postępować?! To oni dali Ci życie! Mają prawo zrobić z Tobą co chcą! Rozumiesz baranie?! Że to oni są egoistami, kiedy chcą żebyś robił to, co im sprawia przyjemność? Mówiłem do cholery, żebyś przestał mędrkować!

               Widzisz, bo mogą Cię wsadzić w kaftan. Bo oni mają normy. Mają normy jaki jest normalny obywatel i jeśli ktoś nie pasuję do wzorku to CIACH! I Cię nie ma. No bo po co kolejny socjopata? To pomoże gospodarce? Rachunków to nie płaci, na utrzymaniu innych ciągle jest, nie goni za marzeniami wielkiego brata, to po co to, na co to?

               Czy nie możesz się trzymać definicji słownikowych? Wszystko jest takie proste, nieskomplikowane. To czarne, to białe. Nie ma szarości. Że zło to kwestia zamiaru? Że kwestia intencji? Że niby jak ktoś zabije dla zabawy to złoczyńca, a jak w samoobronie, to dobrze uczynił? A może rzeczywiście to wszystko nie takie oczywiste i proste, może...MÓWIŁEM! Przestań rozmyślać! Wszystko jest jasne i proste! Po co się pchasz w ręce psychiatrów?! Na co Ci to?!

              Ilu jest sąsiadów, którym mówisz dzień dobry, bo tak trzeba? No policz na paluchach! Wielu, jak nie większość. No ale trzeba! Trzeba utrzymać sztuczne konwenanse. A ile smsów z życzeniami szczerze słałeś? A ile, bo "tak trzeba"? A może już w ogóle nie wysyłasz życzeń? Może, a może nie. Nie przejmuj się, bo gdzieś tam jest dla Ciebie miejsce. Pewnie nigdy go nie odkryjesz, ale zapewniam cię, że istnieje. Panuje tam atmosfera o jakiej zawsze marzyłeś. Jest idealnie. Ale idealnie dla Ciebie, nikogo innego. Bo jesteś wyjątkowy. Ale cóż z tego, skoro i tak Ci się nie chce go szukać? Wiem, wiem, przecież ciągle marzysz o tym miejscu gdzie w końcu zrealizujesz wszystkie swe palny. Ale tylko marzysz. Wiem, wiem, że teraz przecież nie możesz. Ale wiem też, że później również nie będziesz mógł. Wiem, wiem, że jesteś przecież wyjątkiem, któremu się uda. Ale wiem też, że wszyscy jesteśmy wyjątkowi i nic to nie zmienia. Tak, wiem że wszystko się kiedyś zmieni, że wszystko zacznie się układać tak, jak tego zawsze chciałeś. Tak jak sobie to wyśniłeś, że się uda ot tak. Wiem, wiem, przecież oglądałem bajki tak jak Ty.

                W samym środku mego serca siedzieliśmy. Spoczywaliśmy w pajęczynach utkanych z naszych nadziei. Zapatrzeni w siebie czuliśmy jak wiatr głaszcze nasze młode twarze. Młode, bo kiedy znajdujesz to, czego usiłowałeś dosięgnąć całe życie, czas kamienieje i nie ma zamiaru iść już do przodu. Niczego nam nie brakowało. Bez głodu, osądów, bólu tak mijały dni, które każdy człowiek ma skrupulatnie wyliczone na samym początku życia. Szczęściarze mają ich więcej. I nigdy nie wiesz, czy to ostatni raz, więc nie warto się zastanawiać, tylko brać garściami to, co może za chwilę zniknąć. Stopą mnie trącała ze swojego hamaka. Najpiękniejszą stopą jaką widziały moje oczy. I uśmiechała się do mnie. Uśmiechała się do mnie najpiękniejszym uśmiechem jaki w życiu widziałem.
- A jeśli to zniknie? A jeśli ona odejdzie? Jeśli to wszystko mi odbiorą; jeśli ona odbierze?
I tak sen dobiegł końca. Sen się nie rozpoczął. 

Zapraszam do pisania komentarzy, dzielenia się swoimi myślami, przemyśleniami, doświadczeniami. Rozmawiajcie pod postami z ludźmi, którzy myślą podobnie do Was. Skąd wiem, że myślą podobnie? Bo jak Wy, też tu trafili i wciąż wracają.

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Kobieto! Daj dupy pisarzowi!

               Tyle pięknych kobiet nosi ten Świat i o żadnej nikt nie będzie pamiętać za jedno, góra dwa pokolenia. Smutna sprawa, tym bardziej, że kobiety są solą ziemi, tej ziemi. Oczywiście, kobiety czyli płeć dla mnie przeciwna, a nawet przedziwna. Jednakże pomimo tej tajemniczości, a nawet irytującej niemożności odgadnięcia ich natury, są zbyt uzależniające. Sama samica, nic szczególnego. Trochę dobrze upakowanego mięsa, cycek jeden, drugi. Pupa. Szparka zwana cipką. Ale są i te ruchy, te nastroje, ten magnetyzm zwierzęcy - no nie sposób się nudzić. Niczym zapałki odpalające lont, który niechybnie skutkuje męskim wybuchem. Z pożądania, z chęci zawładnięcia, z chęci zatracenia się w was. Inspiracja! Inspiracja! Inspiracja do włożenia sobie sznura na szyje albo... napisania książki?

               Jak już wspomniałem, urokliwa jest kobieta, a szczególnie ta interesująca, bo i są nudne tak bardzo, że i szkoda było marnować na nie DNA, ale cóż zrobić, z chłopami podobnież. No ale wracając do rzeczy czyli kobiet. Te inspirujące  bowiem zasługują na nieśmiertelność. I nie chodzi mi tu o tytuł najlepszej mamuśki od lepienia pierogów czy innego prawilnie funkcjonującego stereotypu. Każda kobieta, byle nie ta najpiękniejsza – ta jak się okazuje jest nudna, ale wyjątki też się zdarzają – jest na swój sposób interesująca. Tak jak podobno, każda jest piękna. Oczywiście, jednak jedne są mniej, inne bardziej. I tak samo z ich duchem. Jedne bardziej inne mniej. No nic nie poradzisz. Z sexappeal'em trzeba się urodzić. Z charakterem też. Można nauczyć się seksownie poruszać, mówić, kokieteryjnie pić drinka ale to nie sexappeal, a zwyczajnie nabyte umiejętności salonowe. Wyżej wspomniany przymiot się albo ma albo matka przy poczęciu nie poczęstowała. I tak samo z mężczyznami – jedni tę charyzmę mają nawet w samych gaciach, nawet dziurawych, a inni w najdroższym garniturze – no niestety nie.

               Więc te kobiety. I ten romans. I to pisanie. No bo czy od razu pisarz? Skądże! Może być i muzyk, a i malarz. Byle nieśmiertelność zapewnił kobiecie, która na to zasługuje. Ile się słyszy jak to Beatelsi czyli McCartney czy Lenon pisali dla konkretnej niewiasty. Albo jak Keith Richards z Rolling Stones'ów dla swojej ówczesnej dziewczyny tworzył piękne ballady co hitem się stały i zostały po dziś dzień. A z takimi malarzami to samo. Obraz czy drogi czy niezauważony przez świat sztuki, ale jest. Wisi gdzieś albo leży w piwnicy u kogoś i może kiedyś zawiśnie: to w domu na ścianie, albo w muzeum. I ta tajemnica. "Co to za dziewczyna na tym obrazie?", "Czy to żona malarza, albo kochanka, a może zwykła modelka, co przyszła, rozebrała się do aktu i ją beznamiętnie namalował? A może wprost przeciwnie i z namiętnością w pędzlu kreślił jej kształty na płótnie?". Nieważne odpowiedzi. Ważne pytania, bez możliwości weryfikacji.

               A i z pisarzem jest podobnie, podobno. Ale jest warunek. Albo musi dojść do rozstania, albo do ognistego romansu. Gryzienia, płaczu, rozmazanej szminki, urwanych guzików w koszuli, wyrzutów z zazdrośnie noszącej się miłości. Wtedy to się pisze! Słowa same kleją się do kartek. Byle wulkan! To musi być wulkan! Meteoryt uderzający w planetę. Księżyc spadający do oceanu. Wybuch Słońca widzianego z piaszczystego brzegu! Ale wulkanów tak mało, tym bardziej czynnych - ciężkie życie geologa. No albo po romansie, mniej ciekawym, opisze z wyrachowaniem zamiast pięknego, najgorsze bo i tak po wszystkim. A temat musi być. Nawet nie tyle na sprzedaż, co na samą przyjemność retrospekcji z atramentem i papierem w tle.

               Bo artysta zawsze będzie miał przewagę nad żywicielem rodziny i kobiety. Artysta to mrzonka, ulotny pył wyobrażeń rzucanych na grajka, malarza czy innego piśmiennego z polotem. Z nim się mówi o poezji, długo jeszcze po tym jak godzina policyjna wybije. Z nim nie ma mowy o robieniu zakupów czy o problemach w jakiejś tam pracy. Z artystą żyje się teraz, tutaj. W bajce napisanej dla niego i dla ciebie kobieto. Wiesz, że może nie utrzyma ci dzieci, wiesz, że zbyt pochłania go pasja, niejednokrotnie trawiąca jego mózg, wiesz, że pełno się bab kręci, a i on nosem nie kręci, ale tak ma być! Toż tak wygląda ten scenariusz i na niego się godzisz. A jeśliś jest kobietą "wyjątkowszą" od innych, to on zauważy i zaznaczy twą obecność w historii. Bo o to chodzi. W Grecji tej starożytnej, były muzy i to nie bez powodu. Każdy inspiracji potrzebuje. Sztuka bowiem na emocje ma oddziaływać, więc z emocji powinna być zrodzona.

               Ale dziś wszystko nudne, szaro-bure, jakieś takie...nijakie. Wszędzie konsekwencje widzimy i to przeważnie te negatywne. No i nie chce się zostać do późna, bo do pracy trzeba wstać rano. Nie chce się zapomnieć, bo co sąsiadka pomyśli, kiedy tak krzyczeć będę wniebogłosy. Jeszcze na policje zadzwonią, że mordują kogoś. Tarzać się w śniegu? Po co mi to? Kataru nie chce. Spacerować w lato o 4 nad ranem po rynku małego miasteczka? Żeby mnie okradli? A jeśli on, no ten jegomość artystrzyk, nie polubi, zawiedzie się? Oh, jeśli te pytania w głowie ci kołaczą, to zapomnij. Nie będziesz uwieńczona, bo i po co? Prozy życia nikt nie chce. Ekscesów, wygibasów, żonglerki – i to, kobieto żonglująca, niebojąca się, zostanie na obrazie w postaci nut zapisane.

               Zostań inspiracją dla niego. Może i być to hydraulik, który uszczelki będzie zakładał w kształt twojego uśmiechu. Taką pamiątkę trwającą do pęknięcia rury, po waszej miłości, gdzieś, pod czyimś zlewozmywakiem zostawi. Ale czyż wiersz nie piękniejszy? Może sonata? Pejzaż z malutką kropeczką na łące. Kropeczką będącą tobą, i nie ważne, że nie rozpozna nikt, ważne że z intencją twórcy, to ty zawsze tam będziesz siedziała...długo, długo po swojej śmierci.

               "Bo babcia też była młoda i w niej się kochali. Bo babcia też na obcasie chadzała i skrycie uśmiechała się, kiedy bezczelni chłopcy za nią gwizdali. Babcia nogi miała piękne, skórę alabastrową i usta czerwieńsze niż ty dziecko masz teraz. Bo czerwone od miłości, a nie od szminki. Kochanie, nie wierzysz babci? A to wszystko w wierszach, nie twojego dziadka, a takiego gołodupca, artysty, co na przeciwko mieszkał, jest wciąż zapisane. Cała ma młodość uchwycona w piękne słowa. Młodość utrwalona. Młodość, której fotografia by lepiej nie oddała. Młodość na wieki wieków spisana, przez niego, dla mnie, o mnie, na zawsze..."

Zapraszam do pisania komentarzy, dzielenia się swoimi myślami, przemyśleniami, doświadczeniami. Rozmawiajcie pod postami z ludźmi, którzy myślą podobnie do Was. Skąd wiem, że myślą podobnie? Bo jak Wy, też tu trafili i wciąż wracają.

środa, 18 grudnia 2013

Umowa związkowa, krótkoterminowa.

               Nikt nie chce wiązać się umową na dwa lata, nie wspominając o jeszcze dłuższym czasie pozostawania w sidłach, powiedzmy na to, operatora. I jak to z rzeczonymi operatorami bywa, czekają na nas z ich strony różne inne możliwości. Dzwonić przecież trzeba, ale żeby od razu abonament? Coś lżejszego proszę! Mix. Czy ja wiem...W końcu to też jakieś obowiązki. A to doładować muszę za określoną sumę, a to w określonym czasie muszę tego dokonać. No niby lżej, ale to nie to. Coś innego proszę. Że na kartę? I płacę tylko wtedy, kiedy zachce mi się dzwonić? I że niczego podpisywać nie muszę? No, no, toż bardzo ciekawa oferta...

               Ciekawa oferta bo i życiowa. Ale że życie łatwe nie jest i że nigdy nie spełni naszych oczekiwań, to czasem musimy się poddać temu, co podsuwa nam los. Ową telekomunikacyjną filozofię można coraz częściej zauważyć w naszym życiu uczuciowym. Każdy chciałby miłości, uniesień, spacerów, przygód, wspaniałego seksu itd., ale... czy ja wiem. Jeśli by zrobić rewizję tej pięknej wizji to kupa wyrzeczeń się z tym wiąże. No bo przecież teraz jest fajnie, miło i przytulnie, nawet w samotności. Taki singiel weźmy na to. Robi co chce, kiedy chce, jak chce, z kim chce, o której chce i tłumaczy się tylko, no właśnie, nikomu. Niby w skrytości serca marzy o cudownej miłości ale czy aby na pewno?

              W czasach prehistorycznych, jeśli założyć, że rzeczywiście od tego małpoluda pochodzimy, nie było miłości romantycznej. Piękny domek zastępowała jaskinia. Labradora o lśniącej złoto sierści zastępował co najwyżej dinozaur na wzór Dina z Flintstonów. A kwiatki na randce...maczuga. Skąd się więc wzięło to piękne wyobrażenie o miłości? Skąd wzięto pogląd, że miłość to łąka, po której zmierzają nasze nagie stopy wprost w objęcia księcia, czy księżniczki? A no polecam "Perwersyjny przewodnik po ideologiach". Niestety nasze piękne wizje zostały nam narzucone przez filmy, książki, poezję i cudowne legendy. Nie było tu naszego wyboru. Tak jak Bruce Willis w normalnym świecie zginąłby po pierwszej scenie ze "Szklanej pułapki", tak w "Masz wiadomość" Tom Hanks spieprzyłby pewnie sprawę z Meg Ryan. Ale my nie chcemy w to wierzyć! Chcemy być oszukiwani przez kino, powieści, mimo że w głębi siebie wiemy, że to jedna wielka fikcja. Chcemy mieć te cudowne wyobrażenia na temat męskości, kobiecości, no i co za tym niechybnie idzie, miłości.

               No dobra ale co zatem z porównaniem procesu lokowań naszych uczuć do poczynań przedstawicieli telekomunikacji. Coraz rzadziej chcemy się deklarować, i coraz szybciej dochodzimy do wniosków: "to nie to". W dzisiejszych relacjach damsko męskich istnieje swego rodzaju syndrom biegunki: często, a rzadko. Dużo partnerów, bylejakiej jakości, byle dużo i nie na długo. Bo im krócej, tym więcej. " Bo jak dajmy na to, ktoś do ciebie dzwonić chce, i przychodzić na kolacje, co ugotujesz mu, to ty byś chciała, ale nie chce ci się". I jak dalej śpiewa żółty gość w reklamie: "Dlatego długoterminowa umowa nie interesuje mnie".

               Czy to coś złego? Nie wiem. Czy to coś dobrego? Nie wiem. Bo jeśli założyć, że wmówiono nam romantyczną monogamie, to zjawisko ma sens. Jeśli natomiast poczynić założenia odwrotne, że od małpoludów monogamie wyssaliśmy z DNA, to czy ja wiem, czy to takie dobre w dzisiejszych czasach?
Skupmy się wiec na samym zjawisku. Coraz więcej partnerskich relacji. Za tym idą partnerskie rozmowy. Za tym partnerskie życie. I tak mamy zamiast kochanków partnerów. On wykastrowany, bo poprawność polityczna nie pozwala mu być mężczyzną. Bo on by chciał decydować, wziąć tę babę i czasami nią "potrząsnąć", żeby ona wiedziała, że przy nim może przestać histeryzować i się bezpiecznie poczuć. Ale nie wolno. Sfeminizowane kasty kobiet nie pozwolą. I to samo z kobietami. Coraz bardziej samodzielne, wyzwolone, niewstydzące się wibratora na półce w sypialni. To wspaniale, ale spotkać w dzisiejszych czasach mężczyznę, który udźwignie tego rodzaju twardą kobietę – łochocho. A zatem skoro związki to szarobure relacje, to jak w nich wytrzymać dłużej niż 2 miesiące seksu? Znudzi się. Znudzi się prędzej czy później. No i wydaje nam się, że następny chłop, czy baba będą lepsi. Nie będą! No dobra może będą, ale w lotto też podobno jest szansa wygrania – czytelniku, wygrałeś kiedykolwiek?

               Okres do momentu deklaracji: "jesteśmy parą", wydłuża się. Nikt nie chce się wiązać z kimś kogo nie poznał na tyle, żeby umowę podpisać. Czas do defloracji coraz krótszy. Szukamy czegoś i nie wiemy co to jest. Mamy tam jakiś zarys, jakieś widmo jak to powinno wyglądać ale. No właśnie. Z czasem coraz bardziej rozczarowani i rozgoryczeni. Jedynym ratunkiem są przelotne znajomości, które nie oczekują od nas jakichś wyrzeczeń, i motyli w brzuchu. Tracimy nadzieję i z żalem do miłości mówimy jej:  "Spadówa". Jeśli to nie działa, to czas się bawić. Ale. Po jakimś czasie dostrzegamy, że zasada Często, a rzadko – wcale się nie sprawdza. Może i przyjemna ale nieskuteczna. Jej się wydaje, że chce być wolna, chce odpocząć od facetów i do niczego nie są jej potrzebni ci owłosieni neandertalczycy. Może i tak...miesiąc? Dwa? "Mientkie" udaje twarde, a twarde wcale nie jest – po co udawać? On chce z kwiatka na kwiatek, bo koledzy piątkę przybiją. Bo seks taki wspaniały, jak na filmie pornograficznym. No nie, te filmy jak romansidła dla pań to fikcja. Wyłącz film, bo wtedy nie rozczarujesz się, kiedy prawdziwe życie przyjdzie ci przeżywać. "Seks w wielkim mieście" kazał ci być jak nowojorska pisarka – mieszkasz w Sieradzu – zapomnij. "Californication" kazało ci być jak nowojorski pisarz mieszkający w Cali – mieszkasz w Żyrardowie – zapomnij.

               Ludzie dziś wiedzą jedną rzecz – że nie chcą się deklarować. Nie wiedzą natomiast czego chcą. Wolą biegać w kółko jak kurczak z odciętą głową. Jeśli chcesz tego, bo doszedłeś do tego po głębokiej analizie – ok. Jeśli chcesz tego, bo nie wiesz czego obecnie chcesz – też ok. To konsekwencja wzrostu świadomości kobiet, ale i mężczyzn. Wybierz to co jest dla ciebie najlepsze. Wypożycz i przetestuj. Jak się nie spodoba – oddaj! Jazda próbna jeszcze nikogo nie zabiła. Nie ulega jednak wątpliwości smutny fakt, że wszystko dziś jest jednorazowe. Jednorazowe kubeczki na kawę, jednorazowe chusteczki, jednorazowe reklamówki na zakupy i jednorazowi ludzie z jednorazowymi relacjami. A co to będzie w XXII wieku?

wtorek, 3 grudnia 2013

Jestem tym, kim oni chcą, żebym dla nich był.

               Tyle ról społecznych na naszych barkach; tyle możliwości zachowań w różnorodnych sytuacjach; tyle wielości kontaktów międzyludzkich. Jestem synem, człowiekiem, zarazą, pracownikiem, grajkiem, ojcem, klientem. Jesteś córką, żoną, szefową, matką, studentką, wariatką, miłostką. Ale w tym morzu naszym możliwych być, gdzie jest czas na bycie samym sobą? Gdzie jestem tym, kim jestem i gdzie jestem, kiedy mnie nie ma, kiedy odgrywam teatrzyk przed ludźmi mniej czy bardziej znaczącymi? Czy jestem wypadkową wszystkich tych masek, czy może gdzieś, na dnie zakurzonej świadomości leży moje prawdziwe ja, uśpione od tak wielu lat, że nawet nie śni już o przebudzeniu?

               Przychodzisz z pracy, uczelni, szkoły i jesteś zmęczony. Zmęczony udawaniem tego, kim nie jesteś. Uśmiechniętego bałwana. Świątecznej maskotki w brokatowym kubraczku. "Jutro będę sobą, nie będę nikogo zabawiał. Nie będę na siłę rozpoczynał rozmowy, która utknęła gdzieś w intelektualnej biegunce rozmówców". Niestety, nie uda ci się. Zapomnij o tym, jak o swoich marzeniach. Kiedyś byłeś, ale teraz w siatce socjalnej i kapitalistycznej machinie powiązanej infantylną empatią wisisz w próżni z innymi wypranymi z {ja} ludźmi. Będziesz błądził i pukał do drzwi jaźni, ale nikt nie otworzy. Kwiaty, których nie podlewasz, usychają. Ludzie, których nie odwiedzasz, odchodzą pod twoją nieobecność.
"Tak bardzo chciałbym być sobą! Kiedyś przecież będę!". Nie, nie będziesz. Dlaczego? Bo nie wiesz kim jesteś, więc jak możesz być sobą? Bądź jak baba czy chłop z telewizora. Oni mają pomysł na siebie – w końcu PR-owcą trzeba za coś płacić. A ty? Mały, nieznaczący glon w morzu obfitości. Że niby się liczysz dla kogoś? I że na prawdę w to wierzysz? Więc chcę od ciebie receptę. Ty nie jesteś nawet problemem dla innych. W momencie, kiedy przestajesz z kimś rozmawiać, ty przestajesz dla kogoś istnieć. Twój czas antenowy kończy się wraz z twoją ostatnią wypowiedzią: "Do widzenia". Okrutni ci ludzie, bezduszni. Tacy my wszyscy, połykacze powietrza.

               Autorytetem dla dziecka mam być. Z przyjaciółmi głupoty robić, by poznać smak krawędzi człowieczeństwa. Tłumić swoje popędy i oszukiwać innych, że zgubiłem je po drodze na ślubny kobierzec. Jesteśmy niepijącymi alkoholikami swojego jestestwa. Ciągle jesteś sobą, ale nie możesz zacząć, bo jeśli zaczniesz, wszystko co tak mozolnie tkałeś swoimi spracowanymi, głodnymi dłońmi, przepadnie. Nie mów mamie coś narobił. Nie mów ludziom, że ich nie znosisz. Nie mów profesorowi, że lepiej by się sprawdził w wypasaniu kóz. Nie mów, nawet tak nie myśl. Tłum to w sobie. Przecież nie wybuchnie, prawda?
Jeśli raz zacząłeś nie być sobą, ciężko odłożyć ten narkotyk. Udajemy bowiem wszędzie. Nazwij to kurtuazją, status quo. Gdyby tego nie było, to cała cywilizacja by się rozpadła, związki międzyludzkie rozsypałyby się tworząc pustynię samotności. Może, a może nie.

               To kogo mam udawać? I dla kogo mam udawać? Bo że niby męski mam być? I napinać swą muskularność dla sprostania oczekiwaniom niewiast? Albo mam udawać niezainteresowanie, kiedy bardzo zainteresowany jestem – "ale nie mogę, bo ona pomyśli, że mi zależy, a wtedy wyjdę na dziwaka, wiec jak mi zależy, to mówię, że mam to gdzieś, mimo, że piosenki dla niej piszę po nocach, ale ona nie wie, bo nienormalny bym się dla niej okazał, świr jakiś, tak nie można, no, że o uczuciach się wprost nie mówi, debil aspołeczny". Naucz się zasad hazardu młokosie: nie zdradzaj intencji - wtedy możesz coś ugrać.
I tak ciągle, nie mówimy tego co myślimy. Że niby w zdenerwowaniu już nam nie zależy i wykrzyczymy prawdę? Nie. Też chcemy coś ugrać. Zawsze jest coś, cholera, do ugrania. Zawsze. Kochasz mamę? To kiedy jej powiedziałeś, że ją kochasz? To jest prawda! Kiedy kochasz, to są prawdziwe słowa. Tyle bezsensownych rozmów z ludźmi, a w nich nic, co by spowodowało u mnie intelektualne spazmy, nawet delikatnego pobudzenia ciasno upakowanych neuronów z synapsami zwanych mózgiem. Nic tylko bibuła i kartony mielone przez paszcze moje i twoje.

              "Nie ma osoby, która by była zawsze sobą" – pewnie, może, chyba. Nie o to jednak, cała ta batalia się toczy. Nie bądź, a stawaj się. Proces, nie stan. Powiedz: Nie! To nie żadna nowobogacka asertywność. Zamknij się i nie paplaj, kiedy nie chcesz robić użytku ze słów mniej czy bardziej mądrych – bo wypompowany będziesz psychicznie. Energetyczne wampiry mówisz. To kołkiem własnej nieobecności ich poczęstuj. Nie stoisz obok pieca, kiedy nie chcesz się spocić.

               W domu w samotności też nie jesteś sobą. Przyniosłeś z zewnątrz wielkimi siatami zakupy, do swego wewnętrznego świata. Myśl zbija myśl, zero koncentracji. Nawet o sobie nie możesz pomyśleć, o destylacie swojej osoby. Zabijasz się siecią utkaną ze stron, kanałami z odpadami, które płyną w pudłach. Palisz e-papierosy, bo...? Pamiętasz dlaczego zacząłeś palić? Dla nikotyny? Dla plastiku na sznurku, w fikuśnej formie? Papieros, to coś więcej niż nikotyna, ale oni wiedzą lepiej; lepiej żeby oni za mnie pomyśleli za co mam płacić, a ja sam dokonam wyboru...takiego jakiego oni chcą.

               Tu nie znajdziesz odpowiedzi, tu jej nigdy nie będzie. Tu znajdziesz powód do prokrastynacji, może inspiracji. Tu nie przestaniesz być dla pani w sklepie uśmiechnięty, ale dla dziecka gorzki w tym samym momencie. Nie przestaniesz się z szacunkiem do szefa odnosić , a o rodzicach, tych dobrych, zapomniawszy - szczycić się mianem dobrego obywatela – średnią krajową wycierawszy łzy, które kiedyś popłyną. Wzorowy dogmatyk, nieszczęsne dziecko złej ścieżki. W końcu, przecież zawsze coś ugrasz. Zawsze wpadnie trochę grosza za sprzedawanie się i akceptację zyskamy. Co ty więcej od życia człowieku byś chciał?! Spać już idź, żebyś przed kolejnym przedstawieniem wyspany był. Znalazł się filozof...
Witaj Czytelniku! Jeśli podobają Ci się znajdujące się tu teksty, to zapraszam do komentowania, udostępniania na fb,  lajkowania. Więcej czytelników, więcej tekstów, więcej przyjemności. Pozdrawiam Damian P.

niedziela, 17 listopada 2013

Dlaczego to się zawsze wypala?

               Wiecie, nikt tego nie zakłada z góry. Liczymy się z tym, że może to wszystko zniknąć, ale w głębi serca mamy nadzieje, że nigdy się to nie skończy. I w istocie tak jest. To nie, że naobiecywałem, że będzie tak cudownie i pięknie i w ogóle pół metra nad ziemią latać będziemy. Ja tak czułem. Nie skłamałem, nie zawiodłem, prawdę mówiłem. A teraz żeby prawdę powiedzieć i nie skłamać, będę musiał zawieść.

               Na początku bez większego uczucia. Jest jak jest – zakocham się z czasem... może, a może nie. Więc czekasz. To już? Jak mam to stwierdzić? Idealna nie jest, ale ideałów nie ma powiadają. Zresztą to, co będzie dla nas ideałem w wieku 20 lat, zmieni się jeszcze kilka razy zanim dociągniemy do siedemdziesiątki. Może nie gra na skrzypcach, może nie lubi głupkowatych komedii, może zbyt kocha porządek – no nic, wszystkiego mieć nie można. Ale za to śmiech ma tak piękny, dziecięcy, spontaniczny! I stopy jak siedzi, przeuroczo układa do środka. I czerwieni się kiedy mówię jej, że jest piękna. To chyba wystarczy, żeby spróbować. Chyba.

     Jest pięknie mamo w liście Ci piszę. Chcę miłości i ją mam! Spędzamy dużo czasu, ona mnie strasznie pociąga. Jak ja ją kocham matulu! Jakby stworzona dla mnie była. Jakby ktoś tam na górze nakreślił ją specjalnie dla mnie! Trzymamy się za ręce, kiedy czekamy na tramwaj. Patrzymy w nocne niebo i robimy zawody - kto szybciej znajdzie mały wóz. Kto przegra, całuje wygranego – tak mamo, chyba jednak nie ma przegranych. Pijemy wódkę ze spritem – ona wina nie lubi. I siada przede mną w moim fotelu. Nogi zawija pod pupę i kładzie ręce ma kolanach. Słuchamy muzyki takiej jak ona i ja lubię. Wyścig do komputera, by włączyć swój kawałek ciągle trwa. Ale kłócimy się też - żeby nie było. O bzdury chodzi. Że za późno przyszedłem, bo ja spóźnialski jestem – sama wiesz. I że nie kupiłem czegoś, a kupić miałem. Ale to nawet kłótnie nie są. Sprzeczki, ot co. A i jak do niej przychodzę przed czasem, to otwiera mi jej koleżanka, bo ona szykuje się w łazience. Nie denerwuję się, bo i czemu? Dla mnie się stroi i póki dla mnie chce ślicznie wyglądać, to wszystko jest w porządku.
A i ugotuje czasem dla mnie. Czyż to nie cudowne, kiedy ktoś dla ciebie zrobi posiłek? I patrzy na mnie czy mi smakuje. A mogłaby nawet przesolić, nie jest żoną bym jej powiedzieć musiał. I upomina mnie, kiedy przeklinam – urocze. A ja jej w odwecie błędy językowe wytykam. Ale i tak się śmiejemy z siebie i razem. I nie pisze do mnie ciągle i nie dzwoni. Ona woli się widywać. Tak jakby rozumiała, że smsy, i telefony to fikcja bycia razem. A może robi tak, bo ja jej to wytłumaczyłem? Nie wiem. No i w secondhandach się ubiera. Jest piękna. I jej perfumy nie są kwiatowe - nie znoszę takich, tylko jakieś inne. Nie wiem jakie ale już zawsze będę miał ją przed oczyma, gdy zapach mandarynek poczuję. Uwielbiam, że o przeszłość mnie nie pyta, a i ja nie mam zamiaru zaglądać w jej pamiętniki. A oczy jej tak wiele chcą powiedzieć, ale usta wiedzą, że mogę wtedy uciec. Ona nic nie musi mówić, wystarczy, że na nią spojrzę. Oczka jej błyszczą, kiedy jest ze mną i mam tylko jedną nadzieję, że i mnie się skrzą, bo chcę żeby wiedziała, że uwielbiam mieć ją u boku.

Ale też pyta od czasu do czasu: "To jak to z nami jest?" A ja nie wiem jak jest i nie chcę wiedzieć. Chyba nie chcę. Bo i po co? Wiem, każdy chce wiedzieć na czym stoi. Ale jeśli ja nie wiem, to ona może też jeszcze poczekać, chyba. I zazdrosna jest. Nie bardzo, ale nie potrzebnie nawet troszkę. Przecież jak będę chciał to...no wiesz mamo sama. I czy nerwy jej pomogą? Nie zastraszy mnie przecież. Myślę, że chłopaka ma. Gdzieś dalej mieszka, bo gdyby tu mieszkał, to by się chyba bała ze mną pokazywać. I jej koleżanki na mnie z wyrzutami patrzą. Czasem ktoś do niej wieczorem dzwoni i całkowicie zmienia się jej ton głosu. Ja nie pytam, bo nie chcę wiedzieć. Jest, jak jest. Może nikogo nie ma. Może. Może jestem na chwilę? Może. Albo ona nie chce w ciemno z kimś zerwać i czeka na mój krok? Go nie będzie chyba. Ja rozkoszuję się zawsze chwilą bieżącą. Przepraszam mamo, ale ona to wie, a i tak ma mi to za złe.

I czasem, nie wiem jak to wyjaśnić, z każdą kobietą tak było, że jak z nią siedzę i tak czasem popatrzę na nią, to tak jakbym na obcą kobietę spojrzał. Brzydka jest, obca – jak nie ona – mimo że jest piękną dziewczyną. I ten obraz zostaje na chwile mi w głowie. Siedzę wtedy bez słowa. Skąd to się bierze? Miałaś tak kiedyś?
Tylko ta jej skromność. Nie ma w niej tej waleczności. Nie ma tego poczucia szczęścia z tego kim jest, co ma, i jak wygląda. Na łóżko się to przekłada. Światło gasić muszę, bo ona się wstydzi. Jakby poczucie winy, obok rozkoszy jej towarzyszyło. Jakby to co dobre, zawsze było złe z natury. Zaczyna być to nudne i irytujące. "Więcej przyjemności, zapomnij o sobie na chwile, daj się ponieść, zrób to na co masz ochotę, zwariuj dla mnie, proszę!" – chciałbym jej to powiedzieć ale wiem, że ona jeszcze bardziej się speszy. Wychowani inaczej chyba byliśmy i tego już nie zmienimy. I dzieci nie chce mieć – oj no wiem mamo, że młoda jest jeszcze – ale ona mówi, że tylko dlatego, bo o figurę się boi. To aż nadto płytki powód, bym mógł go przetrawić. Pewnie zmieni to myślenie, pewnie, może, a jeśli nie?
I zmienić mnie próbuje. Przecież wiedziała z kim się wiąże. Skoro jej odpowiadałem, to jakiż jest teraz problem? Jeśli dam się zmienić, to boję się, że usłyszę, że nie jestem tym, w kim ona się na początku zakochała. A jeśli się nie zmienię, to mogę usłyszeć, że jestem nie do zniesienia. Mamo, nie wiem. Chyba jednak sobą będę. A przynajmniej starać się będę.

Trochę mi się też nudzi. Wiesz, ta sama kobieta cały czas. Nie wiem, może mam taki charakter? Może to nie moja wina? Może ja nie potrafię być z kimś długo? A może nie spotkałem jeszcze kogoś, kto by mi odpowiadał tak bardzo, bym mógł swoją nogę zgiąć? Mam wrażenie, że z nią już nic mnie nie zaskoczy. Powszedniość dnia się wkradła. I co, że tak do końca życia mamy razem kłaść się i wstawać? I śniadania robić w biegu, dzieciaki szykować do szkoły i bezpłciowe buzi na do zobaczenia za dziewięć godzin? Ja nie chce takiego życia. Jeśli to ma być miłość, to nie chcę jej miłości!

               Z czasem zrozumiemy, że od siebie samych nie uciekniemy. Że te same błędy, w kółko powtarzać będziemy. Że za rogiem to samo czekać będzie, tylko trochę więcej zmarszczek temu przybędzie. Żałośnie samotni, z siwymi włosami, ukrycie przed prawdziwym uczuciem schowani. Przepraszam za niezawinione zawinienie. Przepraszam szczerze. A teraz wypisuję się, wysiadam z tej karuzeli. Że na środku autostrady nie mogę? To patrzcie!

wtorek, 5 listopada 2013

Kasztanowa suka.

              Kolejna bezsenna noc chyliła się ku końcowi. Świece już dawno zgasły, a popiół z wypalonych kadzideł czekał na zdmuchnięcie. Noc, która nic nie zmieniła. Noc równie niezaskakująca co pozostałe. Ileż to razy wieczór dawał obietnicę, której ona, przeciwieństwo dnia, nie mogła spełnić. Zbyt późno żeby kłaść się spać i zbyt wcześnie, by trzeźwo myśleć. Ona już wyszła, a niedopałki papierosów wciąż się tliły w popielniczce na pamiątkę jej obecności.

- Mam nerwicę! Człowieku staje się neurotykiem jakimś przez tę kobietę! Ona mnie zabija, powoli, skutecznie, beznamiętnie wykańcza. Ja już nie potrafię. Za wiele razy. Jestem pusty w środku!

- Zamknij się i weź się w garść! - rozległ się głos po drugiej stronie słuchawki. - Jest piąta nad ranem! Po cholerę – ziewnięcie – po cholerę dzwonisz do mnie tak wcześnie – ziewnięcie – jest tak wcześnie. Następnym razem nie odbiorę!

- Ale tylko ty wciąż mnie odbierasz. Tylko ty mi zostałeś. Proszę cię...

- Taaa, zawsze kochany Adam, jak wierny pies. Co znów? Co zaś zrobiła? - głos wstał z łóżka i zaczął przechadzać się po pokoju dla rozjaśnienia umysłu jego użytkownika.

- Była tu. Znów się pokłóciliśmy. Nie wiem czy to moja wina, czy jej. Czy może nasza? Zaczynam myśleć, że do siebie nie pasujemy. Kiedy na nią patrzę, mam wrażenie, że ona...to znaczy wiesz, towarzyszy mi takie uczucie, ona ma taką aurę, jakby wiesz, nienawidziła wszystkich. I ta jej srogość, ona jest strasznie pociągająca. To zło w czystej postaci, a jednak idziesz, lecisz jak ćma, głupia, cholernie głupia ćma. Pijany uczuciem robal.

- Ile wypiłeś?

- Trochę.. i chyba trochę za dużo...

- Przecież miałeś przestać!

- Przestać? Przestanę pić, kiedy nie będę już musiał, a więc po śmierci. Mój przyjaciel nigdy nie zapalił papierosa, nigdy, rozumiesz?! Nigdy! Był najporządniejszym chłopakiem jakiego znałem na osiedlu. Ojciec skatował go i jego matkę na śmierć. Miał siedemnaście lat. Pieprzę ją. Nie boję się jej i tak nie ucieknę. Rozumiesz?! Nie ucieknę, tak ja, ty, czy ta suka Daniel. Ona mnie zresztą wykończy wcześniej niż te gówniane używki. Ona jest rakiem na moim zdrowym organizmie. A ja zamiast wyciąć tego czerniaka, dbam o niego jeszcze bardziej. To tak jakbym podlewał chwasta. W donicy są cudowne, pachnące kwiaty, a ja idiota dbam wyłącznie o tego intruza, ale jakiego pięknego intruza. Zwykłe kwiaty są nudne, wymagają opieki. Chwasty są inspirujące, rozumiesz? Inspirujące. Może ci których najtrudniej kochać, najbardziej tej miłości potrzebują? Nie wiem już sam. Dzisiaj jej powiedziałem żeby spakowała wszystkie swoje rzeczy i wypieprzała. Wiesz co zrobiła?

- I po to dzwonisz?

- Słuchaj! Wzięła walizkę i zaczęła do niej wkładać swoje rzeczy. Te wszystkie ubrania, buty, te jej czarne majtki i staniki. Nie wyobrażam sobie żeby jej nie było więc wyrwałem jej to pudło i rzuciłem o ścianę! Rozumiesz? Boże jak ją kocham...miałem ochotę no wiesz... To tak jakby świat został stworzony tylko dla mnie i dla niej. Nikogo innego. Tak jakby ona była wielkim wybuchem i apokalipsą. Wszystko co robię, robię w ostatecznym rozrachunku dla niej. Tylko dla niej. A ona dobrze o tym wie, bo jakby miała nie wiedzieć, prawda?

- No...

- Czasem mam wrażenie jakbym trzymał w dłoni bilet do nieba. Wiesz, jakby krok mnie dzielił od szczęścia. Jakby wszystko już było gotowe, tylko się wprowadzić z nią i żyć. Ale po chwili dostrzegam, że to wszystko jest snem. Z czasem coraz krócej to trwa. Dostajesz w pysk świadomością, której wiesz, że nie zdołasz udźwignąć. Raj, w którym zamiast złotych potoków płynie rzeka smoły. Czy ja zrobiłem coś źle? Powiedź mi, czy ze mną jest coś nie tak? Przecież miłości nie ma, więc jakim cudem? Co mnie trzyma przy niej? Człowieku, nie potrafię z nią żyć, ale bez niej było by jeszcze gorzej. Ostatnio, kiedy brałem kąpiel pomyślałem jakby to było zanurzyć się na chwilę dłużej. Później znów na dłuższy czas, i tak dalej, aż piana w tej głupiej wannie całkowicie by mnie połknęła. Ale ta głupia wanna była brudna. Wiesz jaki wstyd przed personelem medycznym?! W brudnej wannie? Jakiś brudas by pomyśleli! Brudas się zabił, bo co? Bo miał syf w domu? I od tego czasu nie myje tej pieprzonej wanny, to mnie trzyma z dala od tych pomysłów.

- Czy ciebie już do reszty popieprzyło? Człowieku nie możesz tak żyć! Dzwonisz do mnie po nocach. Przestałeś normalnie jeść, nie pamiętam, kiedy ostatni raz mówiliśmy o czymś innym niż o tym twoim chorym związeku. Weź się w garść! Ona cię zdradziła! Nic tego nie zmieni! Możesz się z nią rozstać albo zapomnieć, inaczej wyniszczysz się! To cię zabije...

- I co z tego? Też ją zdradzałem, ona o tym wie – te jej cholerne koleżanki – nie wiem po co to mówią, by przebić bańkę szczęścia przyjaciółce? Z zazdrości, żeby innej nie było zbyt dobrze. Ale nie o to chodzi! Albo o to?! Stary nie wiem, ja nic już nie rozumiem. Nie rozumiem siebie, jej. Nie rozumiem całego tego...związku? Nawet nie wiem jak to nazwać. Czy kłótnie przerywane pieprzeniem się można nazwać jakimś związkiem? Rodzice się cieszą, że kogoś mam, słodka ich nieświadomość. Te jej papierosy! Nienawidziłem jak kobieta pali, ale ona to zupełnie coś innego. Tak jakby cała jej zmysłowość i kobiecość zamykała się w zaciągnięciu się i wypuszczaniu dymu. Te jej chude palce oplatające papierosa. Te jej skrzące się czerwienią paznokcie. Ona ma piękne palce, wiesz? I pali tak siedząc na skraju łóżka, kiedy jest już po wszystkim. Naga. Tylko papieros w dłoni. Bez żadnego wstydu, bez udawania, że jest kimś więcej niż człowiekiem. I te jej kasztanowe włosy, których nigdy nie farbowała. Ona, papieros, porozrzucane ubrania wokół łóżka i te cholernie pięknie kasztanowe włosy...suka jedna. Mówiłem ci już, że ona tu dziś była?

- Mówiłeś coś o walizce – ziewnięcie – że się pakowała, czy coś..

- No właśnie. Zasrana malarka. Myśli, że jest artystką. Jest gównem, a nie artystką. Chociaż maluje cudownie, i wiesz, ja już nie wiem, sił mi brakuje. Była tu, pachniała facetem, to się czuje, pachniała seksem. Świeżo uprawianym seksem i miała czelność tu przyjść. Nawet nie próbowała kłamać! Dziwka! I ona, na litość jak ja ją kocham, i ona powiedziała, że chce wszystko odbudować, że chce żeby wszystko było po staremu. Ale jak?! Jak ma być, tak jak kiedyś? To znaczy powiedziałem jej, wykrzyczałem, że nie chcę tego. A przecież ja ją kocham, i ciągle o tym myślałem, a jednak powiedziałem jej, że nie chcę, a chciałem powiedzieć inaczej. Że chce, że ją kocham, że umieram dla niej. Że ona śni mi się w nocy, że widzę ją w twarzach innych ludzi, że słyszę jej głos w pustym pokoju. Że chce jej obrazy w całym domu. Że chce by jej porozrzucane ubrania leżały w każdym zakątku tego mieszkania. By jej naczynia, brudne, leżały w zlewozmywaku tylko dlatego żeby mi przypominały, że ona ciągle tu jest. Ale ja...ale ja nie potrafię jej tego powiedzieć, wtedy bym przegrał...

- Tak jakbyś teraz wygrywał. Czy ty nie widzisz, że to do niczego nie prowadzi?!

- To nie jest taka kobieta...

- To jaka jest do cholery? Inna? Wszystkie są takie same!

- Zamknij się! Gówno o niej wiesz! Może te twoje są takie same, ona jest wyjątkowa! Nie mów tak, przepraszam, ale ona, wiesz, jej nie możesz mówić takich rzeczy, bo ona traci zainteresowanie, ja już to zauważyłem. Kobiety, które doświadczyły czegoś takiego w młodości mają problemy z bliskością w dorosłym życiu. To bardzo trudne do przezwyciężenia...

- Nie zwalaj ciągle winy na to, że była molestowana! Człowieku, ona jest dorosła i decyduje sama.

- Ja wiem, ja to rozumiem ale...ale..

- Halo? Jesteś tam? Halo!?

- Ktoś puka. Czekaj to może być ona! Fuck! Może to rzeczywiście ona!?

- Nie otwieraj! Daj sobie z nią spokój! Słyszysz? Halo?! Jesteś tam?! Halo?..

Witaj Czytelniku! Jeśli podobają Ci się znajdujące się tu teksty, to zapraszam do komentowania, udostępniania na fb,  lajkowania. Więcej czytelników, więcej tekstów, więcej przyjemności. Pozdrawiam Damian P.

poniedziałek, 21 października 2013

A zdradzaj mnie ile chcesz!

               No kiedy, kiedy, kiedy? No kiedy już zdradziłem? Kiedy zostałem już zdradzony? Czy może powinienem czuć się zraniony, kiedy moja kobieta poszła z „nie-ze-mną” na kawę? A może, kiedy pocałowała obcego mężczyznę w policzek? Usta? No to może w czółko? Pocałowała obcego chłopa w czółko? Czy nie zdradzam, kiedy idę z kimś do łóżka bez uczucia, a na pewno cudzołożę, kiedy miłość karze mi z obcej baby ubrania ściągać? Czy mężczyzna może zdradzać, a panie muszą obejść się smakiem, jak to było za czasów silnej dominacji patriarchalnej władzy? No kiedy no?!

             Im bardziej się angażujemy, tym częściej dotyka nas poczucie, że nasza druga połówka nabroiła. Im bardziej nam na kimś zależy, tym silniejszą zazdrość czujemy o naszego partnera. Im bardziej zaognia się w nas zakochanie, tym bardziej związujemy tej ptaszynie skrzydła. No bo ucieknie. Bo nas zostawi. Co ja wtedy zrobię? Jak ja sobie poradzę? Nie przeżyję tego. Muszę więc coś wykombinować. MAM! Będę wzbudzał poczucie winy za każdy akt nieposłuszeństwa w stosunku do mojej wizji naszego związku. Będę karał i nagradzał. Za złe ukarzę, a za dobre...no może nie wynagrodzę, ale na pewno nie ukarzę. No bo skoro metoda kija i marchewki wszędzie się sprawdza, to czemu nie i tu? Będę wydzwaniał i się pytał: „Gdzie jesteś? Z kim jesteś? Po co wyszłaś?” - na pewno zrozumie, że przecież bardzo kocham.
I zaiste, są ludzie, którzy tak to odbiorą, ale i tak chroń mnie losie od nich.

-Kim jesteś?
-Robalem.
-Jakim robalem?
-Robalem Trawiącym Twój Mózg. Więc słuchaj mnie, a nie pytaj naiwnie, bo powiem Ci prawdę. Prawdę jedyną, którą Świat nosi i strzeż się jeśli nie posłuchasz, bo męczarnie Cię czekać będą.
-Zatem słucham?
-Druga osoba jest Twoja, należy do Ciebie. Ty ją począłeś, zrodziłeś, więc i prawo masz do niej całkowite. Jako że jest to Twoja własność, jesteś o nią zazdrosny –raz mniej, a raz bardziej chorobliwie. Im mocniej, tym lepiej. No bo spójrz: czyż jeśli pies nie zostawi zbyt wiele swobody owcom, to czy wilk ich nie pożre? Pewnie że tak, więc czynisz to dla ich dobra, że krótko je trzymasz. A jeśli byś tak owcę przywiązał za szyje łańcuchem do kołka w ziemi wbitego, to czyż jako pies pilnować byś nie musiał tak często? Ale doglądanie owiec jest ciężkim zajęciem, więc gdyby tak nogi im połamać, to ile czasu byś zyskał na niemartwienie się o ich dobro i bezpieczeństwo? Dobrze więc czynisz, kiedy zasadzasz się na owczą wolność. A może by tak nawet tę owcę no wiesz...ale z miłości oczywiście, dla jej dobra...tak jej łeb ukręcić, no wtedy to taka do wilka pewno już nie pójdzie. Skoro kochasz, to czyż Ci właśnie na tym nie zależy?
-Ale czyż z takiej owcy pożytku już nie będzie?
-Z Twoim możesz uczynić, co tylko zechcesz – tako rzecze Robak Trawiący Twój Mózg.

             O czymś po drodze zapominamy w tych naszych deklaratywnych relacjach. O czymś ważnym. On jest zakompleksiony. Nie wyobraża sobie, by mogłoby jej nie być przy nim cały czas – oczywiście do momentu, kiedy on sam się nie znudzi jej towarzystwem. Ale wtedy to jej problem, że została sama.
Ona jest zakompleksiona. Musi mieć poczucie, że on będzie na każde skinienie jej palca. W nim ma oparcie. On jest jak ściana, a ona jak bluszcz ją oplatający. Coraz ciaśniej i ciaśniej. Czy przez zakompleksienie rozumiem jakieś wady fizyczne? To dopiero byłoby spłycone postrzeganie ludzkości. Strach, niepokój, nieumiejętność obcowania samemu ze sobą – to powinny być kompleksy droga ludzkości!

               Ona jest bardzo atrakcyjna. Mądra i uśmiechnięta. On bardzo wystraszony pomimo jego kaparowatej postury. Szerokość w barach, wprost proporcjonalne to wątłości psychicznej. Jeśli ją teraz straci, to gdzie znajdzie znów taką dziewczynę, tym bardziej, że poznali się przez znajomych i prawdopodobieństwo na kolejną taką kobietę jest nikłe. Musi o nią walczyć, niszczyć konkurentów i robić jej wyrzuty, a ona chichocze z radości, bo komuś na niej w końcu zależy.

              On jest dobrą partią. Dobrze wygląda, jest pogodzony ze sobą i odnosi sukcesy w tym, czy się zajmuje. Ona im bardziej się angażuje, tym silniej widzi jego wartość. Coraz bardziej obawia się, że może go stracić, co ujawnia jej niepewność siebie. Strach nie jest tu niczym patologicznym. Patologia zaczyna się wtedy, gdy wybieramy nie tę drogę, by pracować nad sobą i wciąż, a wciąż dorównywać partnerowi, a wybieramy metodę na podniszczanie partnera, zalewanie go wiecznymi wymówkami. Możemy albo się wspinać albo ściągać kogoś w dół – skutek ten sam: jesteśmy z tym kimś na tym samym poziomie.

               Związki są dla ludzi dojrzałych, a więc są one zarezerwowane wg mnie dla około 10 procent społeczeństwa. W tej sprawie jestem pesymistą, bo ciągle widzę i muszę wysłuchiwać obopólnych narzekań jak to jest źle, jak niedojrzale, jak zazdrośnie, jak żałośnie, jak głupio, jak bezsensownie, jak byle jako, jak pogrążająco, jak nudno, jak smutno, jak beznadziejnie, jak zachłannie, jak bezdusznie, jak pochopnie, jak odrażająco, jak bezcelowo. Po co się więc wiązać? Po co udawać? Aby się „bzyknąć” od czasu do czasu musimy tworzyć coś więcej? Po to byśmy mieli o sobie dobre zdanie, skoro przeżywamy orgazmy wyłącznie w związku?

              Zdrada w związku jest specyficzną figurą. Zdradzić rodzinę, to odwrócić się od niej. Zdradzić idee, to porzucić jej ideały. Zdradzić przyjaciela, to wbić mu nóż w plecy. A zdradzić partnera to co? Zrobić użytek z penisa lub pochwy nie w obecności partnera? Wmawia nam się cały czas, a raczej wmawia nam ona/on, że nie mamy prawa z nikim innym się widywać. Że kawa ze znajomą, to be! Że zerknięcie na pośladki kobiety na plaży, to be. Że niby nasze męskie jak i kobiece instynkty w momencie związania się z kimś znikają? Tak się nie dzieje i nigdy się nie stanie. Jak więc można temu zaradzić? Wmawiać komuś co mu wolno, a co nie. Wynika to z naszej bezsilności i strachu. Nigdy nie przyznam, że zazdrość jest dobra. Mówicie sobie ludu mój, że zazdrość się pojawia, bo komuś zależy – a mówcie sobie. Tylko kobieta niepewna siebie i nieznająca swojej wartości, rozumiejąca interakcje damsko-męskie na poziomie zwierząt jest dumna, bo jej chłop jest zazdrosny. Już widzę jak połowa mężczyzn, jak głupcy cieszy się, bo ich partnerka ciągnie za włosy kobietę, za którą raczyli się obrócić. Te instynkty łechcą nasze ego, ale na litość, są prymitywne jak bezkręgowce.

              Wschodnia filozofia uczy nas, że w dniu w którym przestaniemy bać się śmierci, zaczniemy prawdziwie żyć. Że dzień w którym pojmiemy, że możemy umrzeć tu i teraz i nic wielkiego się nie stanie, będzie dniem narodzin. Skoro istnieję, to nie ma śmierci. A jeśli nastąpi śmierć, to nie istnieję - ot co.
Kiedy więc otworzysz drzwi swojego związku, i powiesz: „ Możesz iść. Chcę żebyś została, ale wybór zawsze będzie spoczywał w twoich nogach: czy zostać czy nie”. Kiedy zrozumiesz, że ta osoba może odejść i przygotujesz się na to, strach zniknie. Lubieżne przywiązanie jakby do rzeczy, a to człowiek przecież, zniknie. Bez strachu, zazdrości wejdziesz w nowe. A jeśli się to skończy, to przyjmiesz to z pokorą. A przynajmniej się staraj!

              W konsekwencji zazdrości, ciągle posądzają nas o zdradę. A co z wolnymi związkami? Otwarty związek to być może oksymoron dla wielu z nas. Tylko, by zdefiniować to, czym jest owa otwartość, pokuśmy się najsampierw na zdefiniowanie związkowości. Po co tworzysz z kimś związek? Bo go lubisz? Mało. Bo go kochasz? Mało. Bo uwielbiasz z tym kimś spędzać czas? Lepiej. Bo nie umiesz żyć bez tego kogoś i ciągle o nim myślisz? Coraz lepiej. Bo nie chcesz żeby z kimkolwiek innym sypiał. Co? A na to wychodzi, kiedy podgląda się niektóre związki. Miłość jak stary cement zaczyna wykruszać się spomiędzy cegieł budujących relacje. Jedyne co zostaje to bezduszne, stalowe zbrojenie zwane zazdrością, chęcią posiadania drugiej osoby.

Na zakończenie krótki dialog Ginki Malaskov:

- Odkąd pamiętam, zawsze mnie zdradzałaś.
- Nigdy Cię nie zdradziłam.
- Ty kpisz! Przecież złapałem cię na tym przed chwilą!
- Nie można zdradzić kogoś, z kim się nigdy nie było...

A czy nasze związki to bycie z kimś, czy jedynie posiadanie tego kogoś? Odpowiedz, bo to wielka różnica.

poniedziałek, 14 października 2013

Tych koleżanek nie lubimy!

               Babskie spotkanie, wspólny wypad do klubu, „kawusia” wśród znajomych, czy zakupy – wszystkie te czynności kojarzą się poniekąd kobietom z ich koleżankami. Koleżankami raz prawdziwymi, raz fałszywymi. Koleżankami, które są... tak znienawidzone przez facetów.
Jest pełno typów owych psiapsiółek. Ja postaram się opisać dwa, które są najbardziej irytujące dla mnie. Na koniec jednak sypnę rozgrzeszeniem.

              Jak sobota no to taniec, piwko, drink i koleżanki. Czasem koledzy, ale nie o tym ma być w tym poście. Więc, kiedy kobiety zjawią się już w miejscu przeznaczenia, chcą się dobrze bawić. Wspaniała to idea, bo i człowiek się odstresuje, powygłupia i zapomni na chwilę, że ma do spłacenia kredyt. Panie w rytualny sposób wychodzą na parkiet, by tam oddać się uciesze wyginania ciała. Tworzą kółeczko, do którego nie ma wstępu nikt prócz nich. Torebki leżą przy ich nogach, w kółku pusto, ale co tam, że jest ścisk na parkiecie: „F**K all b*tches!”. Panie jednak, z piosenki na piosenkę zaczynają się rozpierzchać. Ta to popatrzy na tego, on na nią. Ona się uśmiechnie, on wystawi klatę bardziej do przodu. Wolniejsza piosenka! Trzeba podejść i zaprosić do tańca! Ale nie da się! Nie da się, bo jakaś samozwańcza wojowniczka o cnotę owej ładnej koleżanki na to nie pozwoli.


Charakterystyka owej koleżanki:
  • przeważnie najmniej atrakcyjna spośród całej grupy
  • mająca najmniej zalotników tego wieczoru
  • najmniej uśmiechnięta
  • nie lubiąca z jakiegoś, znanego tylko jej, powodu mężczyzn

Kiedy mężczyzna ma więc ochotę podejść do pani, która zwróciła jego uwagę, pojawia się owy „pulpecik” i szarpie przyjaciółkę za rękę krzycząc : „Ona jest lesbijką!”, „Ona ma dziecko!”, „Ona ma AIDS, zostaw ją!” Ta piękna niewiasta, na którą patrzyliśmy przychylnym okiem, nie miała nawet okazji nic powiedzieć. Jej „dobra koleżanka” załatwiła wszystko za nią.
Czyż to nie heroiczne? NIE! Idzie taka na imprezę; zaczyna rzucać już w samochodzie hasła: „Bawimy się bez facetów dziewczyny! Dziś babski wieczór! Powiesić chłopów za coś tam!”. Jej znajome nawet nie sprzeciwiają się, bo po co? Ona zawsze tak krzyczy, bo...nie potrafi nigdy nikogo znaleźć? Bo żaden facet nie chce z nią nigdy rozmawiać? I może nie dlatego, że nie jest atrakcyjna, tylko dlatego, bo roztacza wokół siebie aurę kastrata, którą każdy, bardziej rozgarnięty facet, zwęszy na pół mili.
Co robi więc piękna dziewczyna, kiedy szarpie ją za rękę ta dobra, jakby się zdawało, istota? Nie robi nic, bo nie chce urazić Krysi. Z Krysią będzie wracać do domu. Z Krysią będzie się jeszcze widywała. Krysia może ją zniszczyć wśród koleżanek nazywając szmatą, więc po co, na co? Nie warto się sprzeciwiać. Nie warto powiedzieć: „Ej stara ODWAL się! Ja ci nie przeszkadzam w zabawie, to i ty mi nie przeszkadzaj. Nie moja wina, że facetom się podobam! Nic złego nie robię!”.
Ale która ma odwagę tak powiedzieć? Żadna moi drodzy. Gruba Krysia rządzi w grupie i inne panny muszą posypać głowy popiołem i poddać się owej tyranii.
A może piękna dziewczyna rzeczywiście nie ma ochoty z nami rozmawiać? Może tak być. Tylko czemu, gdy nie ma Krystyny, to owa dziewczyna bardzo chętnie z nami się śmieje, bawi się i mówi nam na ucho, że: „Ona jest nienormalna”?
Czasem kiedy uda nam się spacyfikować Krysię, i tak będziemy musieli znosić jej towarzystwo. Jeśli dziewczyna, z którą chcemy spędzić resztę wieczoru jest empatyczną istotą, to usłyszymy: „Czemu nie bawisz się też z moją koleżanką?”. Radzę iść w zaparte i grać wg tych reguł i zacząć bawić się z Krystyną najlepiej jak potrafimy. Jeśli zobaczy to koleżanka, to mamy jak w banku, że nie będziemy już trzymani w pobliżu napastliwej kobiety...dziękuje Ci zazdrości.

            Miłe wypady miłymi wypadami, ale co z koleżankami, których faceci nienawidzą w pragmatycznych sytuacjach? Jest taki drugi typ koleżanki, a zwie się on: Wyrocznia. Wyrocznia wie wszystko. Ma rady dla każdego dotyczące tego jak ktoś powinien żyć. Wie jak powstał kosmos i od czego wyewoluowaliśmy. Wie z kim powinna być jej koleżanka, z kim nie powinna utrzymywać kontaktu. Z kim sypiać, a komu tylko robić nadzieję. Ile mieć dzieci, gdzie mieszkać i gdzie pracować. Normalnie jeszcze tylko opłaty pobierać za te nikomu niepotrzebne porady. Dziewczyny jednak są tymi stworzeniami, które słuchają tych pierdół, bo często same nie wiedzą, co zrobić w danej sytuacji. I pojawiają słowa po wysłuchaniu rad Wyroczni: „Może rzeczywiście masz rację? Może powinnam tak zrobić.” W odpowiedzi zapewne usłyszy: „Ba! Ja się nigdy nie mylę”.
Wyrocznie uwielbiają być w centrum wydarzeń jak Ewa Drzyzga. Chcą wiedzieć wszystko o wszystkich. Ich uszy są kształtu anten satelitarnych, które ściągają sygnał nawet z najdalszego zakątka, a ich języki syczą melodiami nieznośnymi dla męskich uszu.


Charakterystyka Wyroczni:
  • nie jest w związku
  • nie ma dzieci
  • faceci się nią nie interesują
  • ma niepoukładane życie osobiste i/lub zawodowe

Wszystko to jednak nie przeszkadza jej w byciu ekspertem w każdej sferze życia jej koleżanek i przyjaciółek. Jak żyje, tak coraz bardziej tracę wiarę w chęć pomocy tymi radami. Coraz częściej zapala się czerwone światło pod tytułem: Pies ogrodnika. Wyrocznia może nawet nie mieć świadomości, że sabotuje osobiste szczęście koleżanki, co nie przeszkadza jej w ferowaniu kolejnych wyroków.
Później przychodzi kobieta z kawy z Wyrocznią i facet nie ma pojęcia o co chodzi. Przecież nic nie zbroił. Zaczyna się zastanawiać, o co chodzi, przecież jeszcze przed wyjściem wszystko było w porządku. Może tak być, drogi mężczyzno, że nasłuchała się gadek w stylu: „Czemu on ci się nie oświadczy?”, „To nie jest facet dla ciebie kochana, on na ciebie nie zasługuje”, „ Nie chce mieć z tobą dzieci, bo cie nie kocha”. Ważnym elementem układanki, o którym trzeba wspomnieć, to koleżanki rozwódki. Ktoś kiedyś powiedział, że jeśli zamężna kobieta ma większość koleżanek po rozwodzie, to prędzej czy później...sami wiecie. Ja sam się w pełni pod tym podpisuję.

Nie ma jednak nic straconego. W zamyśle kobieta na pewno wierzy swojej Wyroczni w prawość i dobroduszność jej rad, ale czasem rzeczywistość jest inna. Dobrymi radami piekło jest wybrukowane. Jeśli kobieta jest samodzielną jednostką, to powinna czasem owej koleżance powiedzieć: „Dobrze, rozumiem ale ja tak nie zrobię jak mówisz. To przecież mój, a nie twój mężczyzna.” Zobaczycie jak wielkie oburzenie pojawi się na jej twarzy. Oburzenie wywołane obrazą dumy. Jeśli bowiem ktoś chce pomagać to bezinteresownie – słowo pomoc nie zakłada bowiem żadnych profitów. Więc jeśli ona chce Twojego dobra, to dlaczego nie potrafi uszanować Twojej niezależności w podejmowaniu decyzji. Szczęśliwa kobieta, to taka, która żyje w myśl słów znanej piosenki: Stand by your man...a nie by Kristine.

             Nie warto jednak od razu stawiać krzyżyka na kimkolwiek. Otrzyjmy łzy zniechęcenia i powstańmy by przywitać dobrych ludzi w naszym życiu. Mało takich, wiem, ale tym bardziej powinniśmy ich doceniać. Ten typ koleżanki nazwę bardzo krótko i zwięźle. Ten typ to: „Rób co chcesz, masz do tego prawo. Jeśli ty jesteś szczęśliwa, to ja też. Nie oceniam ciebie, bo to nie ja żyje w twojej skórze. Jeśli chcesz rady, to udzielę jej jeśli będziesz prosiła, ale ja życia za ciebie nie przeżyję, ani konsekwencji za ciebie nie będę ponosić”. Ten typ nie zazdrości – jeśli wyszłyście się pobawić, to dziewczyna taka specjalnie będzie usuwała się w kąt, by nie przeszkadzać, kiedy pojawi się ktoś ciekawy. Nie będzie decydowała za Ciebie – wyrokując co jest dla Ciebie dobre, a co nie. Nie będzie wchrzaniała się w Twój związek, bo ma swój i to on ją absorbuje. Chętnie z Tobą porozmawia na każdy temat, ale nie podejmie za Ciebie żadnej decyzji. Jaka jest więc charakterystyka takiej koleżanki? O! Bardzo prosta:
  • Twój facet ją lubi i szanuje, kropka

Witaj Czytelniku! Jeśli podobają Ci się znajdujące się tu teksty, to zapraszam do komentowania, udostępniania na fb,  lajkowania. Więcej czytelników, więcej tekstów, więcej przyjemności. Pozdrawiam Damian P.

środa, 9 października 2013

Dlaczego nie wiesz, czego chcesz?

               Z imbryka polał się strumień świeżo zaparzonej herbaty. Para wzniosła się nad filiżankę, otaczając ją niczym chmura.

- Co Cię więc sprowadza w moje ustronne progi, młodzieńcze?

- Nie wiem czego chcę drogi Pante – usłyszał w odpowiedzi nalewacz herbaty. - Wiem tylko, że wiem mało. Mało o Świecie, mało o Niej i jeszcze mniej o mnie samym. Chciałbym coś zrobić, bo przecież musi być jakieś wyjście – wzrok młodzieńca skierował się w stronę Pantego w geście poszukującym potwierdzenia.

- Kontynuuj...

- Przychodzę do Ciebie tylko wtedy, kiedy czegoś od Ciebie potrzebuję, ale uwierz mi, że nie mam nikogo innego. Czuję się samotny, a otoczony tyloma ludźmi. Jak więc można narzekać, skoro tyle dusz krzyżuje swoje ścieżki z moimi? Ale im więcej ludzi poznaję, tym bardziej lichy kontakt mam ze sobą. Ich światopoglądy moje zwalczają. Ich idee duszą moje dogmaty. Nie wiem, co jest prawdą, a co kłamstwem. Co jest mną, a co tylko zamierzoną przez kogoś projekcją. A jeśli nie wiem kim jestem, to i czego chcę, z kim chcę i gdzie chcę nie wiem...

- Byłeś dziś u weterynarza?

- Jak to u weterynarza? Przecież jestem człowiekiem! – odpowiedział młody mężczyzna z zarysem oburzenia na twarzy.

- Widzisz jesteś człowiekiem, tak? Sam się zdefiniowałeś, a to już coś. Czemu nie masz bowiem problemu z odróżnieniem się od kamienia, trawy, krowy, czy motyla? Wiesz, że jesteś człowiekiem, ale Twoja pustka spowodowana jest brakiem zrozumienia natury człowieczej. Tak daleko odeszliście od niej, iż sami nie wiecie, czy kły wasze służą do kąsania, czy zrywania liści z drzew. Zgubili się ludzie.

- Dobrze, ale jak to się ma do mojego przypadku? Czy w ogóle się ma?

- Człowiek to istota gruba. Nie, bo człowiek to istota chuda! Człowiek z natury głupi jest! Wcale nie, człowiek to mądra bestia. I dalej. Człowiek ma oczy czarne. Tfu! Zielone ma oczy! Co jest więc prawdą, a co zatem kłamstwem? Definiujesz się, nie znając definicji. Mówisz: „Nie wiem czego chcę!”. A ja pytam, kto powiedział Ci, że masz wiedzieć czego chcieć? Kto podał Ci ten przymiot, któremu tak silnie zaufałeś, że przyjąłeś go za swój ogląd swej natury? - Pante przenikliwie spojrzał na młodzieńca. - Widzisz, w dzisiejszym Świecie musisz być wpasowany. A jeśli się nie wpasujesz, to Cię wprasują. Jeśli i tego nie uda im się z Tobą uczynić, wtedy zostaniesz wygnany. Rzadko możesz liczyć na przydomek proroka, szybciej Cię zabiją. Mamy bowiem dziwny ogląd Świata: „Wszystkim się udaje!” - jednak to kłamstwo. Czyż historia nie chce zaprzątać sobie głowy wyłącznie triumfami, a nie porażkami? I tak wyrastamy w duchu, że każdemu się udaje.

- Pante, ale jak to ma się do mnie?

- Jeszcze herbatki? - zaśmiał się gospodarz. - Nie wiesz jaki powinieneś być, ani czego chcieć, tak? I myślisz, że to źle, tak? To posłuchaj mnie teraz: hahaha – wyszczerzyły się zęby Pantego – ahahaha, nie wytrzymam, haha, zaraz się sturlam pod stół, hahaha on nie wie kim jest hahahaaaa

- Cóż w tym śmiesznego? - Padło pytanie żadające odpowiedzi.

- Hahah, oj, no już już, dobrze, hehe. Zrozum więc po pierwsze, że Twoje życie to łódź. Nie statek. Statek mieści wielu; łódź tylko Ciebie. Statkiem dowodzi więc kapitan, bo cóż by się stało, gdyby każdy pasażer statku w inną chciał stronę płynąć? Chaos. Nieposkromiony chaos. A w łódce siedzisz na swojej dupce – uśmiechnął się stary wyga z wyraźną dumą dla swojego nowopowstałego rymu. - Więc po co zapraszasz kapitana w jednoosobową podróż?

- Ale ja...

- Słuchaj, a nie mów. Powiem więcej. Po co zapraszasz sternika, majtków, bosmanów i innych? Nie wiesz gdzie chcesz płynąć? Łódka przepełniona płynie wolno. W takiej łodzi pojawiają się gorycz, a w konsekwencji konflikt. Takie łodzie grzęzną na mieliznach, a nie płyną w stronę niezbadanego lądu.

- Więc lepiej płynąć statkiem?

- Większość ludzi tak uważa. I tak czyni. Kupuje bilet od rodziców. Wydają im go w szkole. Typ wycieczki wybierają u pracodawcy, a kierunek wskazuje im społeczeństwo. Wygodny brak odpowiedzialności. Nakarmi Cię kucharz. Kapitan będzie czuwał nad bezpieczeństwem. Lekarze się Tobą zaopiekują. A Ty? A Ty wygodnie się rozgość w kajucie – małej, znajdującej się pod pokładem machiny kajucie.

- Ty byś nie chciał płynąć statkiem, prawda? Czuję, że wolałbyś płynąć łódką. Wybrałeś łódkę...

- To nie wybór, to konsekwencja. Ale nie mówmy o mnie. Więc czym Ty chcesz płynąć?

- Łódką oczywiście! - uniósł się krzyk.

- To wspaniale! To wspaniale, bo możesz się wspierać doświadczeniem innych ludźmi, bo oni w swoich planach też nie mają zamiaru przemierzać wód statkiem. Ale skoro tak jest, to czemu wszystkie miejsca na rejsy są wykupione do końca Świata? Głupcy, chciałoby się rzec. A ja mówię, głuptasy. Głupiec, to ignorant, z którym nie warto dyskutować. Głuptas, to ktoś, kto jeszcze nie posiadł wiedzy, by ją wykorzystać, bądź zignorować – trzeba więc mu pomóc...rozumiesz głuptasie?

- Haha, zaczynam...

- Tworzenie, a nie szukanie siebie chłopcze. Każdy Twój dzień zmienia Cię. Słyszałeś o tym, ale tego nie wiesz. Każdego dnia masz wybór: wstać, czy spać. Jeść czy głodzić się. Iść tam, czy iść w inną stronę. Czemu zatem nie podejmujesz tych decyzji? Może przestałbyś w końcu nie wiedzieć tego wszystkiego, czego nie wiesz. Widzisz, nie wiesz tylu rzeczy o sobie, bo się szukasz. Szukasz bo zakładasz, że coś istnieje...na przykład TY - ten idealny, ten prawdziwy. Próbujesz odnaleźć sens. Sensu nie ma, ale za młody jesteś by to pojąć. Czy to oznacza, że sens nie istnieje? Też nie – zrozumienie tego zajmie Ci jeszcze więcej czasu. Każdy dzień przybliża Cię do nieznanego. Smutne to, że to coś jest nieznane, prawda? Ale za to jakie wyzwalające!
Próbujesz zachowywać się jak dziecko całe życie – szukasz aprobaty wypełniając zadania. I jak w szkole, raz dostajesz szóstkę i się cieszysz, a innym razem dwójkę i jest Ci smutno. W życiu na łódce nie ma jednak ocen. Nie ma kapitana, który by prowadził dziennik. Nie ma zatem niczego do czego miałbyś dążyć. Jesteś tym, czym jesteś. Nie jesteś tym, czym nie chcesz być. Wzorce zabrał statek. Wzorce budzą w środku nocy w kajutach malutkich. Nie wiesz czego chcesz? NIE WIEDZ! Pozwalam Ci na to! Sam jesteś tak wychowany, że nie pozwolisz samemu sobie, więc ja Ci pozwalam! Czujesz zagubienie w życiu, bo w lukrowanej rzeczywistości kreowanej przez niebieskie ekrany ona nie istnieje. Każdy bohater filmu jest jakiś. Ty czujesz, że nie wiesz jaki jesteś. Nie chodzi Ci o to, że nie wiesz, tylko czujesz, że nie wiesz – a zatem towarzyszy Ci samoświadomość. Więc BĄDŹ NIKIM! Tak w ogóle: Nic to coś, czy brak czegoś? Ostatnio tak rozmyślam...

- Nooo, to zależy, no jakby to...

- Nie odpowiadaj jednak, bo i tak nie w tym rzecz chłopcze. Pomyśl w domu, a teraz posłuchaj. Człowiekiem jesteś i nigdy nie poznasz siebie. Jak ja siebie nie poznałem, tak i Tobie się nie uda. Bowiem życie to nie konkurs, nie gra o to, by coś wiedzieć, by coś ugrać – to bowiem zwie się człowieczeństwem. Życie natomiast ma to do siebie, że się je żyje. Nie zaprzątaj sobie głowy problemami, jeśli to nie Twoje problemy. Dlaczego niewiedzenie jest złe? Ja wielu rzeczy nie wiem o mnie i guzik mnie obchodzi, czy to dobrze, czy źle. Ale na tych dużych, bezdusznych statkach tak jest. Tam nie wiedzieć to karygodny czyn! Tak więc Bon Voyage! - krzyknął Pante machając ręką w nieznanym kierunku...

Witaj Czytelniku! Jeśli podobają Ci się znajdujące się tu teksty, to zapraszam do komentowania, udostępniania na fb,  lajkowania. Więcej czytelników, więcej tekstów, więcej przyjemności. Pozdrawiam Damian P.