poniedziałek, 30 grudnia 2013

Kobieto! Daj dupy pisarzowi!

               Tyle pięknych kobiet nosi ten Świat i o żadnej nikt nie będzie pamiętać za jedno, góra dwa pokolenia. Smutna sprawa, tym bardziej, że kobiety są solą ziemi, tej ziemi. Oczywiście, kobiety czyli płeć dla mnie przeciwna, a nawet przedziwna. Jednakże pomimo tej tajemniczości, a nawet irytującej niemożności odgadnięcia ich natury, są zbyt uzależniające. Sama samica, nic szczególnego. Trochę dobrze upakowanego mięsa, cycek jeden, drugi. Pupa. Szparka zwana cipką. Ale są i te ruchy, te nastroje, ten magnetyzm zwierzęcy - no nie sposób się nudzić. Niczym zapałki odpalające lont, który niechybnie skutkuje męskim wybuchem. Z pożądania, z chęci zawładnięcia, z chęci zatracenia się w was. Inspiracja! Inspiracja! Inspiracja do włożenia sobie sznura na szyje albo... napisania książki?

               Jak już wspomniałem, urokliwa jest kobieta, a szczególnie ta interesująca, bo i są nudne tak bardzo, że i szkoda było marnować na nie DNA, ale cóż zrobić, z chłopami podobnież. No ale wracając do rzeczy czyli kobiet. Te inspirujące  bowiem zasługują na nieśmiertelność. I nie chodzi mi tu o tytuł najlepszej mamuśki od lepienia pierogów czy innego prawilnie funkcjonującego stereotypu. Każda kobieta, byle nie ta najpiękniejsza – ta jak się okazuje jest nudna, ale wyjątki też się zdarzają – jest na swój sposób interesująca. Tak jak podobno, każda jest piękna. Oczywiście, jednak jedne są mniej, inne bardziej. I tak samo z ich duchem. Jedne bardziej inne mniej. No nic nie poradzisz. Z sexappeal'em trzeba się urodzić. Z charakterem też. Można nauczyć się seksownie poruszać, mówić, kokieteryjnie pić drinka ale to nie sexappeal, a zwyczajnie nabyte umiejętności salonowe. Wyżej wspomniany przymiot się albo ma albo matka przy poczęciu nie poczęstowała. I tak samo z mężczyznami – jedni tę charyzmę mają nawet w samych gaciach, nawet dziurawych, a inni w najdroższym garniturze – no niestety nie.

               Więc te kobiety. I ten romans. I to pisanie. No bo czy od razu pisarz? Skądże! Może być i muzyk, a i malarz. Byle nieśmiertelność zapewnił kobiecie, która na to zasługuje. Ile się słyszy jak to Beatelsi czyli McCartney czy Lenon pisali dla konkretnej niewiasty. Albo jak Keith Richards z Rolling Stones'ów dla swojej ówczesnej dziewczyny tworzył piękne ballady co hitem się stały i zostały po dziś dzień. A z takimi malarzami to samo. Obraz czy drogi czy niezauważony przez świat sztuki, ale jest. Wisi gdzieś albo leży w piwnicy u kogoś i może kiedyś zawiśnie: to w domu na ścianie, albo w muzeum. I ta tajemnica. "Co to za dziewczyna na tym obrazie?", "Czy to żona malarza, albo kochanka, a może zwykła modelka, co przyszła, rozebrała się do aktu i ją beznamiętnie namalował? A może wprost przeciwnie i z namiętnością w pędzlu kreślił jej kształty na płótnie?". Nieważne odpowiedzi. Ważne pytania, bez możliwości weryfikacji.

               A i z pisarzem jest podobnie, podobno. Ale jest warunek. Albo musi dojść do rozstania, albo do ognistego romansu. Gryzienia, płaczu, rozmazanej szminki, urwanych guzików w koszuli, wyrzutów z zazdrośnie noszącej się miłości. Wtedy to się pisze! Słowa same kleją się do kartek. Byle wulkan! To musi być wulkan! Meteoryt uderzający w planetę. Księżyc spadający do oceanu. Wybuch Słońca widzianego z piaszczystego brzegu! Ale wulkanów tak mało, tym bardziej czynnych - ciężkie życie geologa. No albo po romansie, mniej ciekawym, opisze z wyrachowaniem zamiast pięknego, najgorsze bo i tak po wszystkim. A temat musi być. Nawet nie tyle na sprzedaż, co na samą przyjemność retrospekcji z atramentem i papierem w tle.

               Bo artysta zawsze będzie miał przewagę nad żywicielem rodziny i kobiety. Artysta to mrzonka, ulotny pył wyobrażeń rzucanych na grajka, malarza czy innego piśmiennego z polotem. Z nim się mówi o poezji, długo jeszcze po tym jak godzina policyjna wybije. Z nim nie ma mowy o robieniu zakupów czy o problemach w jakiejś tam pracy. Z artystą żyje się teraz, tutaj. W bajce napisanej dla niego i dla ciebie kobieto. Wiesz, że może nie utrzyma ci dzieci, wiesz, że zbyt pochłania go pasja, niejednokrotnie trawiąca jego mózg, wiesz, że pełno się bab kręci, a i on nosem nie kręci, ale tak ma być! Toż tak wygląda ten scenariusz i na niego się godzisz. A jeśliś jest kobietą "wyjątkowszą" od innych, to on zauważy i zaznaczy twą obecność w historii. Bo o to chodzi. W Grecji tej starożytnej, były muzy i to nie bez powodu. Każdy inspiracji potrzebuje. Sztuka bowiem na emocje ma oddziaływać, więc z emocji powinna być zrodzona.

               Ale dziś wszystko nudne, szaro-bure, jakieś takie...nijakie. Wszędzie konsekwencje widzimy i to przeważnie te negatywne. No i nie chce się zostać do późna, bo do pracy trzeba wstać rano. Nie chce się zapomnieć, bo co sąsiadka pomyśli, kiedy tak krzyczeć będę wniebogłosy. Jeszcze na policje zadzwonią, że mordują kogoś. Tarzać się w śniegu? Po co mi to? Kataru nie chce. Spacerować w lato o 4 nad ranem po rynku małego miasteczka? Żeby mnie okradli? A jeśli on, no ten jegomość artystrzyk, nie polubi, zawiedzie się? Oh, jeśli te pytania w głowie ci kołaczą, to zapomnij. Nie będziesz uwieńczona, bo i po co? Prozy życia nikt nie chce. Ekscesów, wygibasów, żonglerki – i to, kobieto żonglująca, niebojąca się, zostanie na obrazie w postaci nut zapisane.

               Zostań inspiracją dla niego. Może i być to hydraulik, który uszczelki będzie zakładał w kształt twojego uśmiechu. Taką pamiątkę trwającą do pęknięcia rury, po waszej miłości, gdzieś, pod czyimś zlewozmywakiem zostawi. Ale czyż wiersz nie piękniejszy? Może sonata? Pejzaż z malutką kropeczką na łące. Kropeczką będącą tobą, i nie ważne, że nie rozpozna nikt, ważne że z intencją twórcy, to ty zawsze tam będziesz siedziała...długo, długo po swojej śmierci.

               "Bo babcia też była młoda i w niej się kochali. Bo babcia też na obcasie chadzała i skrycie uśmiechała się, kiedy bezczelni chłopcy za nią gwizdali. Babcia nogi miała piękne, skórę alabastrową i usta czerwieńsze niż ty dziecko masz teraz. Bo czerwone od miłości, a nie od szminki. Kochanie, nie wierzysz babci? A to wszystko w wierszach, nie twojego dziadka, a takiego gołodupca, artysty, co na przeciwko mieszkał, jest wciąż zapisane. Cała ma młodość uchwycona w piękne słowa. Młodość utrwalona. Młodość, której fotografia by lepiej nie oddała. Młodość na wieki wieków spisana, przez niego, dla mnie, o mnie, na zawsze..."

Zapraszam do pisania komentarzy, dzielenia się swoimi myślami, przemyśleniami, doświadczeniami. Rozmawiajcie pod postami z ludźmi, którzy myślą podobnie do Was. Skąd wiem, że myślą podobnie? Bo jak Wy, też tu trafili i wciąż wracają.

środa, 18 grudnia 2013

Umowa związkowa, krótkoterminowa.

               Nikt nie chce wiązać się umową na dwa lata, nie wspominając o jeszcze dłuższym czasie pozostawania w sidłach, powiedzmy na to, operatora. I jak to z rzeczonymi operatorami bywa, czekają na nas z ich strony różne inne możliwości. Dzwonić przecież trzeba, ale żeby od razu abonament? Coś lżejszego proszę! Mix. Czy ja wiem...W końcu to też jakieś obowiązki. A to doładować muszę za określoną sumę, a to w określonym czasie muszę tego dokonać. No niby lżej, ale to nie to. Coś innego proszę. Że na kartę? I płacę tylko wtedy, kiedy zachce mi się dzwonić? I że niczego podpisywać nie muszę? No, no, toż bardzo ciekawa oferta...

               Ciekawa oferta bo i życiowa. Ale że życie łatwe nie jest i że nigdy nie spełni naszych oczekiwań, to czasem musimy się poddać temu, co podsuwa nam los. Ową telekomunikacyjną filozofię można coraz częściej zauważyć w naszym życiu uczuciowym. Każdy chciałby miłości, uniesień, spacerów, przygód, wspaniałego seksu itd., ale... czy ja wiem. Jeśli by zrobić rewizję tej pięknej wizji to kupa wyrzeczeń się z tym wiąże. No bo przecież teraz jest fajnie, miło i przytulnie, nawet w samotności. Taki singiel weźmy na to. Robi co chce, kiedy chce, jak chce, z kim chce, o której chce i tłumaczy się tylko, no właśnie, nikomu. Niby w skrytości serca marzy o cudownej miłości ale czy aby na pewno?

              W czasach prehistorycznych, jeśli założyć, że rzeczywiście od tego małpoluda pochodzimy, nie było miłości romantycznej. Piękny domek zastępowała jaskinia. Labradora o lśniącej złoto sierści zastępował co najwyżej dinozaur na wzór Dina z Flintstonów. A kwiatki na randce...maczuga. Skąd się więc wzięło to piękne wyobrażenie o miłości? Skąd wzięto pogląd, że miłość to łąka, po której zmierzają nasze nagie stopy wprost w objęcia księcia, czy księżniczki? A no polecam "Perwersyjny przewodnik po ideologiach". Niestety nasze piękne wizje zostały nam narzucone przez filmy, książki, poezję i cudowne legendy. Nie było tu naszego wyboru. Tak jak Bruce Willis w normalnym świecie zginąłby po pierwszej scenie ze "Szklanej pułapki", tak w "Masz wiadomość" Tom Hanks spieprzyłby pewnie sprawę z Meg Ryan. Ale my nie chcemy w to wierzyć! Chcemy być oszukiwani przez kino, powieści, mimo że w głębi siebie wiemy, że to jedna wielka fikcja. Chcemy mieć te cudowne wyobrażenia na temat męskości, kobiecości, no i co za tym niechybnie idzie, miłości.

               No dobra ale co zatem z porównaniem procesu lokowań naszych uczuć do poczynań przedstawicieli telekomunikacji. Coraz rzadziej chcemy się deklarować, i coraz szybciej dochodzimy do wniosków: "to nie to". W dzisiejszych relacjach damsko męskich istnieje swego rodzaju syndrom biegunki: często, a rzadko. Dużo partnerów, bylejakiej jakości, byle dużo i nie na długo. Bo im krócej, tym więcej. " Bo jak dajmy na to, ktoś do ciebie dzwonić chce, i przychodzić na kolacje, co ugotujesz mu, to ty byś chciała, ale nie chce ci się". I jak dalej śpiewa żółty gość w reklamie: "Dlatego długoterminowa umowa nie interesuje mnie".

               Czy to coś złego? Nie wiem. Czy to coś dobrego? Nie wiem. Bo jeśli założyć, że wmówiono nam romantyczną monogamie, to zjawisko ma sens. Jeśli natomiast poczynić założenia odwrotne, że od małpoludów monogamie wyssaliśmy z DNA, to czy ja wiem, czy to takie dobre w dzisiejszych czasach?
Skupmy się wiec na samym zjawisku. Coraz więcej partnerskich relacji. Za tym idą partnerskie rozmowy. Za tym partnerskie życie. I tak mamy zamiast kochanków partnerów. On wykastrowany, bo poprawność polityczna nie pozwala mu być mężczyzną. Bo on by chciał decydować, wziąć tę babę i czasami nią "potrząsnąć", żeby ona wiedziała, że przy nim może przestać histeryzować i się bezpiecznie poczuć. Ale nie wolno. Sfeminizowane kasty kobiet nie pozwolą. I to samo z kobietami. Coraz bardziej samodzielne, wyzwolone, niewstydzące się wibratora na półce w sypialni. To wspaniale, ale spotkać w dzisiejszych czasach mężczyznę, który udźwignie tego rodzaju twardą kobietę – łochocho. A zatem skoro związki to szarobure relacje, to jak w nich wytrzymać dłużej niż 2 miesiące seksu? Znudzi się. Znudzi się prędzej czy później. No i wydaje nam się, że następny chłop, czy baba będą lepsi. Nie będą! No dobra może będą, ale w lotto też podobno jest szansa wygrania – czytelniku, wygrałeś kiedykolwiek?

               Okres do momentu deklaracji: "jesteśmy parą", wydłuża się. Nikt nie chce się wiązać z kimś kogo nie poznał na tyle, żeby umowę podpisać. Czas do defloracji coraz krótszy. Szukamy czegoś i nie wiemy co to jest. Mamy tam jakiś zarys, jakieś widmo jak to powinno wyglądać ale. No właśnie. Z czasem coraz bardziej rozczarowani i rozgoryczeni. Jedynym ratunkiem są przelotne znajomości, które nie oczekują od nas jakichś wyrzeczeń, i motyli w brzuchu. Tracimy nadzieję i z żalem do miłości mówimy jej:  "Spadówa". Jeśli to nie działa, to czas się bawić. Ale. Po jakimś czasie dostrzegamy, że zasada Często, a rzadko – wcale się nie sprawdza. Może i przyjemna ale nieskuteczna. Jej się wydaje, że chce być wolna, chce odpocząć od facetów i do niczego nie są jej potrzebni ci owłosieni neandertalczycy. Może i tak...miesiąc? Dwa? "Mientkie" udaje twarde, a twarde wcale nie jest – po co udawać? On chce z kwiatka na kwiatek, bo koledzy piątkę przybiją. Bo seks taki wspaniały, jak na filmie pornograficznym. No nie, te filmy jak romansidła dla pań to fikcja. Wyłącz film, bo wtedy nie rozczarujesz się, kiedy prawdziwe życie przyjdzie ci przeżywać. "Seks w wielkim mieście" kazał ci być jak nowojorska pisarka – mieszkasz w Sieradzu – zapomnij. "Californication" kazało ci być jak nowojorski pisarz mieszkający w Cali – mieszkasz w Żyrardowie – zapomnij.

               Ludzie dziś wiedzą jedną rzecz – że nie chcą się deklarować. Nie wiedzą natomiast czego chcą. Wolą biegać w kółko jak kurczak z odciętą głową. Jeśli chcesz tego, bo doszedłeś do tego po głębokiej analizie – ok. Jeśli chcesz tego, bo nie wiesz czego obecnie chcesz – też ok. To konsekwencja wzrostu świadomości kobiet, ale i mężczyzn. Wybierz to co jest dla ciebie najlepsze. Wypożycz i przetestuj. Jak się nie spodoba – oddaj! Jazda próbna jeszcze nikogo nie zabiła. Nie ulega jednak wątpliwości smutny fakt, że wszystko dziś jest jednorazowe. Jednorazowe kubeczki na kawę, jednorazowe chusteczki, jednorazowe reklamówki na zakupy i jednorazowi ludzie z jednorazowymi relacjami. A co to będzie w XXII wieku?

wtorek, 3 grudnia 2013

Jestem tym, kim oni chcą, żebym dla nich był.

               Tyle ról społecznych na naszych barkach; tyle możliwości zachowań w różnorodnych sytuacjach; tyle wielości kontaktów międzyludzkich. Jestem synem, człowiekiem, zarazą, pracownikiem, grajkiem, ojcem, klientem. Jesteś córką, żoną, szefową, matką, studentką, wariatką, miłostką. Ale w tym morzu naszym możliwych być, gdzie jest czas na bycie samym sobą? Gdzie jestem tym, kim jestem i gdzie jestem, kiedy mnie nie ma, kiedy odgrywam teatrzyk przed ludźmi mniej czy bardziej znaczącymi? Czy jestem wypadkową wszystkich tych masek, czy może gdzieś, na dnie zakurzonej świadomości leży moje prawdziwe ja, uśpione od tak wielu lat, że nawet nie śni już o przebudzeniu?

               Przychodzisz z pracy, uczelni, szkoły i jesteś zmęczony. Zmęczony udawaniem tego, kim nie jesteś. Uśmiechniętego bałwana. Świątecznej maskotki w brokatowym kubraczku. "Jutro będę sobą, nie będę nikogo zabawiał. Nie będę na siłę rozpoczynał rozmowy, która utknęła gdzieś w intelektualnej biegunce rozmówców". Niestety, nie uda ci się. Zapomnij o tym, jak o swoich marzeniach. Kiedyś byłeś, ale teraz w siatce socjalnej i kapitalistycznej machinie powiązanej infantylną empatią wisisz w próżni z innymi wypranymi z {ja} ludźmi. Będziesz błądził i pukał do drzwi jaźni, ale nikt nie otworzy. Kwiaty, których nie podlewasz, usychają. Ludzie, których nie odwiedzasz, odchodzą pod twoją nieobecność.
"Tak bardzo chciałbym być sobą! Kiedyś przecież będę!". Nie, nie będziesz. Dlaczego? Bo nie wiesz kim jesteś, więc jak możesz być sobą? Bądź jak baba czy chłop z telewizora. Oni mają pomysł na siebie – w końcu PR-owcą trzeba za coś płacić. A ty? Mały, nieznaczący glon w morzu obfitości. Że niby się liczysz dla kogoś? I że na prawdę w to wierzysz? Więc chcę od ciebie receptę. Ty nie jesteś nawet problemem dla innych. W momencie, kiedy przestajesz z kimś rozmawiać, ty przestajesz dla kogoś istnieć. Twój czas antenowy kończy się wraz z twoją ostatnią wypowiedzią: "Do widzenia". Okrutni ci ludzie, bezduszni. Tacy my wszyscy, połykacze powietrza.

               Autorytetem dla dziecka mam być. Z przyjaciółmi głupoty robić, by poznać smak krawędzi człowieczeństwa. Tłumić swoje popędy i oszukiwać innych, że zgubiłem je po drodze na ślubny kobierzec. Jesteśmy niepijącymi alkoholikami swojego jestestwa. Ciągle jesteś sobą, ale nie możesz zacząć, bo jeśli zaczniesz, wszystko co tak mozolnie tkałeś swoimi spracowanymi, głodnymi dłońmi, przepadnie. Nie mów mamie coś narobił. Nie mów ludziom, że ich nie znosisz. Nie mów profesorowi, że lepiej by się sprawdził w wypasaniu kóz. Nie mów, nawet tak nie myśl. Tłum to w sobie. Przecież nie wybuchnie, prawda?
Jeśli raz zacząłeś nie być sobą, ciężko odłożyć ten narkotyk. Udajemy bowiem wszędzie. Nazwij to kurtuazją, status quo. Gdyby tego nie było, to cała cywilizacja by się rozpadła, związki międzyludzkie rozsypałyby się tworząc pustynię samotności. Może, a może nie.

               To kogo mam udawać? I dla kogo mam udawać? Bo że niby męski mam być? I napinać swą muskularność dla sprostania oczekiwaniom niewiast? Albo mam udawać niezainteresowanie, kiedy bardzo zainteresowany jestem – "ale nie mogę, bo ona pomyśli, że mi zależy, a wtedy wyjdę na dziwaka, wiec jak mi zależy, to mówię, że mam to gdzieś, mimo, że piosenki dla niej piszę po nocach, ale ona nie wie, bo nienormalny bym się dla niej okazał, świr jakiś, tak nie można, no, że o uczuciach się wprost nie mówi, debil aspołeczny". Naucz się zasad hazardu młokosie: nie zdradzaj intencji - wtedy możesz coś ugrać.
I tak ciągle, nie mówimy tego co myślimy. Że niby w zdenerwowaniu już nam nie zależy i wykrzyczymy prawdę? Nie. Też chcemy coś ugrać. Zawsze jest coś, cholera, do ugrania. Zawsze. Kochasz mamę? To kiedy jej powiedziałeś, że ją kochasz? To jest prawda! Kiedy kochasz, to są prawdziwe słowa. Tyle bezsensownych rozmów z ludźmi, a w nich nic, co by spowodowało u mnie intelektualne spazmy, nawet delikatnego pobudzenia ciasno upakowanych neuronów z synapsami zwanych mózgiem. Nic tylko bibuła i kartony mielone przez paszcze moje i twoje.

              "Nie ma osoby, która by była zawsze sobą" – pewnie, może, chyba. Nie o to jednak, cała ta batalia się toczy. Nie bądź, a stawaj się. Proces, nie stan. Powiedz: Nie! To nie żadna nowobogacka asertywność. Zamknij się i nie paplaj, kiedy nie chcesz robić użytku ze słów mniej czy bardziej mądrych – bo wypompowany będziesz psychicznie. Energetyczne wampiry mówisz. To kołkiem własnej nieobecności ich poczęstuj. Nie stoisz obok pieca, kiedy nie chcesz się spocić.

               W domu w samotności też nie jesteś sobą. Przyniosłeś z zewnątrz wielkimi siatami zakupy, do swego wewnętrznego świata. Myśl zbija myśl, zero koncentracji. Nawet o sobie nie możesz pomyśleć, o destylacie swojej osoby. Zabijasz się siecią utkaną ze stron, kanałami z odpadami, które płyną w pudłach. Palisz e-papierosy, bo...? Pamiętasz dlaczego zacząłeś palić? Dla nikotyny? Dla plastiku na sznurku, w fikuśnej formie? Papieros, to coś więcej niż nikotyna, ale oni wiedzą lepiej; lepiej żeby oni za mnie pomyśleli za co mam płacić, a ja sam dokonam wyboru...takiego jakiego oni chcą.

               Tu nie znajdziesz odpowiedzi, tu jej nigdy nie będzie. Tu znajdziesz powód do prokrastynacji, może inspiracji. Tu nie przestaniesz być dla pani w sklepie uśmiechnięty, ale dla dziecka gorzki w tym samym momencie. Nie przestaniesz się z szacunkiem do szefa odnosić , a o rodzicach, tych dobrych, zapomniawszy - szczycić się mianem dobrego obywatela – średnią krajową wycierawszy łzy, które kiedyś popłyną. Wzorowy dogmatyk, nieszczęsne dziecko złej ścieżki. W końcu, przecież zawsze coś ugrasz. Zawsze wpadnie trochę grosza za sprzedawanie się i akceptację zyskamy. Co ty więcej od życia człowieku byś chciał?! Spać już idź, żebyś przed kolejnym przedstawieniem wyspany był. Znalazł się filozof...
Witaj Czytelniku! Jeśli podobają Ci się znajdujące się tu teksty, to zapraszam do komentowania, udostępniania na fb,  lajkowania. Więcej czytelników, więcej tekstów, więcej przyjemności. Pozdrawiam Damian P.

niedziela, 17 listopada 2013

Dlaczego to się zawsze wypala?

               Wiecie, nikt tego nie zakłada z góry. Liczymy się z tym, że może to wszystko zniknąć, ale w głębi serca mamy nadzieje, że nigdy się to nie skończy. I w istocie tak jest. To nie, że naobiecywałem, że będzie tak cudownie i pięknie i w ogóle pół metra nad ziemią latać będziemy. Ja tak czułem. Nie skłamałem, nie zawiodłem, prawdę mówiłem. A teraz żeby prawdę powiedzieć i nie skłamać, będę musiał zawieść.

               Na początku bez większego uczucia. Jest jak jest – zakocham się z czasem... może, a może nie. Więc czekasz. To już? Jak mam to stwierdzić? Idealna nie jest, ale ideałów nie ma powiadają. Zresztą to, co będzie dla nas ideałem w wieku 20 lat, zmieni się jeszcze kilka razy zanim dociągniemy do siedemdziesiątki. Może nie gra na skrzypcach, może nie lubi głupkowatych komedii, może zbyt kocha porządek – no nic, wszystkiego mieć nie można. Ale za to śmiech ma tak piękny, dziecięcy, spontaniczny! I stopy jak siedzi, przeuroczo układa do środka. I czerwieni się kiedy mówię jej, że jest piękna. To chyba wystarczy, żeby spróbować. Chyba.

     Jest pięknie mamo w liście Ci piszę. Chcę miłości i ją mam! Spędzamy dużo czasu, ona mnie strasznie pociąga. Jak ja ją kocham matulu! Jakby stworzona dla mnie była. Jakby ktoś tam na górze nakreślił ją specjalnie dla mnie! Trzymamy się za ręce, kiedy czekamy na tramwaj. Patrzymy w nocne niebo i robimy zawody - kto szybciej znajdzie mały wóz. Kto przegra, całuje wygranego – tak mamo, chyba jednak nie ma przegranych. Pijemy wódkę ze spritem – ona wina nie lubi. I siada przede mną w moim fotelu. Nogi zawija pod pupę i kładzie ręce ma kolanach. Słuchamy muzyki takiej jak ona i ja lubię. Wyścig do komputera, by włączyć swój kawałek ciągle trwa. Ale kłócimy się też - żeby nie było. O bzdury chodzi. Że za późno przyszedłem, bo ja spóźnialski jestem – sama wiesz. I że nie kupiłem czegoś, a kupić miałem. Ale to nawet kłótnie nie są. Sprzeczki, ot co. A i jak do niej przychodzę przed czasem, to otwiera mi jej koleżanka, bo ona szykuje się w łazience. Nie denerwuję się, bo i czemu? Dla mnie się stroi i póki dla mnie chce ślicznie wyglądać, to wszystko jest w porządku.
A i ugotuje czasem dla mnie. Czyż to nie cudowne, kiedy ktoś dla ciebie zrobi posiłek? I patrzy na mnie czy mi smakuje. A mogłaby nawet przesolić, nie jest żoną bym jej powiedzieć musiał. I upomina mnie, kiedy przeklinam – urocze. A ja jej w odwecie błędy językowe wytykam. Ale i tak się śmiejemy z siebie i razem. I nie pisze do mnie ciągle i nie dzwoni. Ona woli się widywać. Tak jakby rozumiała, że smsy, i telefony to fikcja bycia razem. A może robi tak, bo ja jej to wytłumaczyłem? Nie wiem. No i w secondhandach się ubiera. Jest piękna. I jej perfumy nie są kwiatowe - nie znoszę takich, tylko jakieś inne. Nie wiem jakie ale już zawsze będę miał ją przed oczyma, gdy zapach mandarynek poczuję. Uwielbiam, że o przeszłość mnie nie pyta, a i ja nie mam zamiaru zaglądać w jej pamiętniki. A oczy jej tak wiele chcą powiedzieć, ale usta wiedzą, że mogę wtedy uciec. Ona nic nie musi mówić, wystarczy, że na nią spojrzę. Oczka jej błyszczą, kiedy jest ze mną i mam tylko jedną nadzieję, że i mnie się skrzą, bo chcę żeby wiedziała, że uwielbiam mieć ją u boku.

Ale też pyta od czasu do czasu: "To jak to z nami jest?" A ja nie wiem jak jest i nie chcę wiedzieć. Chyba nie chcę. Bo i po co? Wiem, każdy chce wiedzieć na czym stoi. Ale jeśli ja nie wiem, to ona może też jeszcze poczekać, chyba. I zazdrosna jest. Nie bardzo, ale nie potrzebnie nawet troszkę. Przecież jak będę chciał to...no wiesz mamo sama. I czy nerwy jej pomogą? Nie zastraszy mnie przecież. Myślę, że chłopaka ma. Gdzieś dalej mieszka, bo gdyby tu mieszkał, to by się chyba bała ze mną pokazywać. I jej koleżanki na mnie z wyrzutami patrzą. Czasem ktoś do niej wieczorem dzwoni i całkowicie zmienia się jej ton głosu. Ja nie pytam, bo nie chcę wiedzieć. Jest, jak jest. Może nikogo nie ma. Może. Może jestem na chwilę? Może. Albo ona nie chce w ciemno z kimś zerwać i czeka na mój krok? Go nie będzie chyba. Ja rozkoszuję się zawsze chwilą bieżącą. Przepraszam mamo, ale ona to wie, a i tak ma mi to za złe.

I czasem, nie wiem jak to wyjaśnić, z każdą kobietą tak było, że jak z nią siedzę i tak czasem popatrzę na nią, to tak jakbym na obcą kobietę spojrzał. Brzydka jest, obca – jak nie ona – mimo że jest piękną dziewczyną. I ten obraz zostaje na chwile mi w głowie. Siedzę wtedy bez słowa. Skąd to się bierze? Miałaś tak kiedyś?
Tylko ta jej skromność. Nie ma w niej tej waleczności. Nie ma tego poczucia szczęścia z tego kim jest, co ma, i jak wygląda. Na łóżko się to przekłada. Światło gasić muszę, bo ona się wstydzi. Jakby poczucie winy, obok rozkoszy jej towarzyszyło. Jakby to co dobre, zawsze było złe z natury. Zaczyna być to nudne i irytujące. "Więcej przyjemności, zapomnij o sobie na chwile, daj się ponieść, zrób to na co masz ochotę, zwariuj dla mnie, proszę!" – chciałbym jej to powiedzieć ale wiem, że ona jeszcze bardziej się speszy. Wychowani inaczej chyba byliśmy i tego już nie zmienimy. I dzieci nie chce mieć – oj no wiem mamo, że młoda jest jeszcze – ale ona mówi, że tylko dlatego, bo o figurę się boi. To aż nadto płytki powód, bym mógł go przetrawić. Pewnie zmieni to myślenie, pewnie, może, a jeśli nie?
I zmienić mnie próbuje. Przecież wiedziała z kim się wiąże. Skoro jej odpowiadałem, to jakiż jest teraz problem? Jeśli dam się zmienić, to boję się, że usłyszę, że nie jestem tym, w kim ona się na początku zakochała. A jeśli się nie zmienię, to mogę usłyszeć, że jestem nie do zniesienia. Mamo, nie wiem. Chyba jednak sobą będę. A przynajmniej starać się będę.

Trochę mi się też nudzi. Wiesz, ta sama kobieta cały czas. Nie wiem, może mam taki charakter? Może to nie moja wina? Może ja nie potrafię być z kimś długo? A może nie spotkałem jeszcze kogoś, kto by mi odpowiadał tak bardzo, bym mógł swoją nogę zgiąć? Mam wrażenie, że z nią już nic mnie nie zaskoczy. Powszedniość dnia się wkradła. I co, że tak do końca życia mamy razem kłaść się i wstawać? I śniadania robić w biegu, dzieciaki szykować do szkoły i bezpłciowe buzi na do zobaczenia za dziewięć godzin? Ja nie chce takiego życia. Jeśli to ma być miłość, to nie chcę jej miłości!

               Z czasem zrozumiemy, że od siebie samych nie uciekniemy. Że te same błędy, w kółko powtarzać będziemy. Że za rogiem to samo czekać będzie, tylko trochę więcej zmarszczek temu przybędzie. Żałośnie samotni, z siwymi włosami, ukrycie przed prawdziwym uczuciem schowani. Przepraszam za niezawinione zawinienie. Przepraszam szczerze. A teraz wypisuję się, wysiadam z tej karuzeli. Że na środku autostrady nie mogę? To patrzcie!